Frank – a new way to bank

Banki rządzą światem, bankami rządzą gangsterzy. Taka teza, postawiona w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku, gdy Friedrich Dürrenmatt pisał „Franka V. Operę banku prywatnego”, zapewne nie trafiała do wielu. Współcześnie brzmi nie tyle przesadnie co… zadziwiająco znajomo.

„Frank V”prezentowany przez chorzowski Teatr Rozrywki, to nie opera czy musical; raczej muzyczna tragikomedia. Jej bohaterami są:dyrektor prywatnego banku, czyli tytułowy Frank V, jego nad wyraz imponująca i okrutna żona Otylia oraz cała bankierska świta, która wraz z upływem czasu pomniejsza się o co słabsze ogniwa. Dürrenmatt, a za nim reżyser najnowszej realizacji, Rudolph Straub, ukazują widzom karykaturalny świat bankierskiej elity, wyolbrzymiając i zniekształcając wszystko to, co na społeczną krytykę zasługuje.

Aktorzy stanęli na wysokości zadania. Stworzyli wspaniałą gamę czarnych charakterów:od najbardziej okrutnych, po tych, w których zostało jakieś ziarnko „ludzkich” uczuć. Wspaniale wypadła Elżbieta Okupska w roli Otylii, prezentując cały wachlarz emocji, wzbudzając wśród widzów to śmiech, to nastrajając ich do głębszych refleksji. Jednak obecni na scenie od początku starali się utrzymywać cały spektakl w ramach pewnej narzuconej im karykaturalnej konwencji. I właśnie w tych karykaturach tkwi pewien problem. Rzeczywistość ma być zdeformowana, przejaskrawiona. A tymczasem wszystko stacza się w kierunku realizmu, w efekcie pewne sceny wieją nudą.

DSC_5513 (640x426)

fot. Tomasz Zakrzewski

Nie umniejszam roli scenografii Pawła Dobrzyckiego, a także wymyślnych kostiumów Doroty Roqueplo. Wszystko to zostało tak zaprojektowane, by pokazywać bogactwo świata bankierów. Poszczególne obrazy korespondowały z tezą spektaklu mówiącą, że światem rządzi pieniądz. A jednak „Franka V” trudno zaliczyć mi do tego grona spektakli, które z chęcią zobaczyłabym ponownie. Dlaczego? Dużą wadą jest na pewno częste odchodzenie od konwencji groteski. Poza tym, niektóre sceny są po prostu nudne. Trudno zainteresować się mało ważnymi dla rozwoju akcji dialogami, prowadzonymi przy kawiarnianym stoliku ustawionym z boku sceny. Cisza, na scenie bezruch. Akcja stoi w miejscu. Niejeden raz.

 Być może, gdyby ze spektaklu uczynić musical w prawdziwym znaczeniu tego słowa, „Frank V” stałby się bardziej interesujący, a na pewno bardziej dynamiczny. Muzyka (dostosowana specjalnie do tego spektaklu) jest głównie czysto ilustracyjna. Czasem pojawiają się pojedyncze songi, nie wnoszą one jednak nic do samej akcji. W większości są raczej kolejnym jej spowolnieniem, śpiewnym opisem sytuacji, która chwilę wcześniej została już widzom przybliżona.

 „Frank V” jest sztuką, która zupełnie niespodziewanie we współczesnym świecie stała się aktualna. Bankowiec-gangster, który po licznych machlojkach i tak uchodzi cało – jeszcze bogatszy, niż wcześniej – to postać, która wydaje się zaskakująco znajoma z różnych mediów. Spektakl prezentowany w Teatrze Rozrywki jest wyśmianiem mechanizmów rzeczywistością rządzących. W sztuce Dürrenmatta tkwi całkiem spory potencjał; szkoda tylko, że w tym wypadku nie wykorzystano go do samego końca.

 Frank V
Premiera: 14.09.2013, Teatr Rozrywki w Chorzowie
Tekst: Friedrich Dürrenmatt
Reżyseria: Rudolph Straub
Przekład: Michał Ratyński
Muzyka: Paul Burkhard
Muzyka ilustracyjna, aranżacje: Bolesław Rawski
Przekład piosenek: Joanna Kulmowa, Marta Klubowicz
Scenografia: Paweł Dobrzycki
Kostiumy: Dorota Roqueplo
Choreografia: Katarzyna Aleksander-Kmieć