Taneczne KRoki – między klasyką a współczesnością. Część I

II Międzynarodowy Festiwal Tańca Współczesnego KRoki w Krakowie – osiem dni wypełnionych tańcem, panelami dyskusyjnymi, spotkaniami z artystami, prezentacjami tanecznych wydawnictw. Jednak to, co świadczy o unikalności KRoków, to zdecydowanie nastawienie festiwalu – nie tylko na dostarczanie emocji w postaci festiwalowych prezentacji, ale i nacisk na szerzenie świadomości o tańcu, pogłębianie wiedzy praktycznej i teoretycznej jego odbiorców. Dzięki temu widz staje się częścią świata tańca – poprzez żywe uczestnictwo w festiwalu, łączącym prezentację i edukację taneczną.

Pogranicze tych dwóch aktywności znalazło również swoje odzwierciedlenie w artystycznym programie KRoków, które rozpościerało się na pograniczu różnych dziedzin sztuki. Widać, że kuratorkom (Jadwiga Majewska i Katarzyna Bester) zależało na dotarciu do publiczności z propozycjami, które będą zarówno wyjściem w stronę widza mniej obeznanego ze współczesnym tańcem, ale i prezentacji światowych mistrzów tańca bez kompromisów w odniesieniu do publiczności.

1403408Fot. A. Janikowski

Cieszy niezwykle fakt ciągłości działania kuratorek w budowaniu profesjonalnego i holistycznego działania promującego taniec. Jadwiga Majewska od wielu lat obecna jest w polskim tańcu jako ta, która nieprzerwanie szuka języka opisu dla tej dziedziny sztuki. Języka, jakim można by komunikować się z widzami, zatem niekoniecznie praktykami tańca. Wydawanie książek, prowadzenie Mobilnej Akademii Krytyki Tańca, warsztatów z pisania o tańcu i wreszcie, bycie kuratorką Festiwalu, składają się na jej ogromną zasługę w tym zakresie.

Program festiwalu podzielono na cztery działy. Każdy z nich dotyczy pewnej opozycji i stawia proponowane w swoich ramach prezentacje „pomiędzy” rozmaitymi klasyfikacjami: INTER-KULTURA, TRADYCJA-AWANGARDA, DANCE-PERFORMANCE, NATURA-KULTURA. Każda z tych odsłon, ukazywała inne oblicze współczesnych działań tanecznych i performatywnych.

INTERKULTURA

Głównym spoiwem cyklu jest refleksja nad międzykulturowością tańca i czerpaniem przez twórców z różnych kontekstów kulturowych, często niezwiązanych z ich rodzimym pochodzeniem. W pierwszym dniu (22 marca) mieliśmy zatem okazję zobaczyć aż trzy prezentacje odnoszące się do sztuk walki. Na rozpoczęcie festiwalu zaproponowano pokaz Kalarippayattu. Ta pochodząca z Indii sztuka walki, uważana za najstarszą w świecie, została zaprezentowana przez Sankara Lal Sivasankaran-Nairego oraz jego uczniów, których szkoli podczas stałych treningów we Wrocławiu (Instytut Grotowskiego). I choć nauczyciel pochodzi z Indii, jego uczniowie są międzynarodowym kolektywem i zgodnie podkreślają, że nauka hinduskiej sztuki pozwoliła im na poznanie możliwości swojego ciała, poszerzając świadomość o nim, ale też wpłynęła na zmianę całego życia. Jak tłumaczą, wpływy kalarippayattu to coś więcej niż wpływ sportu na ogólną kondycję. To podążanie pewną życiową filozofią, która zakłada popełnianie błędów i rozumienie ich przyczyny, nieustanne dążenie do poszerzania swoich fizyczno-umysłowych możliwości przez poznawanie samego siebie.

1403443Fot. A. Janikowski

Kolejną czerpiącą ze sztuk walki prezentacją był spektakl DO Grupy KIJO w wykonaniu Michała Ratajskiego oraz Adriana Bartczaka – duetu tancerzy, z których jeden zaczynał swoją drogę od sztuk walki, a drugi od tańca towarzyskiego. Artyści wymiennie zawiązują sobie oczy opaską, odcinając wiodący zmysł wzroku. Z takim ograniczeniem wykonują szereg partnerowań i choreografię, która wymaga niezwykłego wyczucia partnera i – aby zachować bezpieczeństwo – ogromnej precyzji. Imponujące partnerowanie, któremu towarzyszy muzyka, m.in. ze znanego anime Ghost in the shell, przełamuje ironiczna i zabawna końcówka, w której duet „łapie” tanecznego bakcyla serwowanego przez popową japońską piosenkę. DO na długo zapada w pamięć ze względu na prostą, lecz świetnie poprowadzoną dramaturgię.

1403630Fot. A. Janikowski

Trzecią i ostatnią prezentacją tego dnia był spektakl Rocco Emio Greco i Pietera C. Scholtena. Rocco to spektakl odwołujący się do walk bokserskich, w których wygrana zależna jest od wsłuchania się w ruchy przeciwnika. Choreograf, obecny na światowej scenie tańca od lat 80., znany jest publiczności dzięki prezentacjom opartym na intensywnym, fizycznym treningu baletowym oraz wymagającym choreografiom. Co ciekawe, wydaje się to sprzeczne z metodą, jaką pracuje z tancerzami. Ogromny wysiłek fizyczny jest punktem wyjścia – ma doprowadzić ciało do zmęczenia, i w ten sposób pozbawić go możliwości „kłamania”- ruch staje się bardziej instynktowny, wyzbywa się zbędnej estetyzacji. Niestety, w samym spektaklu mamy do czynienia z mnóstwem prze-estetyzowanego ruchu i mało zaskakującą dramaturgią. Spektakl składa się z wyraźnie oddzielonych od siebie części – obie jednak stanowią „taneczną imitację” bokserskiej walki. Pierwsza to walka oponentów, którzy chcą wzajemnie przeniknąć swój sposób poruszania się, są na siebie wyczuleni. Druga walka to z rozgrywka nastawiona na pokonanie przeciwnika. I niestety – odmienność zasad obu walk, niknie w natłoku ruchu i choreografii. Choć jednak Rocco nie porwał tłumów, wciąż niezwykłym rarytasem wydaje się ściągnięcie choreografii Emio Greco do Polski.

1403738Fot. A. Janikowski

Drugi dzień (23 marca) upłynął pod znakiem cross-kulturowych relacji artystów i ich sztuki. Japonka Takako Matsuda od lat pracująca w Polsce zaprezentowała swoje solo Letters from Lady L., którego taneczny styl zupełnie odbiega od wschodnich technik. Natomiast Finka Virpi Pahkinen zaprezentowała trzy solówki  pod wspólnym tytułem Three Solos, w których właśnie do wschodniej filozofii i poetyki się odwołuje. Wzajemne czerpanie z kultur, inkorporowanie technik w zasadzie przestaje być zagadnieniem, które ma rację bytu. Bo choć faktycznie miejsce urodzenia jest w jakimś sensie determinujące, to jednak życiorysy obu artystek wskazują na ich „obywatelstwo świata”. Tym samym, pracując właściwie na całym świecie, trudno jest mówić o konkretnym czerpaniu z obcych kultur, bo de facto są to wpływy już dawno przez nas oswojone. Ich narracje nie komentowały kwestii cross-kulturowych szerzej niż na poziomie „wyglądu”. Może dlatego propozycje obu artystek w ostateczności sprowadzają się do bardzo osobistych, emocjonalnych i prze-estetyzowanych autorskich wypowiedzi? I to właśnie „zaprzeczenie” inter-kulturowości zamykało dwudniowy dział KRoków INTER-KULTURA.

TRADYCJA-AWANGARDA

Cykl otworzyły Małgorzata Haduch wraz z Arvind Ganga i Marią Mavridou w Help Me To Crash. Performance jest kolejną propozycją Haduch w jej długoletnim łączeniu improwizacji tańca i muzyki. W Help Me To Crash widać znamiona struktury choreograficznej, jednak wciąż to sztuka, która pozostawia dużo wolności zarówno tancerkom, jak i muzykowi. Była to właściwie kolejna odsłona działalności Haduch z Unfinished Company, którego kilka edycji odbyło się już w Krakowie. Są to wieczory improwizacji  i wspólnych wpływów  relacji muzyki i tańca.

Tego samego dnia wystąpił też Janusz Orlik w Insight, bardzo osobistej pracy będącej kolejną odsłoną różnorodnych zainteresowań tancerza. Tym razem Orlik inspirowany filmami Stanleya Kubricka stara się przetransformować ruch kamery i postaci filmowych na swój osobisty język ruchu. Ze wsparciem Joanny Leśnierowskiej – jako dramaturga, reżysera świateł i towarzyszącego artyście trzeciego oka – tworzy pracę niezwykle intrygującą, odznaczającą się poklatkowymi ruchami ciała, z wyznaczonymi chapterami, znaczonymi zmianami świateł i „zasięgiem” przestrzennym ruchu tancerza. Jak tłumaczy sam Orlik oraz Leśnierowska, Insight ma pewne kompozycyjno-choreograficzne ramy, których wypełnienie zależy przede wszystkim od dyspozycji i form eksploracji samego Orlika. Mnóstwem mikro-ruchów wypełnia ramy spektaklu, budując pewnego rodzaju trans, zwieńczony w odróżnieniu od poprzednich części – bardzo melodyjną muzyką. To z kolei komponent, który dla Orlika jest niezwykle ważny, i który towarzyszy artyście w każdym dziele. Jak przyznaje, muzyka jest zawsze czymś, co jest obecne albo od czego w ogóle zaczyna proces tworzenia. Tym razem melodyjne zakończenie podsumowuje „poklatkową” sztukę w bardzo liryczny sposób. Jakby zacinający się, limitowany ruch całości, miał ostatecznie doprowadzić do pęknięcia, zaprosić widza do wnętrza świata tancerza. Zamknięciem Insight jest zwyczajny ruch rozbujanej, wreszcie zapalonej lampy, zwisającej bardzo nisko nad podłogą sceny. Trochę jak strzelba u Czechowa, która wreszcie wystrzela po czasie „biernej” obserwacji dotychczasowych wydarzeń.

1404401Fot. A. Janikowski

O relacji TRADYCJA-AWANGARDA dyskutowano również tego dnia m.in. z udziałem Joanny Leśnierowskiej i Jacka Tomasika, który w latach 60. był przedstawicielem tanecznej awangardy. Jak wspomina, po pokazie jednej z jego prac zakupiono dla Studenckiego Teatru Tańca „Kontrast” spodnie, bo pozwolił tancerzom tańczyć w dziurawych kostiumach. Tomasik przyznaje, że to, co widzi obecnie na polskiej scenie tańca nie odbiega w śmiałości od tego, co on sam zapoczątkował kilkadziesiąt lat temu. Podczas dyskusji poruszony został też niezwykle istotny dla polskiego tańca problem braku zespołów i kształcenia w nich kolejnych pokoleń tancerzy. Poza szeroko dyskutowanym zjawiskiem „pokolenia solo” i zagadnieniem ekonomicznych warunków, które uczyniły z solo najbardziej rentowną formę scenicznej wypowiedzi, problem ten wydaje się o wiele głębszy. Jest to również brak autorytetu mistrzów, od których najpierw pobiera się nauki, by później iść własną drogą, kontynuując lub przeciwstawiając się dotychczasowemu doświadczeniu. Ten brak, jak zauważają członkowie panelu, decyduje o rozproszeniu środowiska tanecznego, jak również jego wyraźnym zatomizowaniu oraz pozbawieniu tancerzy naturalnego kontekstu i ciągłości edukacji. Znajduje to swoje odzwierciedlenie choćby w fakcie, iż coraz częściej nazywamy nowe produkcje awangardowymi, choć nie mamy pojęcia, że ktoś już poprzedził nasze pomysły, realizując je długi czas przed nami- jak stwierdza Jacek Tomasik i jego uczennica Katarzyna Skawińska.

1404511Fot. A. Janikowska

Kolejny dzień (25 marca) rozpoczął występ Iwony Olszowskiej i Magdy Przybysz Serce zRozum. Ich propozycja to lecture performance krótki wykład performatywny o klasykach tańca – Serce (Olszowska) odwołała się do Isadory Duncan i Piny Baush, a Rozum (Przybysz) do Merca Cuninghama, Johna Cage’a i Yvonne Rainer. W swoim wykładzie, przybierającym formę improwizacji strukturalnej, tancerki rozwijają temat sprzeczności (lub jej braku) między ruchem a tańcem, tańcem wywodzącym się z rozumu, a tym płynącym z emocji. W dowcipnej formie raz dementują, a raz potwierdzają istnienie owych sprzeczności. Pełna humoru, przeobrażeń i improwizacji forma, świetnie wpisuje się też w założenie Festiwalu, czyli szukania języka komunikatu z publicznością tańca.

1404501Fot. A. Janikowski

W podobnie lekkiej i zabawnej formule utrzymany został kolejny spektakl, dla mnie osobiście niekwestionowany gwóźdź programu tegorocznych KRoków, czyli Cheap lecture i Cow Piece Jonathana Burrowsa i Matteo Fargiona. Klasyk lecure performance, autor książki Handbook for Choreograhers (w której znajdziemy m.in. część partytury Cheap Lecture) konstruuje swój spektakl z rytmicznych części. Z niezwykłą precyzją pauz, odstępstw czasu i melodyki opowiada o samej strukturze choreografii jako takiej i z tej meta-narracji czyni kolejną choreograficzną sztukę. Dwóch starszych panów z brzuszkiem rytmicznie opowiada o postępującym zbliżaniu się do końca wykładu, wywołując sukcesywnie wzrastające salwy śmiechu widowni. Śmiech wzrasta jeszcze bardziej w kolejnym wykładzie – Cow Piece – gdzie tych samych dwóch panów staje za stolikami, na których każdy ma ustawionych sześciu krowich figurek, mikrofon, partyturę i instrument. Z zupełnie prostych połączeń modulacji głosowych, dźwięków, tekstu, ruchu z „animowaniem” krówek, powstaje coś na kształt choreograficznego kabaretu. Do tego stopnia śmiesznego, że sami wykonujący czasem pozwalają sobie na „zgotowanie”. Jeśli ktokolwiek jeszcze nie widział dwóch starszych panów z brzuszkiem w akcji – powinien ścigać ich po całej Europie, by odrobić tą niezastąpioną lekcję o choreografii.

1404636Fot. A. Janikowski

Wieczór zwieńczyła Agata Maszkiewicz – kolejna po Małgorzacie Haduch i Januszu Orliku tancerka, która stworzyła swoje solo w ramach poznańskiego programu Stary Browar Nowy Taniec – Pokolenie Solo. Polska Maszkiewicz to trzecia tego dnia prezentacja pobudzająca poczucie humoru widowni – typowe polskie świńskie kawały, angielskie piosenki śpiewane z mocno polskim akcentem i prezentacja „epic faili” sportowców, a wszystko to przeplatane odtańczeniem oberka w stroju reprezentacji Polski w lekkoatletyce. Oto podstawowe komponenty wypowiedzi Maszkiewicz. Biorąc pod uwagę fakt, że Agata jest Polką z urodzenia, ale już od lat pracuje i tworzy w Wiedniu oraz jest związana z kolektywem SUPERAMAS, Polska, jaką prezentuje, przybiera formę jej osobistej wypowiedzi i rozliczenia z własnymi wyobrażeniami na temat kraju pochodzenia.

1404675Fot. A. Janikowski