High Five! Handsome guys

Przepraszamy za ogromne dawki estrogenu, które serwuje Wam ostatnio High Five, ale nic nie możemy poradzić na to, że wypowiadają się tu zazwyczaj kobiety. To musiało zaowocować zestawieniem, w którym znalazły się najgorętsze ciacha współczesnego świata filmowego. Jeżeli chodzi o brak  Ryana Goslinga – nie mamy nic na swoje usprawiedliwienie. Może tylko to, że każdy wie, że jest po prostu najlepszy. Przedstawiamy Wam zatem subiektywny wybór najbardziej atrakcyjnych aktorów.

troja materiały prasowe

„Troja” / materiały prasowe

Marta Rosół przenosi się do „Troi”/ „Troy” i woli być Andromachą niż Heleną:

Każdy z nas zna mityczną opowieść z „Iliady” o wojnie trojańskiej. Mielimy to w szkole średniej jak mięso na bolognese. Te same motywy – koń trojański, miłość, dobro ogółu ponad szczęście jednostki itd., itd. I te same postacie: Parys, Helena, Achilles. Każde z nich na swój sposób upośledzone, szczególnie, gdy spojrzymy na nich z dzisiejszej perspektywy. Parys, to taki Piotruś Pan – wieczny chłopczyk, który chce mieć, co mu w rączki wpadnie i się spodoba. Helena to niby mądra, ale głupia w swojej bierności i bezbronności blondynka, która nie wie, co się dzieje i „nie-zdaje-sobie-sprawy-że-to-przez-nią”. U Achillesa można byłoby się dopatrywać piętna niespełnionych marzeń rodziców, czyli przypadek człowieka z nadambicją. W tym całym zamieszaniu pojawia się on…

Hektor to objaw normalności. Dobra, jest nieprzeciętnie idealny, ale w sposób nieprzerysowany. Ta postać jest jakby najbardziej mityczna ze wszystkich, trudno bowiem znaleźć jej odpowiednik w rzeczywistości. Ze świecą szukać takiego: mądrego, odważnego, honorowego, rodzinnego, dojrzałego, atletycznego i przystojnego.

Jeśli chcecie poczuć namiastkę mitycznego Hektora wystarczy spojrzeć w oczy Erica Bany, który wcielił się w tę postać w filmie „Troja” Petersena. Trudno jest mu odmówić męskości, ale objawiającej się nie tylko w sile mięśni, ale także w pewnym uosobieniu podpartym mądrością i opanowaniem.

Panowie, w Internecie można znaleźć ćwiczenia, jakie stosował Eric Bana, by mieć sylwetkę mitycznego bohatera! Od czegoś trzeba zacząć, a to wydaje się chyba najprostsze…

niesamowity spiderman materiały prasowe

„Niesamowity Spider-Man” / materiały prasowe

Wiktoria Ficek huśta się po nocach na pajęczych lianach wraz z „Niesamowitym Spider- Manem” / „Amaizing Spider-Man”:

Wybór aktora-łamacza kobiecych serc nie należy do łatwych. Apetyczni mężczyźni masowo pojawiają się na ekranach kin. „Ciacho” jest przecież elementem obowiązkowym, jeżeli film ma wznieść się na szczyty box-office’u. Osoby odpowiadające za dobór męskich ról dobrze wiedzą, jak zwabić stado płci pięknej do kin. Aktorzy hipnotyzują swoimi wyrzeźbionymi ciałami, a pod ciężarem ich spojrzeń kobietom uginają się kolana. Sam ich widok sprawia nie raz, że chce się nacisnąć pauzę i po prostu patrzeć. Z roku na rok pojawia się takich amantów coraz więcej, a w całej historii kina takich perełek, do których wzdychały całe pokolenia kobiet jest całe mnóstwo!

Zdecydować się więc na „renesans” w postaci Harrisona Forda (Za Hana Solo dałabym się zamrozić!) czy Ala Pacino? A może klasę samą w sobie, która nosi imię Ryana? Wybrałam jednak osobnika z grona superbohaterów. Nie jest to ani Chris Hemsworth (Było blisko! Widziałam najnowszego „Thora” i jego tors) ani Chris Evans. I chociaż moja decyzja może was zaskoczyć, do High Five w kategorii „Ciacho” nominuję Człowieka-pająka (i nie jest to Tobey Maguire).

Drogie Panie, mam na myśli odtwórca tytułowej roli w „Niesamowitym Spider-Manie”! Uwielbiam. Andrew Garfield jako Peter Parker to spełnienie moich marzeń. Przypuszczam, że jego partnerka z planu, Emma Stone (Go to hell, Emma!) potwierdziłaby zasadność mojej decyzji. Wystarczy zobaczyć zdjęcia z nocnych eskapad Petera do mieszkania wybranki jego serca, Gwen Stacy. Garfield jako Spiderman jest tak hipnotyzujący i czarujący, że mało która byłaby w stanie mu się oprzeć. Nie jest pakerem w obcisłym podkoszulku. Nie jest niezawodny i nieomylny. Przypomina tego Petera, którego pamiętam jeszcze z animowanego serialu prezentowanego na kanale Fox Kids. Na początku to zwykły dzieciak o wyższym ilorazie inteligencji bujający się nocami na sztucznie wyprodukowanych pajęczych sieciach. I do tego ta jego wiecznie rozczochrana grzywa. Po raz drugi: Uwielbiam!

Friends with benefits

„To tylko seks” / materiały prasowe

Patrycja Mucha zrobiłaby WSZYSTKO, by zastąpić Milę Kunis w „To tylko seks” / „Friends with Benefits”:

Jeśli chodzi o spór chłopaki-słodziaki (której to grupy reprezentantem jest np. Zac Efron) kontra mężczyźni z brodą (Hugh Jackman) w mojej głowie zawsze wygrywają ci drudzy. Dojrzałe spojrzenie, mocno zarysowane kości policzkowe i często noszone garnitury (które uwielbiam) to klasa sama w sobie. Jednak w High Five zdecydowałam się przedstawić sylwetkę kogoś, kto łączy w sobie cechy prawdziwego mężczyzny ze spontanicznością chłopca i w dodatku posiada POCZUCIE HUMORU. A chodzi o … (werble) Justina Timberlake’a (badum tssss!). Kocham go miłością platoniczną od czasów N’sync, a kiedy rozpoczął swoją karierą aktorską moja miłość przestała mieć granice.

I choć zagrał już w kilku dobrych produkcjach (w tym najnowszej, „Inside Llewyn Davis”, w której było go zdecydowanie za mało) za serce ujął mnie, kiedy zagrał samego siebie, jakiego znamy go od zawsze. Chodzi oczywiście o film „Friends with benefits”, w którym Justin kicha podczas każdego miłosnego uniesienia. Wraz z Milą Kunis kolejny raz uświadamiają nam, że związek frazeologiczny użyty w tytule nie ma żadnego pokrycia w rzeczywistości. Poza tą oczywistością warto zobaczyć Justina tańczącego w szlafroku (naprawdę warto! – KLIK!), choć daleko mu wtedy do zwyczajowej perfekcji (co tylko podkreśla jego dystans do siebie). No i zafundowano nam też powrót do lat 90’ – Timbelake znowu ma loczki! <3 

oceans 12 materiały prasowe

„Oceans Twelve: Dogrywka” / materiały prasowe

Wciąż niezdecydowana Gaba Bazan zaprosiłaby do domu wszystkie ciacha z serii „Ocean’s…”

Chyba zacznę być kojarzona z niezdecydowania i zamiast pisać o jednym może napiszę o dwóch (ewentualnie ośmiu) filmach :) No ale halo! Ciacha to przecież poważny temat jest! O gustach się nie dyskutuje, a że (jak mówią) „tego kwiatu pół światu” nawet nie śmiem marzyć, że mój wybór uszczęśliwi wszystkie Panie. Jedne z Nas wolą klasycznych przystojniaków, inne buntowników, sportowców albo niekoniecznie przystojnych aczkolwiek intrygujących facetów.

Postanowiłam poszukać filmu, w którym znajdziemy nie jedno, nie dwa a całą masę ciach! Da się? Jasne, że tak! Wystarczy przypomnieć sobie film z zeszłego roku – „The Avengers”. Fajnych facetów od koloru do wyboru: Chris Evans, Chris Hemsworth, Tom Hiddleston i moi dwaj ulubieńcy Robert Downey Jr. I Mark Ruffalo. Niejedna ogląda ten film tylko dla nich, gwarantuję.

Ja jednak postawiłam na jeszcze inny film, a właściwie trzy – mianowicie seria „Ocean’s 11”, 12, 13. Plejada hollywodzkich przystojniaków: George Clooney, Brad Pitt, Matt Damon, Andy Garcia, Al Pacino, Vincent Cassel (wymienić bym mogła pewnie jeszcze kilku). Każdy z nich w idealnie skrojonym garniturze – elegancja i szyk bije od nich na kilometr. Jak ich nie uwielbiać.

Jestem przekonana, że w serii „Ocean’s…” każda kobieta znajdzie swój ideał. Pojawia się tutaj chyba każdy typ, który chwyta którąś z nas za serce. Znajdziemy tu facetów z serii „im starsi, tym lepsi”, południową urodę, niewinnych chłopców i Brada Pitta, który w każdej scenie coś je :). Powiem osobiście, że ja oglądam te filmy za każdym razem kiedy są emitowane w telewizji. Prawdopodobnie znam już je na pamięć, ale tandem Pitt-Clooney jest, jeśli o mnie chodzi, perfekcyjny. Oglądanie tej dwójki nigdy mi się nie znudzi.

turysta materiały prasowe

„Turysta” / materiały prasowe

Patrycja Gut uwielbia Johnny’ ego w każdym filmie:

Przyznam szczerze, że moim pierwszym zauroczeniem był Brad Pitt. Ale była to tylko fizyczna fascynacja (Joe Black…). Jednak prawdziwej miłości doświadczyłam dopiero, gdy poznałam gentelmana. JohnnyDepp stał się moim ideałem jako aktor łączący w sobie chłopięcy urok, rock’n’rollową duszę, zniewalające spojrzenie i ogromne zdolności. W kategorii męskich ciach jest kawałkiem tortu czekoladowego z polewą i wisienką na szczycie.

Nie dość, że przystojny, to jeszcze inteligentnie dobiera role, które – jak sam twierdzi – wyrażają jego osobowość.  Właśnie to ekscentryczne usposobienie sprawia, że Depp uwodzi  mnie z filmu na film. Wzdycham więc oglądając jego romantyczne kreacje z „Czekolady”, „Don Juana de Marco”, Gilbert’a czy „Marzyciela”, śmieję się do łez przez Jacka Sparrowa, Tonto czy Barnabasa Collins’a, wzruszam Edwardem Nożycorękim czy Samem z „Benny i Joon”, a nade wszystko podziwiam za role w „Blow” i „Jeźdźcu bez głowy”. Mimo, że nie potrafi śpiewać, mógłby zostać moim mężem – lubi beatników, rum, czekoladę, a jego ojca grał Keith Richards.

I chociaż ostatnio miał kilka potknięć (został wygnany z Paradise i zagrał w kilku kiepskich filmach), to i tak na zawsze pozostanie moją filmową miłością i będę go oglądać we wszystkim dla samej przyjemności patrzenia.