In-Vader czyli o metalu słów kilka – książka Jarka Szubrychta „Vader. Wojna totalna”

vader-tw-1500pxVader jaki jest, każdy widzi. Powiedzieć „mroczny” albo „posępny” to spory eufemizm. Podejrzewam, że niewielu rodziców życzyłoby sobie, żeby ich pociecha była rozmiłowana w tym zabójczym growlu czy szybkostrzelnej perkusji. Moja matka na pewno nie – znalazłszy w domu opasłe tomiszcze pt. „Vader. Wojna totalna” wyrzuciła ręce w górę i zakrzyknęła: „Po co ty to czytasz, dziecko?!”.

Ano właśnie. Sięgając po biografię największej polskiej metalowej legendy motywów miałam wiele. Sama nie traktując death metalu zbyt poważnie chciałam się dowiedzieć, jak to jest, że dla niektórych to całe życie. Jak to się stało, że zespół z Polski zaszedł tak daleko w czasach, kiedy o przekroczeniu żelaznej kurtyny można było jedynie pomarzyć? I wreszcie skąd ta okultystyczno-satanistyczna otoczka w zespole prowadzonym przez dorosłych, poważnych mężczyzn. Pytania laika, można by rzec. Lub zadać pytanie: Co ty wiesz o metalu, dziewczynko?

Przyznaję się bez bicia – moja wiedza na tematy okołometalowe przed lekturą książki była dosyć skąpa. Biografia autorstwa Jarka Szubrychta odpowiedziała na wszystkie te pytania i poszerzyła wiedzę znacząco. Bez wahania można przybić jej pieczątkę Vadero-encyklopedii, bo wygląda na to, że autor porozmawiał dosłownie z każdym, kto z Vaderem się zetknął choćby przez krótką chwilę. Szczegółowa historia zmian personalnych w zespole na barwnie opisanym tle społeczno-ekonomicznym ówczesnej Polski jawi się momentami niemalże sensacyjnie. Przyjemnym jest zwłaszcza śledzenie drogi na szczyt – mimo wiedzy jak to się wszystko skończy, niecierpliwie zaciskamy kciuki, wierząc, że kolejna z opisywanych wytwórni będzie tą właściwą. Wielką zaletą książki jest opis dat i miejsc. Połączenie dokładności kroniki miejskiej z niemalże fabularnym opowiadaniem wydarzeń sprawia, że nie czytamy książki telefonicznej, a wyważoną kompozycję. Laik dowie się wszystkiego o kanonie death metalu, a fan z dłuższym stażem pokiwa głową nad oczywistościami i znajdzie rozczulające ciekawostki.

Nie zrozumcie mnie źle, nie jest biografia Vadera porywającą prozą, ale nie taki też był zamysł. Książka wyjaśnia, przybliża sylwetkę zespołu i naświetla jego historię tłumacząc plotki, scalając wypowiedzi osób związanych z Vaderem przez 30 lat jego istnienia.

Fanem death metalu nigdy nie byłam i raczej już nie zostanę, ale jedno mogę powiedzieć z pewnością: jestem fanem sukcesów Polaków w świecie. „Chłopów” nie darzę namiętnością, ale Reymontowego Nobla owszem – tak jak mistrzostwo świata polskiej reprezentacji w siatkówce. Dlatego też opis samozaparcia lidera Vader, Piotra Wiwczarka, który mimo burz i sztormów doprowadził zespół do deathmetalowej Walhalli, rozgrzał me serce, wzbudzając tym samym przeogromny szacunek.

Martyna Poważa