Lepiej było umrzeć młodo, jak James Dean

Zbyszek Cybulski powraca, a może tak naprawdę nigdy nie odszedł? Z Waldemarem Patlewiczem – reżyserem spektaklu „W popielniczce diament” wystawianego w Teatrze Śląskim– rozmawiała Wiktoria Marcinkiewicz.

Waldemar Patlewicz fot. Krzysztof Lisiak

Waldemar Patlewicz fot. Krzysztof Lisiak

Wiktoria Marcinkiewicz: Zrozumienie sztuki teatralnej często kryje się w tytule, jaką tajemnicę niesie zatem za sobą „W popielniczce diament”?

Waldemar Patlewicz: Tytuł faktycznie jest kontrowersyjny i niejednoznaczny. Z jednej strony nawiązuje do filmu Andrzeja Wajdy „Popiół i diament”, w którym rola Maćka Chełmickiego przyniosła Zbigniewowi Cybulskiego największą sławę. Z drugiej strony ma na celu podkreślenie, jak wielkim diamentem aktorskim w tamtych czasach był Cybulski. Starał się on tworzyć kult postaci, aktora i dobrego „diamentowego chłopaka”, co wychodziło mu wręcz świetnie.

W.M.: Jak Pan, jako reżyser, starał się wykreować postać polskiego Jamesa Deana, jak nazywany był Cybulski?

W.P.: Na szczęście nie tylko ja pracuję nad tą postacią, ale cały zespół: Robert Talarczyk, który jest odtwórcą głównej roli, czy Jakub Roszkowski autor tekstu. Staramy się zrobić wszystko, by nie tyle ponownie wyciągnąć Cybulskiego na piedestał, ale przypomnieć tę postać, ponownie ją wskrzesić.

W.M.: Mówi się, że Zbyszek Cybulski nosi miano legendy przez swój sposób życia, charakterystyczny wizerunek.

W.P.: Cybulski ciężko na niego pracował. Bardzo mu zależało na spotkaniach i kontakcie z widzami, wręcz to uwielbiał. Nigdy nie uciekał od ludzi, wychodził do nich przy każdej okazji, chciał być ich kumplem, przełamać schemat: gwiazda a przeciętny człowiek. Dlatego właśnie uważał się za wyjątkową osobę i aktora. Najbardziej zależało mu właśnie na tym, by być dobrze odbieranym przez ludzi, rozpoznawalnym.

Spotkanie po premierze spektaklu, fot. Krzysztof Lisiak

Spotkanie po premierze spektaklu, fot. Krzysztof Lisiak

W.M.: W głównej roli zobaczymy Roberta Talarczyka. Czy lepiej pracuje się z aktorem, który ma również doświadczenie reżyserskie, a może wręcz przeciwnie?

W.P.: Z jednej strony na pewno momentami bywa ciężko, gdyż Robert patrzy nie tylko z perspektywy aktora, ale i reżysera oczywiście. Ja mam łatwiej, gdyż zawsze siedzę po stornie widowni, a Robert stara się być po każdej. Ma to też oczywiście swoje dobre strony, bo dzielimy się spostrzeżeniami i uwagami, które w każdym spektaklu są niezwykle cenne.

W.M.: Opowieść staje się pretekstem do pytań o status gwiazdy we współczesnym świecie show biznesu, czy nadal zasadna jest „buntownika bez powodu”?

W.P.: W obecnych czasach postawa „buntownika z wyboru” już nie ma sensu, a raczej inaczej ją pojmujemy. Dawni gwiazdorzy nie byliby w stanie odnaleźć się we współczesnym świecie show biznesu. Dziś trzeba być ciągle na ringu, być gotowym na cios z każdej strony. Kto wie, czy Cybulskiemu by się to udało.

 
Premiera spektaklu „W popielniczce diament” odbyła się 6.06.2014 w Teatrze Śląskim.
 
Recenzja ze spektaklu już wkrótce w „Reflektorze”!