Miej serce i patrzaj na filmy

Na Cropp Kultowe czekam bardziej niż na rozdanie Oscarów. To chyba najlepsza rekomendacja, jaką mogę wystawić temu festiwalowi. Jego twórcy zawsze powtarzają, że najważniejsze jest dla nich wzbudzanie emocji w widzach. Cóż, jeżeli o mnie chodzi, to dzięki temu zawładnęli mną w stu procentach.

IMG_0550

fot./ Patrycja Mucha

Prawdą jest, że każdy festiwal ma swój klimat; pewnie każdy na swój sposób wyjątkowy. Na Kamerze Akcji czujemy się jak krytycy-profesjonaliści, którym ktoś w końcu poświęcił więcej uwagi, na Nowych Horyzontach jesteśmy trochę hipsterami, na Camerimage nagle stajemy się koneserami „wizualności”. Jednak w odróżnieniu od tych festiwali Cropp Kultowe sprawia, że nagle czujemy się swojsko w towarzystwie osób, których nie znamy, bo łączny nas – widzów – miłość do kina. Ten festiwal robi się dla widzów, nie dla krytyków ani twórców filmowych. Co równie ważne, robi się go tu, w Katowicach – miejscu, w którym rzekomo „nic się nie dzieje”. Kultowych nie można byłoby przenieść poza to miasto, ponieważ jest ono integralną częścią festiwalu. Uwielbiamy katowickie kina studyjne urzekające swoją historią i wyjątkowym wnętrzem, uwielbiamy oglądać filmy na wielkim ekranie, siedząc w samochodzie przy Spodku i bezapelacyjnie kochamy „Rejs” na Mariackiej wraz z nieodłącznym elementem tego finałowego dla festiwalu seansu: kilkoma menelami korzystającymi z okazji i zagadującymi piwkujących i oglądających ludzi o dwa złote albo szluga.

No i uwielbiamy to, że Kultowe są jednym z ostatnich bastionów prawdziwego kinowego kultu. To tu się przebieramy, to tu wolno nam jeść pizzę w sali, śmiać się wyjątkowo głośno i odpowiadać na głupie teksty postaci z filmów klasy Z. Na naszych oczach tworzą się nowe obiekty kultu, kiedy wyświetlony z kasety VHS zostaje doskonały w swej niedoskonałości „Robot Holocaust”.

IMG_0554

fot./ Patrycja Mucha

W tym roku szykuje się naprawdę niezła jazda. Cykl „tak złych, że aż dobrych” filmów Eda Wooda, parada zombie maszerująca (dosłownie i w przenośni) przez Katowice i Najlepsze Filmy Świata (dla wymagających widzów) to tylko część atrakcji, jakie przygotowali dla widzów organizatorzy. Interaktywne instalacje, kino objazdowe (Batman znów lata po dzielnicach!) i kolejne seanse filmów pod Spodkiem to te elementy, które angażują przestrzeń miejską i sprawiają, że Katowice zaczynają tętnić życiem. W tym roku po raz pierwszy widzowie będą mieli okazję zobaczyć na Kultowych film premierowy. Mowa o „Godzilli”, której postać do kina przywraca Gareth Edwards. I choć sam film nie może być jeszcze kultowy, to ten wielki (niegdyś gumowy a dziś cyfrowy) potwór jest taki na pewno.

Nie zabraknie również formuły wprowadzonej na festiwal w zeszłym roku – widzowie ponownie będą mieli okazję posłuchać autorskiej interpretacji obrazu w wykonaniu lektora, który stworzy film na nowo, komentując jego akcję w nieoczekiwany sposób. Tym razem będzie to film z nurtu blaxploitation – „Coffy”. Katowice ponownie ugoszczą również prawdziwych maniaków złego kina i do Centrum Kultury Katowice wparują zapaleńcy z VHS HELL i Pory Zwyrola.

IMG_0560

fot./ Patrycja Mucha

Cropp Kultowe są kultowe. Uczestniczenie w nich stało się dla niektórych corocznym rytuałem, kilkoma dniami oddechu i jednocześnie doskonałym rozpoczęciem wiosenno-letniego sezonu. Ja jestem jedną z tych osób, pałającą irytującym dla niektórych hurraoptymizmem. Ale co tam, czasem można!

output_8Dakm7

Patrycja Mucha