„Nie wierzę w przypadki” – Natasza Ptakova

np2Mikrofon, przydymione światła i cztery postacie. W chwilę później, ostrożnym dźwiękom zaczyna wtórować delikatny, eteryczny, kobiecy głos. Zaczyna się surrealistyczny konkurs… To dzieło Nataszy Ptakovej, a właściwie Natalii Ptak – młodej artystki z Gliwic, która wydała właśnie swoje EP – K.A., a ostatnio zaserwowała nam też nie-przypadkowy teledysk.

Sylwia Chrapek: Twoją twórczość można by w skrócie określić jako alternatywną, jednak wydaje mi się, że to zbyt duże uogólnienie. Jak Ty byś ją opisała?

Natasza Ptakowa: To połączenie wielu gatunków muzycznych. Tworząc i komponując należy być bardzo otwartym. Na płycie pojawia się muzyczny miszmasz – jazz, dream pop, indie. To emocje i forma interpretacji.

S.C.: Zauważyłam też, że często wykorzystujesz taki środek, jak wokaliza….

N.P.: Czuję się w tym pewnie. Lubię takie eksperymentowanie głosem, co sprawia, że po części jest to chyba jakiś znak charakterystyczny.

S.C.: Od początku wiedziałaś, że chcesz podążać w tym kierunku? Jakie są Twoje dotychczasowe doświadczenia muzyczne?

N.P.: Chyba tak. Oczywiście każdy w życiu przechodzi momenty, w których zastanawia się nad tym, czy to na pewno to, czy warto, czy jest się tego pewnym. Jednak, kiedy życie ukierunkowuje, dając po drodze jakieś sygnały – wtedy po prostu się to czuje. Współpracowałam z wieloma muzykami, ale dopiero mieszkając w Poznaniu najbardziej się rozwinęłam względem koncertowania i współpracy zespołowej. Z grupą Skeng graliśmy około 1,5 roku. Przez ten okres naprawdę sporo się działo.

S.C.: Już wtedy wiedziałaś, że chcesz tworzyć w takiej, a nie innej estetyce czy był to proces, próbowanie różnych stylów, by w końcu znaleźć ten właściwy? A może nadal poszukujesz?

N.P.: Całe życie jest według mnie poszukiwaniem. Wszystko ma swój porządek i miejsce w czasie. Płyta K.A. [EP] jest jakimś etapem. Po niej przyjdą kolejne – adekwatne do okresów i emocji, które mi towarzyszą. Bardzo długo szukałam tego jednego punktu, który by mi odpowiadał. Znalazłam go, ale szukam dalej. Niemniej jednak, jestem osobą, która uwielbia próbować nowych rzeczy.

S.C.: A dlaczego zdecydowałaś się na karierę solową i porzucenie dotychczasowego zespołu – Skeng? Lubisz niezależność?

N.P.: Trochę poróżniły nas priorytety. Zespół powinien być jak rodzina, jak partner życiowy. Musicie się rozumieć, dogadywać, mieć punkt i cel, do którego wspólnie dążycie. Niestety czasem coś nie gra, no i wówczas grać też jest ciężko. Rozstaliśmy się w 2013 roku i to był moment, w którym wiedziałam, że muszę zacząć działać. Chyba też, jak wspomniałaś, będąc niezależną.

S.C.: Aktualnie promujesz singiel „Nie-przypadek”. Wcześniej wypuściłaś piosenkę „Przypadkiem”. Starasz się dążyć do perfekcji czy może kierujesz się przypadkiem?

N.P.: Utwór „Przypadkiem”, to spontaniczny twór, jaki powstał przy kolaboracji z Mateuszem Rypińskim z poznańskiego zespołu Skrzydlaści. Nie był on szczególnie rozpowszechniany, ani promowany. To taki emocjonalny utwór „do szuflady”, ale bardziej na wierzchu. Nie wierzę w przypadki. Wszystko dzieje się w jakimś konkretnym celu. Singiel „Nie-przypadek” ciągnie za sobą właśnie tę myśl. Na swój, określony sposób. Jeśli natomiast mowa o perfekcji – staram się do niej dążyć, jednocześnie mając świadomość tego, iż wielu rzeczy nie da się przeskoczyć, a te należy zaakceptować. Oba utwory nie mają ze sobą nic wspólnego Możliwe, że to nie-przypadek.

S.C.: Twój najświeższy teledysk – właśnie „Nie-przypadek”, przedstawia konkurs wokalny. Chciałaś się przez to odnieść do popularnych telewizyjnych show? Co chciałaś przekazać?

N.P.: Wersji scenariusza do tego utworu było nieskończenie wiele. Bezustannie dyskutowaliśmy, która opcja byłaby idealna. Trwało to bardzo długo. Pewnego wieczoru, gdy wybieraliśmy się ze znajomymi na karaoke, zupełnie (nie)przypadkiem wpadła myśl, że to właśnie o tym będzie teledysk. Myślą przewodnią była przypadkowość ludzi biorących udział w takim muzycznym show. Przychodzą tam osoby o odmiennych poglądach, którzy na co dzień są diametralnie różni, a w tym miejscu stają się właściwie tacy sami.

S.C.: Możesz powiedzieć coś więcej o całej K.A., na której, między innymi, znalazł się „Nie-przypadek”?

N.P.: Ta płyta, to dla mnie „oczyszczenie”. Nazwa niesie za sobą początek czegoś, co pragnie się rozwijać i ewoluować. Znajdują się na niej cztery utwory. Każdy z nich odnosi się do jakiegoś okresu i emocji. Sam proces tworzenia trwał dość długo, bo ponad rok. Wraz z Maćkiem Sawochem i Bartkiem Ebertem, dokładaliśmy wszelkich starań, by zachować spójność i konkretną estetykę. Swoje „ale” dodali także perkusista Krzysiu Pszczółka oraz kontrabasista Martin Wałach.

S.C.: To Twoje pierwsze doświadczenia w studiu? Wolisz taką pracę czy bezpośredni kontakt z publicznością?

N.P.: Obie te „prace” mają w sobie coś magicznego. Już wcześniej miałam okazję działać w studio. Nagrywanie, to takie uwieńczenie wcześniejszych prac nad całym materiałem. Wchodzisz i dosłownie wyrzucasz z siebie to, co przez tyle czasu siedziało w środku. Niesamowite uczucie. Kilka lub kilkanaście godzin kilkudniowych spotkań, aby potem móc wziąć do ręki krążek z własną twórczością – bezcenne. Jeśli natomiast mowa o koncertach. Cholernie je lubię, a wręcz uwielbiam, mimo tremy i trzęsących się rąk i nóg. Może to zabawne, ale to wielki sprawdzian dla mnie samej i całego zespołu. Wszyscy się sprawdzamy, docieramy, poznajemy. Mamy okazję i możliwość zaprezentować siebie i materiał z zupełnie innej strony.

S.C.: Sama pracowałaś nad tekstami? Skąd inspiracje?

N.P.: Tak. Wszystkie teksty piszę sama. Inspiruje się wszystkim, co mnie otacza. Z przeżyć, zachowań, refleksji, doświadczeń. Pewnie to brzmi banalnie, ale tak jest. Pewnie znasz to uczucie, kiedy masz ochotę na coś do jedzenia, ale nie wiesz co. Ja tak mam z pisaniem (z jedzeniem także:)). Czasami wchodzę do domu, nie zdejmuję butów i kurtki, tylko siadam, włączam komputer lub biorę kartkę, śpiewam i piszę. To wychodzi samo. Tworzę taki tekstowy kolaż.

S.C.: Zauważyłam, że ważna dla Ciebie jest nie tylko audio, ale też strona wizualna – zarówno jeśli chodzi o wypuszczone do tej pory teledyski, jak i choćby okładkę płyty. To też w pełni Twoja koncepcja?

N.P.: To prawda. Przywiązuję do tego sporą wagę. Cenię sobie prostotę i minimalizm. Świnia, to dla mnie istotny symbol. Sporo razem przeszłyśmy, stąd i taka okładka :). Mam wokół siebie osoby, z którymi mogę rozpatrywać różne koncepcje i projekty. Wspólnie działamy i tworzymy.

S.C.: W planach jest już jakieś LP?

N.P.: Nie chcę póki co zbyt wiele zdradzać i tym samym zapeszać, ale pod koniec tego roku mam nadzieję poczęstować czymś nowym. Jednak na ten moment skupiam się na koncertach i to one są priorytetem.

S.C.: Skoro tak, to gdzie będzie można Cię usłyszeć w najbliższym czasie?

N.P.: Wszystkie informacje związane z koncertami będą pojawiać się na bieżąco na fanpage’u. W najbliższym czasie planuję też udział w audycjach radiowych.

S.C.: Dzięki za rozmowę i powodzenia w dążeniu do celów.

N.P.: Ja również bardzo dziękuję.

// zdjęcia: Marek Kita, ubrania: Hebequss