Zabawa w Boga i Einsteina

protasiuk_ad_infinitum_front_500Powiem szczerze: byłam do tej książki uprzedzona. Sięgnęłam po nią, by utwierdzić się w tym przekonaniu. Bo cóż mądrego może wyjść z miksu judaistycznej mistyki i teorii strun? Stek bzdur i nic więcej! Ale, ku mojemu zaskoczeniu, przekonałam się, że z tego poplątania z pomieszaniem wyłania się całkiem zgrabnie skonstruowany thriller.

Akcja rozwija się wielokierunkowo. Najpierw towarzyszymy Tomaszowi, dobrze usytuowanemu mężczyźnie w średnim wieku, który na czterdzieste urodziny kupuje sobie młodą kochankę. Zmęczony i znudzony życiem bohater chce uwolnić się od żony i chorego na autyzm dziecka. Przewidywalny dotąd świat Tomasza wywraca się do góry nogami, gdy jego córka zostaje porwana. Na bohatera ta informacja spada jak grom z jasnego nieba. Nas, czytelników, jak na razie, w fabule nic nie zaskakuje.

W następnym rozdziale zmieniamy krajobraz i z deszczowej Warszawy przenosimy się do słonecznej Lizbony, a tam trafiamy w gustujące w alkoholu towarzystwo nauczycieli akademickich. Młody, zdolny fizyk David zaprzyjaźnia się ze starszym, równie utalentowanym kolegą po fachu. Oprócz fizyki łączy ich żydowskie pochodzenie. Ładne uzasadnienie wplecenia judaistycznej mistyki do Wielkiej Teorii Unifikacji.

Autor zabiera nas także do Nowego Jorku i Budapesztu z okresu Zimnej wojny. Pojawiają się w powieści eksperymentalne badania CIA, ściśle tajne, nieistniejące na papierze komórki wywiadu i Trójca Święta, która w jakiś – nawet sobie nieznany – sposób modyfikuje rachunek prawdopodobieństwa.

Nie jestem fizykiem i nie będę udawać, że mam wystarczającą wiedzę, by stwierdzić, czy opisy poszczególnych kwantowych teorii są zgodne z rzeczywistością, czy też są dyletanckim, ale ubranym w naukowy język, powtórzeniem haseł z Wikipedii. Jestem jednak czytelnikiem i śmiało mogę powiedzieć, że zbyt rozbudowane dyskusje o naturze wszechświata mnie męczyły. Naszpikowane terminologią fizyczną rozmowy naukowców wydawały mi się sztuczne i prowadzone trochę na siłę. Tak jakby autor chciał udowodnić, że sam jest specem od M-teorii. Przygotujcie się więc na potężną dawkę informacji o kocie Schrödingera, superpozycji stanów, kolapsowaniu funkcji falowej, a wreszcie o tym, że „osoba, która pierwsza napisze, rozwiąże i zrozumie równania Wielkiej Teorii Unifikacji, stanie się kimś na kształt Boga”.

Właśnie rozpoczynają się gorączkowe poszukiwania osoby, która połączy w całość rozsypane elementy układanki i pozna myśli Stwórcy. Wielka Teoria Unifikacji staje się kamieniem filozoficznym XXI wieku. Szczególnie zdeterminowani, by rozwiązać zagadkę wszechświata, są Żydzi i to oni zdecydowani są na przekroczenie wszelkich granic, by osiągnąć cel. Dla nich to sprawa religii, a nie tylko nauki.

Na szczęście autor szybko rezygnuje z przekombinowanego języka naukowego, który miał podkreślić ten niecodzienny mistyczno-fizyczny charakter powieści, a brzmiał po prostu sztucznie i śmiesznie. W miarę rozwoju fabuły akcja nabiera kolorów, mnożą się wątki i postacie, z których każda kieruje się ukrytymi intencjami. Przypadkowe zdarzenia okazują się wyreżyserowane, nic nie dzieje się bez przyczyny a przeszłość nabiera sensu.

Akcja toczy się stałym, całkiem szybkim tempem, ale brakuje w powieści punktu kulminacyjnego. Zdarzają się natomiast fragmenty – przede wszystkim te filozoficzno-religijno-naukowe – traktujące o przypadkowości, przyczynowości i względności świata, które spowalniają narrację. Rozumiem jednak, że są one koniecznym tłem powieści, które daje logiczne uzasadnienie działaniom bohaterów.

Thriller Protasiuka nie jest być może dziełem wybitnym, ale napisanym z pomysłem. I chociażby za odwagę zmierzenia się z fizyką kwantową i żydowską mistyką należą się autorowi brawa.

Michał Protasiuk: Ad infinitum, wyd. Powergraph, Warszawa 2014.

Nasza ocena: 4/5

Nasza ocena: 4/5