4 powody z 54 możliwych, by pojechać na Open’era

Gdy to piszę jest początek czerwca, dokładnie za miesiąc będzie już po wszystkim. 4 sceny, kilkudziesięciu artystów z Polski i zagranicy, tworzących muzykę od rocka po elektronikę, a jednak jakoś połączonych – to kusząca oferta dla melomanów od organizatora 13. edycji gdyńskiego festiwalu. Od tej chwili możecie być „Easy Like Sunday Morning” – znacie wszystkich headlinerów Open’era 2014 – tak zapowiedziano ostatnią gwiazdę festiwalu. A gwiazdami są: The Black Keys, Pearl Jam, Phoenix, Jack White, Faith No More… Jednak ich przedstawiać nikomu nie trzeba. W sumie wszystkich dotąd ogłoszonych artystów jest 54, więc prawdopodobnie każdy znajdzie chociaż jeden powód, by 2 lipca odwiedzić Gdynię – oto moje 4.

1. Jagwar Ma

Młody zespół powstały w 2011 roku ma na swoim koncie zaledwie jeden krążek, wydany w zeszłym roku Howlin’, ale już zapowiada się bardzo interesująco. Trio z Sydney tworzy muzykę nieszablonową, mieszają elementy rocka, elektroniki, popu, tworząc rytmiczne, hipnotyzujące melodie. Dobrze się do tego tańczy, ale sprawdza się także w domu, pracy, samochodzie, gdy zwyczajnie chcemy posłuchać czegoś przyjemnego. Nic dziwnego, że przypadli do gustu m.in. Foals, którzy także wystąpią na festiwalu. Główny wokal Gabriela Winterfielda jest niemal arogancko beznamiętny, w dodatku minimalistyczne teksty składają się prawie wyłącznie z pojedynczych, ciągle powtarzanych sformułowań (utwór Four składa się właściwie z jednego słowa), co powinno odpychać, a przyciąga. Wszystko to w towarzystwie przejmująco wysokiego drugiego wokalu Jacka Freemana i zakręconych melodii przywodzących na myśl ZZ Top, R.E.M., a z drugiej strony ostatnio modny Alt-J czy Aqualung.

2. Warpaint

Również trio, tyle że żeńskie i o amerykańskim rodowodzie wydało niedawno swój trzeci album o tym samym, co nazwa zespołu, tytule. Artystki z Los Angeles działają na rynku muzycznym od 2004 roku, tworząc indie rocka z pazurem. Oprócz zgrabnej gitary i solidnej perkusji w zespole zachwyca przede wszystkim główny wokal Emily Kokal, wysoki, w jakiś sposób ponury, smutny, lecz silny, charyzmatyczny. Przy takim głosie pozostałe instrumenty zazwyczaj pozostają w cieniu, świadomie wycofane, jak np. u Florence and the Machine, ale u Warpaint wszystkie elementy współpracują ze sobą, tworząc muzykę pewnych siebie, samoświadomych, niezależnych kobiet.

3. Bastille

W rok po tym jak światło dzienne ujrzał debiutancki album Alt-J, w ich ślady poszedł inny angielski zespół – Bastille ze swoim krążkiem Bad Blood. Teraz idzie w ich ślady ponownie i po zeszłorocznej wizycie Alt-J na Open’erze także zjawi się w Gdyni. Oba zespoły łączy to, że bez większych kontrowersji można by nazwać je hipsterskimi, bo i one same raczej nie kryją się z inspiracją tą „subkulturą” – obie nazwy powinnam właściwie napisać z użyciem trójkąta, Alt-J jako ∆, a Bastille jako B∆STILLE (Alt-J śpiewa nawet o swojej miłości do trójkątów w Tessellate). Łączy ich także to, że oba z powodzeniem szturmują listy przebojów i zgarniają nagrody. Nic dziwnego – są bardzo przyjemni.

4. Daughter

Trio z Londynu (aczkolwiek o różnych osobistych korzeniach) to także debiutanci – rok temu wydali swój pierwszy album If You Leave. Grają łagodnie, delikatnie, jakby nieśmiało, ale wyraźnie rockowo. Ich muzyka przypadła bardzo do gustu reklamodawcom (np. w reklamie Tour de France), twórcom seriali (Grey’s Anatomy) i Benowi Howardowi, z którym koncertowali i który także zjawi się na Open’erze. Główny wokal Eleny Tonry jest czysty, prosty, jakby naturalny, gitara i perkusja dotrzymują mu kroku. Ostateczny efekt daje poczucie niczym nieograniczonej przestrzeni, jakby muzycy dawali koncert, stojąc na jakimś potężnym, acz łagodnie zaokrąglonym wzgórzu. Zostawiają słuchacza z poczuciem wolności, ale tego rodzaju, które zdarza się tylko ludziom wypełnionym spokojem.