Grafika polska i japońska w Rondzie Sztuki

Walka karnawału z postem*, partytura rozpisana na radosny śmiech i taniec ciszy, dynamika  konkurująca z dumną statyką. W ten sposób można by opisać EXCHANGE – wystawę grafiki japońskiej i polskiej, która gości w katowickim Rondzie Sztuki.

Po przekroczeniu progu naszym oczom ukazuje się szarość w różnym natężeniu, z niewielkimi przebłyskami kolorów. Te enklawy to głównie fantazje grafików japońskich, polscy artyści prezentują raczej monochromatyczną elegancję.

Yagi Nagisa Twin litografia 2011

Yagi Nagisa Twin litografia 2011

Ale zaczniemy spokojnie. Pierwsze z brzegu prace to odpowiedzi na pytanie, jak wyglądałyby ożywione instrumenty muzyczne, świat dźwiękowej harmonii. Kontrabasy, gitary, tamburyny u Tomakiego Hisayi mają po kilka par odnóży, transformując się w widoczne pod nimi schematy motyli i owadów. Utrzymane są w szarościach znanych z encyklopedii, ot – futurystyczna ciekawostka. Jednak już tutaj prawie wyciągają swe macki barwne formy, domagając się uwagi. Trudno jest sprecyzować te twory – może kreskówkowe, oniryczne –  zdecydowanie jednak bijące się o to, żeby któreś z nich wynieść za pazuchą niepostrzeżenie dla czujnego oka strażnika. Spojrzenie w jego stronę – no nic, tym razem się nie uda, wrócę po „Winds” Satake Kuniko później.

Zbyt długi postój przy dziełach japońskich zmusza mnie do przejścia do swego rodzaju „mikro-sali” zabudowanej z trzech stron ścianami – radzę jednak patrzeć pod nogi, bo znajduje się tam najprawdziwszy drzeworyt! Na podłodze ułożone są deski z delikatnie wyrytym wzorem obrazującym „Zanikanie” Sybilli Skałuby-Pamuły. Dalej poruszam się zgodnie z logiką nieistniejącej strzałki. Wysokiej jakości dzieło znajduje się pośrodku zewnętrznej ściany pudełka. Jest to fantazja na temat ducha, duszy, być może to zanimizowana dusza świata? Niebywała drobiazgowość szczegółu! Słowo o technice – rycie w drewnie, czyli posługiwanie się dwoma wartościami kolorystycznymi – zwykle bielą oraz kolorem drzewa – w znaczący sposób ogranicza możliwość wywołania efektu przestrzenności. Jednak tutaj kunszt artysty osiągnął wysoki poziom, właśnie przez drobiazgowość wykonania nacięć, z daleka zlewających się w iluzyjność gamy szarości. Jeszcze tylko kilka takich prac znajduje się we wnętrzu.

Wystawa nie posiada swoistych ram czy prób zaszufladkowania ze względu na narodowość artystów. Cechą, po której można rozpoznać polskie czy japońskie dzieło, wydaje się ruch. Polska szkoła jest bardziej zrównoważona, nie mamy tutaj (jako narodowość) wizji Dubaju, gdzie kilka kogutów (sic!) wzlatuje wokół drapacza chmur. W tematyce miasta pozostaje natomiast Roman Kaczmarczyk, swoją pracą wizualizując ogromną metropolię, gdzie rzędy pojedynczych domów wyglądają niczym armia mrówek. Inne prace pokazują nie tylko warsztat artystyczny. Niektóre z nich to techniczne czkawki na temat rozwoju komputerowego (pikselizacja). Technologiczny mróz nie zdominował na szczęście całości, jest i człowiek oraz jego stany intymne, lęk obnażonego ciała.

Wyjaśnię teraz tytułową gwiazdkę (*) – walkę karnawału z postem. Oryginalnie jest to tytuł powstałego w 1559 roku obrazu mistrza Pietera Bruegla. Przedstawia alegorię kościoła katolickiego oraz ludność skonfliktowaną wobec problemów religijnych. Motywem napędzającym tę walkę była postać Lutra, który w 1522 przetłumaczył Nowy Testament na język niemiecki, co spowodowało koniec monopolu KK na objawienie. Teraz każdy chętny mógł mieć własną interpretację Pisma. Obraz, jak większość prac na EXCHANGE, jest równie drobiazgowo wykonany, co prawda nie w technice grafiki, lecz olejem na desce. Tym, co łączy tematykę obrazu Breugla z wystawą, jest przemieszanie wątków duchowych ze sferą ludowych bachanalii, mocy życia i kolorytu.

Druk będący „winowajcą”, zgodnie z wizją Breugla, spowodował również rozwój nowego pola artystycznego – druku artystycznego,  tzw. grafiki. Współczesne zastosowanie tego liczącego sobie ponad 500 lat wynalazku można zobaczyć właśnie na EXCHANGE.

Wystawę można oglądać w katowickim Rondzie Sztuki do 12 listopada.