Październikowe zbliżenia filmowe

Nie tak dawno w Katowicach zakończył się V Międzynarodowy Festiwal Producentów Filmowych RegioFun. W związku z czterodniowym maratonem, po zasłużonym odpoczynku, przystępuję do przedstawienia Wam, drogim Czytelnikom, kilku refleksji dotyczących tego niebagatelnego oraz niecodziennego wydarzenia.

IMG_1509

Pierwsze zjawisko, które zwraca moją uwagę i nie pozwala od razu pisać o nagrodach i innych „ważnych” rzeczach, to lokalny patriotyzm i wiara w śląską kinematografię oraz w ludzi, którzy to kino tworzą. Nie ma bowiem nic bardziej świadczącego o wierze w „nasze” kino, niż tłumy, które zjawiły się na filmach związanych z regionem. To pokazuje rosnącą ostatnio tendencję do utożsamiania oraz identyfikowania się ze Śląskiem, z którego jesteśmy dumni, podobnie jak z osiągnięć osób, które mają tutaj swoje korzenie. Mowa zarówno o Zbigniewie Relidze („Bogowie”, reż. Łukasz Palkowski ), jak o Jerzym Kukuczce (film dokumentalny „Jurek”, reż. Paweł Wysoczański), których osiągnięcia (choć w zupełnie różnych dziedzinach) zasługują na pamięć oraz szacunek. Co ciekawe, wyżej wspomniane filmy zapracowały na aplauz nie tylko ze względu na interesującą fabułę, ale również na niesamowicie sugestywną grę aktorską Tomasza Kota oraz montaż i zdjęcia („Jurek”). Warto pamiętać również o obrazie Magdaleny Piekorz, „Zbliżeniach”, który pomimo projekcji w ostatni dzień festiwalu, cieszył się ogromną popularnością, wynikającą niewątpliwie z obecności aktorek odgrywających w filmie główne role: Ewy Wiśniewskiej oraz Joanny Orleańskiej a także samej reżyserki. Ta edycja festiwalu niewątpliwie była wydarzeniem ważnym dla każdej osoby związanej ze Śląskiem oraz z szeroko pojętą kinematografią.

IMG_1511

Kolejnym wydarzeniem, które szczególnie utkwiło mi w pamięci, była projekcja konkursowych filmów animowanych (blok II), na której obecne było jury oraz wszyscy twórcy (z wyjątkiem Rubina Steina, który z niewiadomych powodów czekał na zewnątrz sali). Głosowanie było zadaniem dość skomplikowanym, ponieważ filmy były zróżnicowane zarówno stylistycznie, jak i fabularnie oraz prezentowały bardzo wysoki poziom. Dla mnie odkryciem był „Minimal” – obraz o ekonomicznym wyścigu Węgrów. Urzekła mnie również „Mia” – dziewczynka zagubiona w bezdusznym świecie dorosłych, a po cichu uśmiechałam się pod nosem podczas projekcji „Nocy Ponchopongasów” – niby wesołej i banalnej opowieści o dorastaniu, a tak naprawdę odkrywającej strach przed dorosłością. Po projekcji w klubie Katofonia przyszedł czas na rozmowy. Tam wraz z Krisem Merganem debatowałam nad jakością obejrzanych animacji (sporo oberwało się na przykład „Edukacji”) oraz usłyszałam genezę powstania „Diamonds”, animacji nagrodzonej kolejnego dnia.

Z festiwalowego „must see” nie można przegapić: „Miss Blue Jeans” – obrazu o rozwijającej się norweskiej scenie rockowej lat 70., „Quissy – opowieści o złym duchu” – filmu w konwencji realizmu magicznego, poruszającego zarazem problem miejsca kobiety w hinduskim społeczeństwie oraz zwycięskiego „ A Jeżeli Bóg Jest”. Są jednak takie filmy, które warto ominąć szerokim łukiem: spokojny i monotonny „Kanibal” oraz pozornie dotykający problemów Brazylii „Casa Grande”.

IMG_1516

Niestety, MFF Regiofun w tym roku wydawał mi się nieco krótszy. Być może za sprawą harmonogramu festiwalu, w obrębie którego wybór priorytetowych wydarzeń wymagał sporej ekwilibrystyki. Powód może być jednak bardziej prozaiczny: festiwal trwał jedynie cztery dni, a to zdecydowanie za mało. Niewłaściwym rozwiązaniem wydawało się również umieszczenie konferencji w miejscu bardzo oddalonym od pozostałych budynków, w których odbywał się festiwal – nowym gmachu Muzeum Ślaskiego. Zawiódł mnie także „niesamowity” spektakl teatralny zamykający festiwal, który niestety magii kina do teatru nie wniósł wcale. Wisienką na torcie była wizyta gościa specjalnego, Petera Aalbaecka Jensena (producenta filmów Larsa von Triera), której tak naprawdę nie było, podobno z powodu tajemniczej choroby. Czyżby za dużo ostryg na innych bankietach?

Pomimo paru pomyłek organizacyjnych festiwal ma się dobrze, bo słysząc to i owo, tu i ówdzie, dowiedziałam się, że za niedługo możemy przygotować się na wizytę paru filmowych ekip w okolicy. Katowice, watch out!