Bomba, która nie wybuchła

Stworzenie dobrej adaptacji filmowej nie jest łatwym zadaniem. Wielu reżyserów brało na warsztat największe bestsellery światowej literatury: począwszy od Biblii, przez trylogię Sienkiewicza, na kryminałach Agathy Christie skończywszy. Świetna książka nie jest jednak gotowym przepisem na dobry film, o czym zdaje się zapominać większość twórców dopuszczających się tej „twórczej zdrady”.

stulatek materiały prasowe

fot./ materiały prasowe

Przychodzi mi do głowy jedynie kilka adaptacji, które mogłyby zadowolić czytelników literackich pierwowzorów: „Władca Pierścieni” w reżyserii Petera Jacksona, „Fight Club” Davida Finchera, „Lśnienie” Stanleya Kubricka czy „Pachnidło” Toma Tykwera. Na adaptację trzeba mieć pomysł, której treść powieści będzie jedynie punktem wyjścia. Książki mają na ekranie zyskać drugie życie i nowy walor estetyczny, a nie ledwo się tlić, by za moment wyzionąć ducha.

Z przykrością muszę stwierdzić, że ekranową śmierć poniosła książka o niebywałym potencjale. „Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął” Jonasa Jonassona mógł stać się bombową komedią, która siłą rażenia zwalałaby z nóg, jednak to, co zrobił Felix Herngren, wpędza widza w objęcia Morfeusza.

stulatek

fot./ materiały prasowe

Filmowa historia Allana Karlssona (Robert Gustafsson) zaczyna się w dniu jego setnych urodzin, kiedy postanawia wyruszyć w „ostatnią” przygodę swojego życia, uciekając przez okno domu spokojnej starości w szwedzkiej mieścinie. Wiedziony impulsem kradnie z dworca walizkę sporych rozmiarów, by czmychnąć jej właścicielowi do pierwszego lepszego autobusu i pojechać jak najdalej się da za pięćdziesiąt koron. Staruszek ląduje więc w środku lasu, tuż obok rozpadającej się stacji kolejowej Byrynge, która stanie się tłem kryminalnej intrygi. Karlsson niespodziewanie staje się najbardziej poszukiwanym dziadkiem w Szwecji, a także punktem zapalnym niebezpiecznych wypadków, które nastąpią później. Nic dziwnego: ktoś, kto przeżył dwie wojny światowe, pił tequilę z prezydentem USA, obrażał Stalina i bratał się z generałem Franco, a do tego jest specjalistą od materiałów wybuchowych, musi przyciągać kłopoty. Brzmi zachęcająco, prawda?

stulatek materiały prasowe5

fot./ materiały prasowe

Felix Herngren zdołał jednak zaprzepaścić ten potencjał. Rozumiem, że adaptując powieść, trzeba dokonać wyboru tego, co zostanie przeniesione na ekran, ale po co zmieniać rys charakterologiczny postaci? Jedni młodnieją, inni zmieniają płeć lub pojawiają się, gdy w ogóle ich nie było. Niektóre epizody wtłoczone są na siłę, a akcja, bogata w wydarzenia, rozwija się w tempie chodu stulatka. Allan stał się marionetką w rękach losu, niemającą własnego zdania i, zamiast rezolutnego staruszka rzucającego błyskotliwymi ripostami, mamy do czynienia z popychadłem, któremu wszystko zdarza się przypadkiem. Również temperamentna Ślicznotka z burzą rudych włosów, której literacki pierwowzór klął jak szewc, staje się Gunillą (Mia Skäringer) bez wyrazu. Z grą aktorską też nie jest najlepiej. Reżyser próbuje oddać narrację powieści poprzez dwupłaszczyznowe prowadzenie akcji: w czasach współczesnych i retrospekcjach barwnego życiorysu Karlssona. Jednak to, co w książce bawi niemal na każdej stronie – czyli tony absurdu – w filmie jest jedynie slapstickowym gagiem. A szkoda, bo gdyby za to dzieło zabrali się bracia Coenowie, można by się bawić przednio. Na korzyść filmu przemawia realistyczna charakteryzacja głównego bohatera. Miałam po prostu nieodparte wrażenie, że Herngren, kręcąc film, stosował się do prawidła matki Karlssona: „Jest jak jest, a będzie jak będzie”.

stulatek materiały prasowe4

fot./ materiały prasowe

Mimo wielu wpadek, podczas seansu „Stulatka, który wyskoczył przez okno i zniknął”, można się czasami uśmiechnąć, a nawet zaśmiać, ponieważ Allan, który ze stoickim spokojem przyjmuje zarówno utratę domu, kastrację, jak i trupa, jest postacią urokliwą, szczególnie w damskim szlafroku, ze swoim zamiłowaniem do „czystej” i dobrego jedzenia. Z optymizmem patrzy w przyszłość, a kogo by nie spotkał na swej drodze – czy to dyktatora, czy Einsteina – z równą otwartością proponuje mu swą pomoc. Wyczyny Allana powinny zdynamizować atmosferę filmu, który niestety okazał się niewypałem. Mam nadzieję, że tak żywotna postać jak Karlsson doczeka kiedyś adaptacji godnej jego arcyciekawego życiorysu.

Nasza ocena (1-5)

Nasza ocena (1-5)

Film można obejrzeć w Cinema-City:

ccPoczujMagie_600x100