Ameryka oczami Amerykanina

podroze z charleyem  OKLADKA.inddJacy są Amerykanie? Zależy, kto pyta i kto odpowiada. W „Podróżach z Charleyem” pyta John Steinbeck, Amerykanin z krwi i kości. Pyta, ale także próbuje udzielić odpowiedzi. Podkreślmy raz jeszcze – próbuje. Jego poszukiwanie wyznaczników amerykańskiej tożsamości kończy się bowiem porażką i… bardzo dobrą książką o współczesnej Ameryce.

„Kiedy układałem sobie podstawowy plan mojej wędrówki, były pewne określone pytania, na które chciałem dostać właściwe odpowiedzi. Nie wydawało mi się, żeby pytania te były niemożliwe. Sądzę, że można by je wszystkie zebrać w jedno: «Jacy są dzisiaj Amerykanie?»” mówi Steinbeck i przez ponad 300 stron opisuje Amerykę oraz jej mieszkańców. Problem w tym, że Stany Zjednoczone wcale takie zjednoczone nie są. Wręcz przeciwnie, każdy region USA ma odrębny charakter, inną „osobowość”. Oprócz legendarnej już linii Północ-Południe kraj przecinają liczne granice nie tylko administracyjne, ale także mentalne. Podróż Steinbecka nie jest wyłącznie wycieczką krajoznawczą, jest wędrówką w poszukiwaniu Ducha Ameryki.

Najważniejsze w tej książce są spotkania z ludźmi: z bogatymi ranczerami z Teksasu, z prostymi farmerami, z kelnerką pracującą na stacji benzynowej, z kierowcami ciężarówek, ze współczesnymi nomadami, którzy swoje domy urządzili w camperach. Przy szklaneczce whiskey rozwiązują się języki spotkanych ludzi, którzy wylewają swe żale i dzielą się nadziejami z ekscentrycznym, starszym już mężczyzną, który, nie wiedzieć czemu, opuścił swój wygodny dom.

Steinbeck przyznaje otwarcie, że od zawsze było dla niego problemem pozostać na dłużej w jednym miejscu. Wciąż pchał go do przodu wirus przygody, nieugaszone pragnienie wędrówki. Walka z impulsem była skazana na porażkę – po co więc się męczyć? Lepiej poddać się pragnieniu swej duszy. Wędrując po Stanach, Steinbeck zauważył objawy tej samej choroby także u innych Amerykanów, jednak tylko nieliczni z nich mieli odwagę porzucić uporządkowane, choć niesatysfakcjonujące ich życie. Wydaje się, że pisarz zarzuca swym rodakom stagnację, oskarża o tchórzostwo i ugodowość, o brak energii i bierne przyjmowanie świata takim, jaki jest, nawet jeżeli jest to świat absurdalny i zły.

Krytyka Amerykanów jest subtelna, a mimo to wyczuwalna. Często te nieprzychylne opinie o rodakach Steinbeck rozciąga także na inne narody, mówiąc ogólnie o kondycji ludzkości. Łagodzi wymowę własnych poglądów, wkładając je w usta, a dokładniej w pysk, swojego psa Charleya. Paradoksalnie to właśnie Charley – w swej prostocie, naturalności i umiłowaniu pokoju – staje się rzecznikiem humanizmu i sumieniem ludzkości. Oprócz roli moralnego przewodnika na Charleya spada także odpowiedzialność za to, że wbrew pozorom gorzką opowieść Steinbecka czyta się lekko i przyjemnie. Zabawne epizody, których bohaterem jest ten dystyngowany francuski pudel rozładowują śmiertelnie poważny nastrój powieści.

Książka Steinbecka jest w rzeczywistości zbiorem notatek z podróży, refleksją nad osobowością Amerykanów, nad ich gościnnością, ale także rasistowskimi uprzedzeniami. Autor ostrzega jednak, by nie przyjmować jego słów bezkrytycznie. Opisał tylko to, czego był świadkiem, co bynajmniej nie oznacza, że spotkani na jego drodze ludzie mogą wypowiadać się w imieniu całego narodu.

John Steinbeck, Podróże z Charleyem, Prószyński i S-ka, Warszawa 2014.

Nasza ocena: 4/5

Nasza ocena: 4/5