Stanley Kubrick made my day

Wielki Świat zapukał do drzwi Polski, która wciąż rzadko przyjmuje zagranicznych gości. Albo inaczej – przyjmuje, ale jakoś mało kto chce ich witać. Tylko „gwiazdy naprawdę wielkiego formatu” wydają się zasługiwać na uwagę mediów i, co istotniejsze, statystycznego Polaka. Przypadek wystawy „Stanley Kubrick Exhibition” pokazał jednak, że można tak zaplanować promocję wydarzenia, by odbiło się szerokim echem w całej Polsce. Sama wystawa okazała się sukcesem i pięknym hołdem dla dorobku reżysera, tak istotnego dla kina jako sztuki.

IMG_1557

IMG_1580

fot. Kornelia Musiałowska, Patrycja Mucha


Już przy samym wejściu do Muzeum Narodowego w Krakowie witają nas słynne bliźniaczki z „Lśnienia”. Nasz wzrok wędruje ku splecionym ze sobą dłoniom dziewczynek. Wpadliśmy. Teraz nas ktoś chwyta za rękę i prowadzi w magiczny świat Kubricka. To może brzmieć jak banał, ale tak w istocie czuje się widz mający doprawdy niepowtarzalną okazję zobaczyć szereg pomieszczeń, których wygląd odzwierciedla autorską wizję poszczególnych filmów reżysera.

IMG_1660

IMG_1572

fot./ Patrycja Mucha


Wystawa jest niesamowita. Jeżeli chodzi o dawkę wrażeń, których dostarczyły mi kiedykolwiek przestrzenie muzealne, to dorównuje jej tylko Muzeum Victorii i Alberta. Odręczne pismo Kubricka na wielu pisanych na maszynie scenariuszach i notatkach, autentyczne rekwizyty z planu oraz, co najcenniejsze, wytworzona w kolejnych pomieszczeniach aura specyficzna dla danego filmu sprawiają, że jako pasjonat kina czułam, że jestem we właściwym miejscu. „Stanley Kubrick Exhibition” to zbiór wielu przedmiotów składających się na sporą część historii kina. Tę część, do której zwykle nie mamy dostępu. W dodatku przestrzeń muzeum jest perfekcyjnie zorganizowana, bo obserwator nie jest przedmiotami przytłoczony i może każdy z nich dokładnie obejrzeć.

IMG_1591

IMG_1600

fot./ Patrycja Mucha


Ułożenie wystawy jest w pewnym stopniu chronologiczne, ale poszczególne filmy reżysera są też pogrupowane tematycznie, co Rafał Syska nazywa szlakami wojny, szaleństwa i technologii. Eksponaty są interesujące i zdecydowanie przykuwają wzrok. Poza tym nie mogło zabraknąć elementów popularnej dziś interaktywności: możemy stać się częścią pustynnego krajobrazu rodem z „2001: Odysei kosmicznej” czy obejrzeć ulubiony fragment filmu w indywidualnej kosmicznej kapsule. Świetnym pomysłem okazał się namiot, w którym wyświetla się poszczególne sceny z filmu z opisującym je rzeczowym komentarzem. Walory edukacyjne i ludyczne przeplatają się tu w sposób nienachalny i wyważony.

IMG_1609 IMG_1654

fot./ Patrycja Mucha


Warto także dodać, że oprócz wystawy, udostępnionej na okres czterech miesięcy, organizatorzy postarali się o dodatkowe atrakcje, regularnie promowane na Facebooku. Wykłady i odwiedziny gości (takich jak chociażby Christiane Kubrick, żony reżysera czy bliźniaczek z Lśnienia) to stały i częsty element wystawy. Cała sfera reklamowa, świetne designerskie pocztówki i numer „Ekranów” poświęcony Kubrickowi sprawiły, że wystawa została zauważona nie tylko przez kinomanów i filmoznawców. O tej wystawie mówią wszyscy zainteresowani kulturą w ogóle. Da się? Da.

IMG_1627 IMG_1725

fot./ Paweł Palej, Patrycja Mucha


Najważniejszym jest jednak fakt, że wystawa rozbudza wyobraźnię. Podczas przechadzania się po kolejnych salach, poza świetnie spędzonym czasem ze znajomymi i robieniem zyliarda zdjęć (które możecie tu podziwiać), znajdowałam się jakby poza muzeum, w samym środku każdego z filmów (i to nie tylko za sprawą kamery, która umieściła mnie w „Odysei Kosmicznej”). Podczas powrotu z Krakowa wciąż towarzyszyła mi nieodparta chęć zobaczenia wszystkich filmów Kubricka „teraz-zaraz-już”, a moja pasja filmoznawcy dostała nową pożywkę dla rozwoju. Cały dzień żyłam jakby poza rzeczywistością i wcale nie chciało mi się wracać do normalnego stanu ducha. Może to była tylko posesyjna euforia, ale Stanley Kubrick zdecydowanie made my day.

output_btavcM

Patrycja Mucha