DWUGŁOS: Andrzej Sapkowski „Sezon burz”

sezon-burz„Z Sezonem… postąpiłem zgodnie z regulaminem walki wojsk lądowych: wykonałem skryte podejście, utaiłem się, zaczaiłem i zaskoczyłem”.[1] Sapkowski nas zaskoczył, to fakt. Dostaliśmy to, co jest nam już znane. Jednak trochę inne. Czy w tym przypadku inne znaczy – gorsze?

Magda: Wiadomo, że „Sezon burz” już przed premierą został naznaczony łatką „odcinania kuponów” przed trzecią częścią gry, a jednocześnie był z góry skazany na komercyjny sukces (każdy wierny fan kupi tę książkę). Jednak zastanawiałam się czy nie lepiej by było dla Sapkowskiego i fanów Wiedźmina gdyby ta powieść nie ujrzała światła dziennego?

Paulina: Co do odcinania kuponów… Z czysto praktycznego punktu widzenia moment, który wybrał Sapkowski, jest wręcz idealny. W czytelnikach na nowo odżyła miłość do świata Geralta. Dzięki temu chętniej kupią grę. Nie potępiam tego, bo bycie pisarzem to zawód i, jak każdy inny, musi przynosić dochody. Więc od czasu do czasu wypadałoby coś napisać i wydać. Sapkowski przegrałby, gdyby zdarzenia osadził na osi czasu wiedźmińskiej Sagi. To byłaby potężna klęska. W „Sezonie burz” mamy coś zupełnie odrębnego i nie da się tego wtłoczyć w ramy Sagi. Ci, którzy znają Geralta, Jaskra i innych, czytając, uśmiechają się do wspomnień.

Magda: Problem w tym, że „Sezon burz” nie wzbudza wspomnień, do których mogłabym się uśmiechać, a jedynie dość mocno wyblakłe cienie…

Paulina: To znaczy? 

Magda: W tej powieści Geralt nie zachowuje się jak Geralt, którego znamy, Jaskier nie jest Jaskrem, którego pamiętamy, czarodziejki nie mają nic wspólnego z charyzmatycznymi czarodziejkami z Sagi, a cała, doskonała w poprzednich utworach Sapkowskiego, postmodernistyczna otoczka i zabawa językiem, w tym przypadku kuleje i smakuje jak niezbyt już świeży kotlet, poprzetykany suchymi dialogami i nadpsutym dowcipem (autor naoglądał się chyba zbyt wiele debat dotyczących ustawy antyaborcyjnej i jej „za i przeciw”).

Paulina: Nie przesadzasz trochę? Myślę, ze nie powinno się oceniać „Sezonu burz” w kontekście Sagi. Co nie odpowiada Ci w Koral? Ruda, z misją i czarować też umie. Może chodzi o to, że gdzieś za jej plecami ciągle widzimy Yennefer? Jaskier Jaskrem nie jest, to już ustaliłyśmy. Myślę, że warto zastanowić się dlaczego. Po pierwsze, może jest tak, że zmienił się Sapkowski albo może zmienił się sam Jaskier? Niby dlaczego mieliśmy dostać bohaterów skonstruowanych tak samo? To byłby dopiero odgrzewany kotlet! Nie zaprzeczysz, że „jaskrowatość” tej postaci jest jednak widoczna.

Magda: To prawda – to całkiem nowy Wiedźmin, ale niezbyt udany, nawet nie na tle Sagi, ale na tle wydawanej na polskim rynku fantastyki. Ocena nowej powieści Sapkowskiego w kontekście jego wcześniejszych dokonań jest nieunikniona – to nie jest coś w pełni nowego, jak może się wydawać, tylko powrót do wykreowanego wcześniej, spójnego uniwersum (akcja dzieje się gdzieś pomiędzy opowiadaniami, czyż nie? ) i porównania przychodzą automatycznie. A wracając do Jaskra: nie ma w sobie nic z charyzmy i barwności tej postaci, a właściwie nie ma w sobie zupełnie nic. Innymi słowy – nie chodzi mi o to, że postaci w tej powieści są inne od „pierwowzorów”, ale że są słabo skonstruowane, tekturowe i nie wzbudzające emocji – podobnie jak wspomniane przeze mnie dialogi czy wreszcie warstwa fabularna.

Paulina: A czarodziejka?

Magda: To samo można powiedzieć o Koral – niby wszystko ok, ma cechy, które wymieniłaś, ale czy to starczy, by można było uznać ją za postać udaną? Moim zdaniem nie. Ani mnie ziębi, ani grzeje – jest mi zupełnie obojętna, nie widzę jej emocji, uczuć, nie potrafię opisać jej cech osobowości, jakby była tylko szkicowo zarysowana. Równie dobrze mogłaby być zastąpiona jakąkolwiek inną czarodziejką, która jest ruda, bystra i potrafi czarować.

Paulina: Nie jest tak, że chcę pisać hymny pochwalne na część tej powieści. Jej mankamenty nie umknęły mojej uwadze, ale naprawdę uważasz, że jest aż tak źle?

Magda: No nie, są też plusy – warsztatowo jest to dość sprawnie napisane (poza pierwszym, tragicznym rozdziałem), momentami bywa zabawne (gubiące się miecze), ale to wciąż za mało. Nie masz wrażenia, że gdyby autorem nie był Sapkowski, powieść nigdy nie zostałaby wydana? :) Bo jest po prostu za słaba i nie zostanie zapamiętana – mnie ulatuje z pamięci po kilku dniach, bo nie wzbudziła żadnych emocji, refleksji, no nic… I może tu właśnie jest podstawowy problem…

Paulina: A może jest tak, że „Sezon burz” to swoiste „mrugnięcie okiem” do czytelnika?

Magda: Rozumiem zamysł Sapkowskiego, tyle że on nie jest w pełni udany, bo miał być dystans do wcześniejszej twórczości i ocena rzeczywistości, okraszone ironią i cynizmem, a wypadło to wszystko bardzo blado i odtwórczo. Mówisz, że otrzymujemy coś nowego i staram się tak na „Sezon burz” patrzeć, co jest niezwykle trudne, bo książka przesycona jest wtórnością – i nie mówię tu o czerpaniu z wcześniej wykreowanego uniwersum, ale o wtórności niejako całościowej, pod względem językowym, treściowym, formalnym, strukturalnym i każdym innym. Miałam wrażenie, że otrzymałam powieść, która nie została dopracowana, a jedynie zarysowana – jakby Sapkowskiemu w pewnym momencie się odechciało – ot, napisał do końca i odłożył, nawet nie weryfikując poziomu swego dzieła.

Paulina: Odbieramy ją inaczej, bo jest po prostu inna. A co myślisz o narracji? Nie sposób nie zauważyć, że sposób jej prowadzenia uległ zmianie.

Magda: Jest inna niż dotychczas, fakt – Sapkowski stara się pokazać historię z większym dystansem, ale zamysł ten rozkleja się i rozłazi, bo powieść zaczyna irytować pod samym względem językowym, fabuła nie wciąga, a równowaga pomiędzy zabawą słowem a samą historią jest mocno zaburzona.

Paulina: Rozumiem i w pewnym stopniu (w pewnym stopniu – podkreślam) opinię podzielam. Czym w takim razie „Sezon burz” jest? Chwyt marketingowy – owszem. Jednak uważam, że całkiem zgrabny (mimo paru niedociągnięć, które udało nam się wytknąć) i udany. Może jestem po prostu zbyt sentymentalna i lubię wracać do tego, co było. A tutaj to dostaję, z lekką nutą nowości. Mnie się podoba.

Magda: Potencjał niby jest, bo trudno, żeby go nie było, skoro książka już przed premierą była zamawiana przez setki fanów. Całość moim zdaniem przypomina niedopracowany szablon, rodzaj szkicu, rzuconego czytelnikom. Ostatecznie mamy książkę nieudaną, produkt marketingowy średniej jakości, a szkoda – bo liczyliśmy na dużo więcej.

Paulina: Błędy są widoczne, to fakt. Ale moim zdaniem książka nie jest aż tak zła. Może mniej na nas oddziałuje, bo zmieniliśmy się jako czytelnicy? Dorośliśmy i zauważamy więcej błędów i niedociągnięć. Zabawa z językiem też jest w powieści obecna. Dostajemy Wiedźmina, który notorycznie gubi swoje miecze. Wszystko jest inne. Pytanie brzmi, co tak naprawdę spodziewaliśmy się otrzymać?


Andrzej Sapkowski: Sezon Burz, Niezależna Oficyna Wydawnicza NOVA, Warszawa 2013.

[1] Treść wywiadu:  http://wyborcza.pl/1,75475,14914747,Andrzej_Sapkowski__Wszystko_mozna__tylko_po_co.html#ixzz2m479dYMn