Grzechy Franka Millera

Kto raz odwiedził Miasto Grzechu, ten już zawsze będzie do niego wracał. Po obejrzeniu tragicznego losu ostatniego sprawiedliwego gliny, krwawego baletu w wykonaniu wielkiego barowego zabijaki czy szarej codzienności w Starym Mieście – dzielnicy prostytutek – Sin City na zawsze pozostanie w pamięci zniesmaczonego lub zachwyconego widza (choć te dwie postawy wcale nie muszą się wykluczać). Teraz Frank Miller razem z Robertem Rodriguezem znów zapraszają miłośników czarno-białej masakry do kin, by zalać go obrazami przemocy, nagości i najczarniejszego humoru połączonymi z bohaterami rodem z kina noir, pozbawionego tutaj jakiejkolwiek cenzury.

damulka warta grzechu materiały prasowe

fot./ materiały prasowe


Frank Miller, gwiazda amerykańskiego komiksu, był w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych artystą, który zamieniał w złoto wszystko, czego tylko się dotknął. Jego ekspresjonistyczne rysunki sprawiały, że opowieści leżące na półkach obok dzieł Millera wyglądały jak kolorowanki dla dzieci. Prawdziwe objawienie nadeszło jednak, gdy autor „Sin City” zaczął pisać scenariusze. Odmienił oblicze komiksu o superbohaterach, stwarzając ich na nowo jako ludzi skrzywdzonych, często chwiejnych moralnie. W ten sposób światło dzienne ujrzał „Powrót Mrocznego Rycerza”, w którym Bruce Wayne w wieku emerytalnym przywdziewa po latach kostium Batmana, czerpiąc niezdrową przyjemność z wyżywania się na półświatku Gotham. Wisienką na torcie kariery Franka Millera został świat Sin City – miasta przestępców, dziwek i przekupnych kongresmanów, w którym czarno-białe są tylko dynamiczne rysunki autora. Kiedy świat ten został przeniesiony na ekran i odniósł sukces komercyjny i artystyczny, wiadomo było, że powstanie sequel. Choć twórcy kazali nam czekać bardzo długo (prawie dziesięć lat!) na kontynuację, to w końcu możemy przekonać się, czy ta damulka jest warta grzechu.

damulka warta grzechu materiały prasowe2

fot./ materiały prasowe


Druga część „Sin City” – co wydaje się naturalne – jest słabsza od filmu z 2005 roku. Wtedy istotnym elementem pozytywnej oceny dzieła Rodrigueza, Millera i Tarantino była sfera wizualna, zbliżająca ekranowe kadry do komiksowych obrazów tak, jak nigdy wcześniej. Doskonałym pomysłom realizatorskim towarzyszyły wciągające i niebywale działające na emocje historie, w których miłość, krew i humor zlewały się w mrocznym klimacie czarnego kryminału. „Damulka warta grzechu” nie mogła zaoferować wiele nowego w wyglądzie, więc jedyna jej nadzieja na sukces tkwiła w dobrej opowieści. I choć ta damulka nie postarzała się ani trochę przez ostatnie dziesięć lat, to jedno jest pewne: zaczęła mocno seplenić.

damulka warta grzechu materiały prasowe4

fot./ materiały prasowe


Narracja „Sin City 2” na pierwszy rzut oka funkcjonuje bez zarzutu, lecz po jakimś czasie film okazuje się mało wciągający, pozostawia obojętnym. Dzieło Millera i Rodrigueza jest nierówne fabularnie, historie wtórne i niewnoszące niczego nowego przeplatane są z zaskakującymi i intrygującymi opowieściami. Tytułowy wątek o wartej grzechu Avie (Eva Green) trzyma wysoki poziom, nie tylko ze względu na ponętną femme fatale, której obca jest idea biustonosza, ale również z uwagi na świetną rolę Josha Brolina, który jako Dwight, prywatny detektyw, próbuje opierać się urokom swej dawnej kochanki. Świetnie napisane kwestie wygłaszane z offu, dobre tempo wydarzeń i kilka nowych realizatorskich smaczków (jak choćby scena kąpieli Avy) sprawiają, że do Miasta Grzechu chce się wracać. Nie można tego jednak powiedzieć o pozostałych historiach, które utraciły niezbędny klimat, stając się zwykłymi zapychaczami. Co gorsza, również ich sfera wizualna jakby przyklapła, stała się zbyt oczywista, wyeksploatowana. Najbardziej boli mnie jednak los Marva (Mickey Rourke), który występując w większości opowieści, staje się tępym zbirem do wynajęcia. Gdy ktoś planuje akcję, w której ma zginąć wielu ludzi, bez zbędnych przemyśleń idzie do baru u Kadie, gdzie zawsze znajdzie zapijaczonego Marva. Pod byle pretekstem olbrzymi zabijaka ruszy w krwawe tany z największą nawet szychą w mieście, bez namysłu tłukąc bebechy na prawo i lewo. Cały ironiczny tragizm tej postaci z pierwszej części „Sin City” gdzieś uleciał, pozostały tylko kilogramy mięśni i ohydna gęba. Marv był wizytówką Miasta Grzechu, więc na jego przykładzie widać, jaką drogę wybrali Miller i Rodriguez.

damulka warta grzechu materiały prasowe3

fot./ materiały prasowe


„Damulka warta grzechu” ma wiele wad, jednak chętnie wróciłem do gęstej i bolesnej atmosfery Sin City, gdzie nic nie kończy się dobrze, a zwyciężają zawsze skąpo ubrane prostytutki. Martwi jednak spadek formy duetu Miller-Rodriguez. Ten pierwszy już dawno przestał być złotym dzieckiem amerykańskiego komiksu, i choć nadal jest żywym klasykiem, to zaczęły pasować do niego słowa, które sam wypowiada w małej rólce w „Sin City 2”: „To miasto zdeprawuje każdego”. Nawet jego twórcę, który nie sprawdza się jako reżyser ani swoich komiksów, ani dzieł innych artystów. Czy zatem damulka jest warta grzechu? Tak, ale jest to przygoda na jedną noc. A później pozostaje tylko zapomnieć.

Nasza ocena: 3/5

Nasza ocena: 3/5

Film można obejrzeć w Cinema-City:

ccPoczujMagie_600x100