Wielki początek. Wywiad z Davidem Fly’em

Folk i muzyka to jego życie. Zaczął dość późno, ale za to włożył w swoją pasję całe serce. Grał w większych lub mniejszych zespołach, teraz zdecydował się na karierę solową. Swoich sił próbował zarówno w popularnym show „X Factor”, jak i… na ulicach. Teraz pochodzący ze Śląska Cieszyńskiego muzyk wydaje swoją pierwszą płytę: „The Beginning”. Premiera miała miejsce 10 kwietnia. Kim jest David Fly, a właściwie Dawid Muchewicz?

Sylwia Chrapek: Ostatnio pojawiła się produkcja, której głównym bohaterem jest gitarzysta i piosenkarz folkowy, „Inside Llewyn Davis”. Film to jego życiowa droga, próba odnalezienia się, drobne koncerty w klubach. Jak z Twojej perspektywy wygląda świat folku (amerykańskiego)? Taki obraz jak „Inside Llewyn Davis” to znak, że muzyka tego typu zyskuje na popularności czy wręcz przeciwnie? Jak wygląda to w Polsce – ciężko trafić w gusta słuchaczy z takimi dźwiękami?

Dawid Muchewicz: Filmu nie widziałem, więc ciężko mi się odnieść. Folk to taka muzyka, która na pewno nie ma tylu fanów, co muzyka pop. Ma sporo zwolenników na całym świecie, również w Polsce, jednak jest to specyficzna grupa odbiorców. Mówiąc „specyficzna” mam na myśli świadoma tego, co słucha, czyli sama poszukująca nowych brzmień, ciekawych muzyków. Dzięki Internetowi możemy odnaleźć artystów i ich muzykę niezależnie od tego, skąd są i czy promowani są przez wielkie wytwórnie. Myślę, że folk ma się dobrze i w Polsce, i za granicą.

S. C.: A jak wyglądała Twoja dotychczasowa muzyczna droga? I co urzekło Cię w akurat takiej, a nie innej muzyce?

D. M.: Moja muzyczna droga zaczęła się stosunkowo późno. Dopiero na studiach dołączyłem do zespołu, w którym śpiewałem przez cztery lata. Graliśmy jednak bez przekonania, że chcemy to robić na poważnie, więc wszystko gdzieś rozeszło się po kościach. Byłem trochę sfrustrowany sytuacją, w jakiej się znajduję. Marna praca i brak perspektyw na rozwój kariery sprawił, że postanowiłem wyjechać za granicę. Tam pracowałem przez rok, ale sama praca i godne zarobki nie wystarczyły mi do pełni szczęścia. Brakowało mi muzyki, grania, śpiewania, więc postanowiłem wrócić do Polski i wziąć sprawy w swoje ręce. Początki były trudne, bo startowałem od zera. Nie znałem środowiska muzycznego, nie znałem praktycznie nikogo, z kim mógłbym grać, założyć zespół. Krok po kroku realizowałem swoje plany, aż do momentu, w którym zespół, z którym planowałem robić karierę, rozpadł się z różnych przyczyn i znów zostałem sam. Wtedy postanowiłem zrealizować swój autorski materiał, który już od kilku lat zalegał w szufladzie. I tak powstała płyta. Folk amerykański zawsze mnie fascynował swoją prostotą i pięknymi melodiami. Od dziecka słuchałem takiej muzyki, więc niejako naturalnie wyszło, że kiedy zacząłem tworzyć pierwsze utwory, to w stylu, który był najbliższy memu sercu.

S. C.: Wcześniej występowałeś z zespołem. Co sprawiło, że zdecydowałeś się na solowy projekt?

D. M.: Wcześniej faktycznie występowałem w kilku zespołach. Chciałem jednak poświęcić się muzyce w całości, a część członków zespołu miała inne priorytety. Wiedziałem, że w ten sposób nie da się niczego osiągnąć, dlatego postawiłem na karierę solową.

S. C.: Grałeś też na ulicach – z jakim odbiorem się spotkałeś? Były jakieś sytuacje, które szczególnie utkwiły Ci w pamięci? Czy zauważyłeś jakieś różnice między publiką w Polsce, a na przykład w Czechach?

D. M.: Właściwie to moja kariera się tam zaczęła. To właśnie granie na ulicach dało mi przekonanie, że powinienem postawić na solową karierę. Kiedy wyszedłem z moimi piosenkami na ulicę, byłem pewny, że zostanę wyśmiany, a w najlepszej sytuacji zignorowany. Entuzjazm ludzi przerósł moje oczekiwania. To było naprawdę bardzo motywujące do działania. Myślę, że publika i w Polsce, i w Czechach jest podobna, choć w Czechach wydawała się bardziej otwarta na muzykę. Jednak myślę, że jest to spowodowane tym, że w Polsce muzyk uliczny w dużej mierze wciąż kojarzy się pejoratywnie z Cyganami i bezdomnymi grającymi, i zbierającymi na piwo.

S. C.: Czym zajmujesz się na co dzień? Muzyka jest Twoim głównym zajęciem czy też odskocznią od czegoś innego?

D. M.: Muzyka jest moim życiem, jedynym zajęciem i mam nadzieję, że tak pozostanie. Dwa lata zbierałem fundusze na to, by móc nagrać i wydać płytę, i to wypełniło mi cały czas, jaki miałem. Teraz chciałbym, żeby cały świat miał możliwość dowiedzieć się kim jestem i posłuchać moich piosenek. Dlatego będę kontynuował muzyczne podróże i na tym skupię się w najbliższym czasie. A co będzie dalej – czas pokaże.

S. C.: Czym jest open mike? Planujesz jeszcze kiedyś zorganizować coś podobnego w regionie?

D. M.: Open mike to impreza bardzo popularna w Stanach, ale też w Europie. Ideą jest organizowanie koncertów, podczas których mało znani artyści o znikomym dorobku mają możliwość zaprezentowania się szerszej publiczności. Sam byłem uczestnikiem takiej imprezy w Liverpoolu i chciałem zrobić coś podobnego w Polsce – udało się raz, w Cieszynie. Chętnie organizowałbym open mike’a częściej, ale to pochłania sporo czasu, którego niestety nie mam zbyt wiele.

S. C.: Niedługo wyjdzie Twoja pierwsza płyta. Czy mógłbyś zdradzić nam nieco na temat pracy nad nią? To Twoje pierwsze doświadczenia w studiu?

D. M.: Ta płyta to dziesięć piosenek, które napisałem na przestrzeni kilkunastu ostatnich lat. Postanowiłem je dopracować i zarejestrować w studiu. Aby płyta brzmiała pełniej, zaprosiłem zaprzyjaźnionych muzyków. I tak: na kontrabasie zagrał Martin Wałach, na perkusji Krzysztof Pszczółka, na instrumentach klawiszowych Maciek Musiał, a na gitarach i trąbce Michał Jajeśnica. W studiu byłem już wcześniej, nagrywając demo. Tam poznałem Arka Wiecha, który jest właścicielem studia. Jest świetnym człowiekiem, pomocnym w kwestach technicznych, ale również wprowadzającym dobrą atmosferę podczas pracy, co wpływało pozytywnie na nasze nastawienie. Nie czuliśmy wielkiego stresu, mimo że dla większości z nas była to pierwsza przygoda z nagrywaniem profesjonalnej płyty.

S. C.: Wybrałeś zarówno teksty po polsku, jak i po angielsku – dlaczego? I skąd u Ciebie tak silny amerykański akcent (nawet jeśli śpiewasz po polsku)?

D. M.: Większość tekstów jest po angielsku i wielu ludzi pyta, dlaczego nie po polsku. Polskie teksty rozumieją tylko Polacy, a ja z moją muzyką chcę trafić do odbiorców na całym świecie. Dlatego wybrałem język, który jest względnie rozumiany na całym globie. Co do akcentu, to podejrzewam, że wziął się on z mojej fascynacji muzyką amerykańską, o której wspomniałem wcześniej. Słuchałem tylko bluesa, folku, country, gospel, R’n’B. Właściwie byłem na punkcie tej muzyki zafiksowany, nie słuchałem innej. Polskie piosenki znałem tylko z radia, bo w domu sam z siebie żadnej bym sobie nie puścił. Oczywiście z czasem moje podejście się zmieniło – dziś słucham muzyki z całego świata i staram się być otwarty na nowe brzmienia, ale wtedy słuchałem tylko muzyki z USA i stąd zapewne ten akcent.

S. C.: Na pierwszy singiel wybrałeś „Hope”. Ma ona dla Ciebie jakieś szczególne znaczenie? O czym opowiada?

D. M.: Każda z piosenek na płycie ma dla mnie szczególne znaczenie. Każda została napisana w innym momencie mojego życia, do każdej mam silny stosunek emocjonalny. „Hope” to piosenka opowiadająca o nadziei. Powstała jakieś 6-7 lat temu i towarzyszyła mi w różnych momentach życia. Kiedy postanowiłem, że nagram płytę, to miałem tylko ją – nadzieję, że mi się uda. Nie wiedziałem, jak mam się wziąć za realizację tego planu. Często byłem sam ze swoimi myślami i problemami, myślałem, że mi się nie uda. Postanowiłem działać, nawet gdyby miało się to nie spełnić. Teraz, kiedy wszystkie plany stały się rzeczywistością i płyta jest gotowa, słowa refrenu, które w tłumaczeniu brzmią „może przegram, przegram swoje wszystkie bitwy, ale nigdy nie utracę nadziei”, wydają mi się świetnym podsumowaniem tych kilku lat starań, by coś osiągnąć, ale też – jak głosi tytuł płyty – to tylko początek.

S. C.: Gdzie będziemy mogli Cię usłyszeć w najbliższym czasie? Planujesz może jakąś trasę koncertową?

D. M.: Planuję kilka koncertów promocyjnych. Nie jestem w stanie na dzień dzisiejszy podać żadnych dat, ale wszystkich zainteresowanych zapraszam na davidfly.pl, gdzie w zakładce „Koncerty” będą na bieżąco uzupełniane informacje o ewentualnych koncertach.