Za dużo miłości

Od 24 października w kinach oglądać można „Zbliżenia” Magdaleny Piekorz. Trzeci z kolei, po „Pręgach” i „Senności”, film reżyserki można było w Katowicach zobaczyć już wcześniej: w ramach Międzynarodowego Festiwalu Producentów Filmowych Regiofun. Okoliczności projekcji nie pozostają bez związku z samym filmem, ponieważ obraz Piekorz, sosnowiczanki z pochodzenia, nagrany został w Katowicach i otrzymał dofinansowanie ze środków Śląskiego Funduszu Filmowego.

zbliżenia1

Pięknie przedstawione Katowice. Zdjęcia z planu „Zbliżeń” / źródło: http://www.tor.com.pl

Podczas oglądania filmu rodzi się pytanie, czy aby nie mamy do czynienia z materiałem promocyjnym Katowic. W wielu filmach miasta były jednymi z bohaterów, ale świadomość, że stoją za tym pieniądze w tym wypadku może nieco podważyć wiarygodność twórców. Niemniej, oprócz kilku bezpretensjonalnych wstawek, sposób ukazania Katowic w „Zbliżeniach” daje pozytywny obraz miasta, które pociąga swoim niepowtarzalnym klimatem. Zdaje się, że twórcy filmu chcieli, abyśmy zobaczyli nowe Katowice ze swoją wciąż rodzącą się tożsamością.

IMG_1325

Konferencja prasowa „Zbliżeń” na 39. Festiwalu Filmowym w Gdyni / fot. Kornelia Musiałowska

Nie ma kopalń, węgla i rolady z modro kapusto. Jak zatem żyją bohaterowie „Zbliżeń”? Skąd się wzięli? Główne bohaterki filmu, Marta (Joanna Orleańska) i jej matka (Ewa Wiśniewska), żyją otoczone antykami w pozornym dostatku w niszczejącej willi. Marta jest absolwentką ASP, ale nie wierzy w swój talent i sens drogi, którą obrała. Obie z matką są od siebie bardzo uzależnione emocjonalnie. Nic w życiu obu kobiet nie jest konkretne; żadna z nich nie czerpie satysfakcji ze swojego życia. Mąż Marty, Jacek (Łukasz Simlat), jest w tej historii katalizatorem wydarzeń i jedyną jasno określoną psychologicznie postacią. Tylko on twardo stąpa po ziemi. Jego wytrzymałość zostaje wystawiona na próbę, kiedy staje się częścią rodziny do tej pory tworzonej jedynie przez Martę i jej matkę.

IMG_1337

W tle możemy dostrzec plakat autorstwa Andrzeja Pągowskiego. Wielka szkoda, że to nie on promuje film. / fot. Kornelia Musiałowska

O czym tak na prawdę są „Zbliżenia”? Nie sposób w opisie tego filmu uniknąć frazesu: o toksycznej miłości. W rzeczy samej, jest to uniwersalne studium uzależnienia od drugiego człowieka i niemożności odnalezienia siebie. Początki systemu zależności, z którym mamy do czynienia w filmie, mogą się łączyć z postacią ojca Marty, który opuścił rodzinę, kiedy była dzieckiem. Być może stosunki Marty z matką są przeniesieniem relacji, jakie łączyły jej rodziców. Straciwszy mężczyznę, dla którego się zatraciła, matka Marty mogła poświęcić całą swoją uwagę właśnie córce i uzależnić ją od siebie, podobnie jak ona sama była uzależniona od swojego męża. Koło zależności zamyka się na postaci Jacka, dla którego żona okazuje się być nie partnerką, a dzieckiem, nad którym przejął opiekę. Marta w mężczyźnie odnajduje postać utraconego ojca i nadzieję na uwolnienie się od obezwładniającej relacji z matką. Jednak małżeństwo nie przynosi zmian na lepsze.

IMG_1326

Konferencja prasowa filmu podczas 39. Festiwalu Filmowego w Gdyni / fot.. Kornelia Musiałowska

Złożone relacje między bohaterami i ich sylwetki psychologiczne, jak również wątki poboczne, są czasem ukazywane w sztampowy i naiwny sposób. Nie wiem jednak, czy traktować to jako zarzut w stosunku do „Zbliżeń”. Film Magdaleny Piekorz to dostojny, nienagannie wykonany gmach, z odrobiną (zamierzonej?) tandety na fasadzie. Temperatura wykorzystanych w filmie barw oraz idealnie dopasowana do opowiadanej historii muzyka bez wątpienia mają spory wkład w to, jak film dociera do pokładów wrażliwości widza i pozostaje z nim jeszcze długo po seansie.

Film można obejrzeć w Cinema-City:

ccPoczujMagie_600x100