Co ma ciuchcia do muzyki? The Naked and Famous – „In Rolling Waves”

in_rolling_waves_200Mam niewiele wspomnień z dzieciństwa, ale to jedno jest zaskakująco wyraźne. Dotyczy pewnego rysunku ciuchci, który zachwycił moją mamę do tego stopnia, że oprawiła go w ramkę i powiesiła w naszym pokoju nad biurkiem. Zachłyśnięta sukcesem przez jakiś czas rysowałam tylko ciuchcie. Wszystkie były ładne, być może nawet ładniejsze niż ta pierwsza, ale żadnej z nich nie udało się zawisnąć w ramce na ścianie pokoju. Odebrałam wtedy lekcję, której niestety nie odbiera wielu artystów. Pierwsza płyta zawsze mówi najwięcej o zespole, jest świeża, nieskalana przeszłością, a zarazem determinująca przyszłość.  Druga płyta zaś może być tylko kolejną ciuchcią albo czymś zupełnie nowym.

The Naked and Famous to zespół powstały zaledwie pięć lat temu w Auckland w Nowej Zelandii. Ma na swoim koncie dwa krążki –  „Passive Me, Aggressive You”, wydany w dwa lata po założeniu i tegoroczny „In Rolling Waves”. Podejrzewam, że większość czytelników nawet nieświadomie zapoznała się przynajmniej z jednym utworem piątki Nowozelandczyków, na przykład dlatego, że ich kompozycje pojawiały się w takich serialach jak „Grey’s Anatomy” („Chirurdzy”), „Gossip Girl” („Plotkara”), „The Vampire Diaries” („Pamiętniki wampirów”), czy w soundtracku do „FIFA 2012”.

The Naked and Famous tworzą muzykę nieszufladkowalną, hybrydyczną, alternatywną, z pogranicza rocka, indie, popu, a nawet elektroniki. Element wspólny ich wszystkich kompozycji to ten rodzaj ponurego smutku, który ubiera się w beztroskie melodie, przywodząc na myśl z jednej strony kultowe Tears for Fears a z drugiej (niemniej kultowego) Kłapouchego z powieści A. A. Milnego. Główny wokal Alisy Xayalith jest odrobinę drażniący, drugi Thoma Powersa trochę nudnawy, a obudowana wokół nich muzyka miejscami przypomina podkład do darmowej gry na komórkę, co wraz z smutnymi tekstami jak z pamiętnika nieszczęśliwej nastolatki brzmi jak doskonały przepis na katastrofę. Cokolwiek jednak zespół robi z tymi radośnie wybrakowanymi składnikami – robi to dobrze.

Bo The Naked and Famous są świetni. Rzadko i tylko na chwilę zdarza im się brzmieć nawet wyśmienicie, ale nigdy nie brzmią źle. To dobry początek. Jest też coś jeszcze, może ważniejszego, bo by wysnuć te wszystkie wnioski nie potrzebowałam kolejnej płyty. „In rolling Waves” nie jest nagraną od nowa „Passive Me, Agressive You”, zespół nie pokazał nam kolejnej ciuchci. Zaczął wprawdzie tak samo – „Hearts Like Ours” jest niemal wierną kopią pierwszego singla zespołu i najbardziej znanego utworu „Young Blood”, ale wszystkie pozostałe, choć wpisują się w stylistykę zespołu, wnoszą coś nowego. Są wolniejsze, dłuższe, mniej drażniące (tylko „Golden Girl” nie pasuje do tego opisu i jest też moim zdaniem najgorszym utworem z nowej płyty). Nowozelandczycy nie tyle zrobili krok do przodu, co zrobili go w głąb.

Utwory rozkręcają się powoli, prowadząc niebezpieczną grę z słuchaczem, budząc niepokój i pozostawiając bez odpowiedzi (a może nawet bez samych pytań). Każda z kompozycji wydaje się zmierzać w jakimś kierunku i zatrzymywać tuż przed metą, by znów zacząć w tym samym miejscu. O tym zresztą poniekąd traktują teksty piosenek – „To move with purpose” o krążeniu w kółko, „The mess” o dystansie, „We are leaving” o wracaniu do punktu wyjścia, „Waltz” przekornie o pośpiechu, a „What we want” o nieświadomości własnych pragnień. The Naked and Famous pozostawiają słuchacza nienasyconego, pewnie zresztą dlatego, że sami są nienasyceni. Choć dla mnie „In Rolling Waves” jest tylko dobrą zapowiedzią czegoś lepszego, a The Naked and Famous nie są jeszcze nadzy i sławni, to jeśli pójdą dalej tą drogą – kiedyś będę zachwycona, że mogłam to obserwować od początku.

The Naked and Famous – „In Rolling Waves”, Somewhat Damaged; 2013

Ocena Reflektora (1-5):

zaroweczi_4