35 lat samotności. Wilk z Wall Street

Kilka dni po seansie* doskonałego Wilka z Wall Street zafundowałam sobie weekend z książką Jordana Belforda o tym samym tytule, na podstawie której powstał film Scorsese. Na liście oczekiwań widniały trzy punkty: nowa (i silniejsza – more is never enough) dawka adrenaliny; zajrzenie do wnętrza Jordana Belforda oraz poznanie know-how jego kariery. To, co otrzymałam, to pięćset stron drukowanego Pudelka, które wiele ponad to, co genialnie wyłuskał z opowieści JB scenarzysta i pokazał reżyser, nie wniosły. Ale czy mogło być inaczej? To nie ja kupiłam tę książkę, to Jordan Belford mi ją sprzedał. Demyt!

wows2

Ale zacznijmy od początku. Kiedy JB odsiadywał swój dwudziestodwumiesięczny wyrok za oszustwa finansowe rzędu około 220 mln dolarów, w celi poznał Tommy’ego Chonga, znanego między innymi z roli hipisa z The 70’s Show. Ten pracował akurat nad własną biografią i zachęcił Jordana do spisania swojej historii [1]. Jest popyt, jest podaż – musiał pomyśleć JB, bo tak też zrobił. Rekonstrukcja jego kariery – The Wolf of Wall Street – została wydana w USA w 2008 roku, a kolejna część – Catching the Wolf of Wall Street – rok później. Obie stały się bestsellerami. JB szybko sprzedał również prawa do ekranizacji książek. W Polsce prawo do wydania obu pozycji ma Świat Książki. Pierwsza w połowie stycznia trafiła do księgarń i, jak dowiedziałam się wczoraj u źródła, sprzedaje się znakomicie.

Rozmiar ma znaczenie

Zacznę od formy. I w tym miejscu też pozwolę sobie porównać książkę do ekranizacji. Wspomnieniom złotoustego, który w pisaniu jest jednak amatorem, zabrakło odważnego redaktora, który zrobiłby z maszynopisu kawałek przyjemnej literatury. Jak dowiadujemy się z podziękowań, redaktorka z tysiąca stron ścięła połowę, ale według mnie to i tak za mało. Przecież po krótkiej chwili wiem już, że Księżna jest niebywale seksowna i że myśl ta powraca do Jordana za każdym-absolutnie-razem, gdy na nią patrzy, a dowolny przedmiot, na który się przewraca, którym jedzie, z którego wciąga kreskę kosztuje majątek. Nie widzę celowości takich powtórzeń. Chyba że detale miały pełnić rolę odpowiednika didaskaliów do przyszłej transformacji słowa pisanego w obraz. Co zresztą, ku mojej uciesze, nastąpiło. Scenarzysta i reżyser Wilka… zrobili z historią JB to, czego nie zrobiła redaktor. Skondensowali, wyłuskali najbardziej zwariowane anegdoty, których nie trzeba było nawet szlifować, bo – opowiedziane pewnie dziesiątki razy w życiu – w książce zostały opisane nad wyraz dobrze! Uzupełnił to montaż – Thelma Shoonmaker narzuciła tempo godne szaleństwa, w jakim brodzili radośni Strattonici. Mówiąc krótko, na płaszczyźnie formy: film vs. książka 1:0.

Zbiór anegdot dla mas, dla klientów premium coś więcej?

Zapewne wiecie, że brunet o oliwkowej cerze, który zapowiada show Belforda (Leonardo DiCaprio) w ostatniej scenie filmu Scorsese, to JB we własnej osobie. Faktem jest, że odkąd zakończył karierę Wilka, na wygłaszaniu seminariów motywacyjnych upływa mu niemały kawałek życia zawodowego [4] a teraz, po 180-minutowej reklamie, jaką zrobił mu film, liczba zainteresowanych zapewne wzrośnie. Coachem JB jest zapewne skutecznym, więc nie dziwi, że na liście jego uczniów znaleźli się pracownicy m.in. Delta Air Lines, Symantec, Virgin Airlines, Wyndham, czy Deutsche Bank [5]. Wiedza biznesowa JB to jednak towar ekskluzywny, za który trzeba zapłacić, więc o know-how na stronach bestsellera możemy zapomnieć (a tak na to liczyłam!).

Samotność na szczycie

Wilkowi… zarzuca się, że „to już było”. Perypetie bohatera podobnego do Jordana Belforda znane są nam chociażby z Chłopców z ferajny czy The Boiler Room (który powstał m.in. na podstawie wywiadów z JB). Ale samej opowieści nie można odmówić nieodpartego uroku. Przecież takie historie lubimy i czytać, i oglądać. Trudno mi się już jednak zgodzić z tym, co o swojej książce mówi autor, w którego opinii poza warstwą rozrywkową jest to bezcenne źródło wiedzy: sekret sukcesu i porażki [3]. Dla mnie to przede wszystkim smutna opowieść o samotności na szczycie. I jeszcze o braku więzi, i permanentnym braku zaufania, pogłębionym przez odczuwany przez Belforda przymus dobrego (ba! doskonałego) pełnienia ról: bohatera, człowieka sukcesu czy wreszcie wzoru hedonisty dla swoich podopiecznych.

JB prowadzi zresztą narrację na dwóch, a czasem trzech poziomach. Kieruje nas od anegdotki do anegdotki, lawiruje pomiędzy węszącym agentem FBI, Colemanem, a próbującym wedrzeć się do jego moralności ojcem, Szalonym Maxem, jako głos z offu. Zaangażowanie w dowolną rozmowę nie przeszkadza mu w wyłączaniu się i snuciu równoległego monologu. Pełnego kalkulacji, podejrzeń, nieufności, przede wszystkim prób wyprzedzenia ruchów (no właśnie – kogo? przeciwnika?). Myślenie strategiczne jest niezbędne w relacjach biznesowych i jest cechą osób inteligentnych – ok, ale umysł Jordana pracuje na tych obrotach non stop. „Jakbym grał w szachy ze swoim własnym życiem”– jedyne momenty dopuszczenia czytelnika do świata wewnętrznego Jordana mają miejsce tam, gdzie nie ma złego Wilka: w Londynie, gdy spotyka się z ciocią Patricią – może i to jest znamienne, osobą z którą dzielił go rozumiany szeroko dystans (różnica miejsca zamieszkania, wieku, wartości).

Obraz bohatera książki, pomijając dywagacje, ile w nim autokreacji autora, ile prawdy, pokazuje Jordana, który nie boi się podejmowania ryzyka, łamania prawa, utracenia materialnego dorobku i zerwania relacji z ludzmi, którzy go otaczają (wyjątkiem są dzieci). Jego siła tkwi w umyśle, w przekonaniu, że może mieć wpływ na rozwój wydarzeń. Dlatego najgorszy scenariusz w jego życiu to utrata poczucia kontroli – nie tylko nad swoim życiem, ale życiem wszystkich, którzy znajdują się w zasięgu działania jego charyzmy, czy też ogólnie w polu oddziaływania.

Osobom, którym podczas kinowego seansu JB stał się bliski, i które chcą dowiedzieć się o nim więcej, polecam (zamiast lektury książki) poszperanie w Internecie. Z dnia na dzień materiałów przybywa, gdyż, mimo jego własnych życzeń, by „nie był utożsamiany z jego błędami przeszłości”[2], kontrowersje narosłe wobec Jordana Belforda są i pewnie szybko nie znikną.

Jordan Belford, Wilk z Wall Street, tłum. Jan Kraśko, wydawnictwo Świat Książki, Warszawa 2014.

*więcej o filmie na naszych łamach (a dokładnie na vlogu Muchy i Spółki) już niedługo!