High Five! Stressed, depressed part 1.

Trzeba to oficjalnie powiedzieć: choć jeszcze cieszymy się ostatnimi promieniami słońca to nieubłaganie, wielkimi krokami zbliża się JESIEŃ. Tak jest panie i panowie, sesje poprawkowe, spadające liście, ostatni miesiąc wolnego przed studiami (lub koniec wolnego bo zaczęła się szkoła), zimne wieczory, deszcz i kurtki. To już za chwilę. Jesieni towarzyszy też klasyczna chandra i złe samopoczucie, toteż wrześniowe High Five poświęcone będzie bohaterom w opresji depresji.

Dziennik Bridget Jones materiały prasowe

fot./ materiały prasowe

Marta Rosół ogląda „Bridget Jones’s Diary” / „Dziennik Bridget Jones i zastanawia się, kiedy włożyć piżamę i wypić wino, all by herself:

Na zewnątrz chłód, brud i ubóstwo, w domu też nie lepiej. Po prostu zbliża się jesień. To czas melancholii (nie, nie, to nie o filmie von Triera), tak zwanych rozkimn o życiu, czas zimnych wieczorów, podczas których jedyną rozrywką jest wylegiwanie się w łóżku z jakimś napojem, mniej lub bardziej wyskokowym.

Kiedy myślę o takim właśnie okresie przed oczami mam tylko jedną scenę – KLIK .

Tak, to nieśmiertelna Bridget, której nieporadność życiową zna cały świat – popkulturą i mainstreamem aż kipi. Bohaterka jest uroczo niestabilna emocjonalnie, jej rozterki ogląda się z rozbawieniem, bo działa na nas klasyczny mechanizm „ktoś ma gorzej”. Po seansie, pozostaje jednak poczucie, że śpiewanie „All by myself” po paru kieliszkach wina w piżamie wcale nie jest takie mało prawdopodobne.

Control materiały prasowe

fot./ materiały prasowe

Gaba Bazan chodzi przygnębiona po seansie „Control”:

Każdy miewa gorsze dni. Kiedy do moich drzwi puka podły nastrój witam go z otwartymi ramionami i podsycam go muzyką Joy Division. Mając więc w głowie klucz „film-depresja” bez zastanowienia przywołuję film reżyserii Antona Corbijna „Control”, który przedstawia ostatnie lata życia Iana Curtisa, wokalisty rzeczonego Joy Division. Kto zna choć kilka kawałków tej kapeli wie, że ich teksty przesiąknięte są pesymizmem, rozpaczą i rezygnacją, co w połączeniu z hipnotyzującym wokalem Curtisa daje mieszankę „idealną”. W każdym razie „dywizją szczęścia” z pewnością nie są.

Na tle industrialnego Manchesteru stykamy się z tragiczną historią młodego chłopaka. W nawale życiowych rozterek epilepsja zdaje się być jego najmniejszym problemem.  Pojawiają się depresja, leki, kobieta, autodestrukcja. Wszystko to kończy się samobójstwem Iana w wieku 23 lat.

O samym filmie powiem tyle, że jest dopracowany w każdym szczególe. Oglądanie go jest ucztą dla oczu. Możemy w każdej chwili zatrzymać film, by zachwycić się pojedynczym kadrem. Czarno-białe zdjęcia, przemyślane, niezwykle precyzyjne ujęcia i  potężna dawka muzyki Joy Division towarzysząca warstwie wizualnej, tworzą genialną oprawę historii, która powoduje, że przygnębienie wylewa się zewsząd. Mogę z ręką na sercu powiedzieć, że nie znam bardziej depresyjnego filmu.

Genialy Klan materiały prasowe

fot./ materiały prasowe

Patrycja Mucha doskonale bawi się (!) oglądając przygnębionych bohaterów „The Royal Tenenbaums” / „Genialnego klanu”:

Dla mnie neuroza to nie tylko Woody Allen. Lubię też jej subtelniejszą postać, przedstawioną w filmach Wesa Andersona. Ubóstwo emocjonalne i wieczna apatia bohaterów „Genialnego klanu” urzekły mnie tak, że raz po raz odkrywam kolejne dzieła reżysera, śmiejąc się do rozpuchu, choć może nie powinnam. Bohaterowie „Genialnego klanu” czasem mówią, że im smutno a czasem nie. Zwykle jednak nie ma to znaczenia, ponieważ ich twarze wyglądają jak po wstrzyknięciu botoksu. Toteż nic niewyrażająca facjata Billa Murray’a, mówiącego „Well, I wanna die” (KLIK!) jest tak zabawna, że nic nie mogę poradzić, iż śmieję się z ludzkiego nieszczęścia. Depresja goni depresję, smutno mi powinno być, a wchodzę na Filmweba, oceniam na 8, dodatkowo strzelam serducho, a potem pytam się rodziny, czy nie chcą aby herbaty, bo mam nagły przypływ radości życia, którą się chętnie podzielę. To wszystko pewnie przez te pastelowe kolory.

Poradnik pozytywnego myślenia materiały prasowe

fot./ materiały prasowe

Wiktoria Ficek uczy się z „Silver Linings Playbook” / „Poradnika pozytywnego myślenia”:

Lit, Abilify, Xanax, Klonopin, Trazodon. Wymieniać można w nieskończoność. Jedne wprawiają w otępienie, inne odbierają blask oczom. Co tu wybrać kiedy oferta jest tak duża? Może inne „środki antydepresyjne” okażą się lepsze, ileż można faszerować się prochami. Tiffany, dla przykładu, preferuje zaliczenie każdego współpracownika, nie zważając na płeć. Pat, dla odmiany, woli „pocieszać się”, włączając dla relaksu nagranie z własnego ślubu, które jest tylko marnym wspomnieniem przeszłego życia. Będąc niezrównoważonym psychicznie można sobie pozwolić na wszystko – i tak człowieka nikt źle nie oceni, wszystkim będzie przykro, że on taki szalony. Biedak.

Sytuacja bohaterów „Poradnika pozytywnego myślenia” ulega zmianie, kiedy tych dwoje wybuchowych desperatów zaczyna grać w jednej drużynie. Złoty środek okazuje się być bliżej niż Pat i Tiffany mogliby się spodziewać. Połączenie takich dwóch problematycznych jednostek odmieni depresję w komedię, a sam film staje się lekarstwem na pozbawione chęci do życia wieczory.

Kubuś i przyjaciele materiały prasowe

fot./ materiały prasowe

Michał Twardowski uważa, że kwintesencją współczesnych nastrojów depresyjnych jest Kłapouch z „Winnie the Pooh” / „Kubusia i przyjaciół”:

Nie ma bardziej depresyjnego bohatera, niż Kłapouchy z „Kubusia i przyjaciół”. Obwisłe uszy, wieczna podkówka na pyszczku i szpilka wbita w zadek to kwintesencja jego wiecznego znoju. Choć w każdym innym filmie i książce opowiadających o przygodach mieszkańców Stumilowego Lasu smutny osiołek prezentuje się bardzo podobnie, to we wspomnianym kinowym obrazie jego depresja osiąga szczyt: Kłapouchy gubi swój ukochany ogonek. To wydarzenie sprawia, że z dna egzystencji spada w mroczne otchłanie kolejnego kręgu beznadziei. Chociaż po intensywnych poszukiwaniach i wielu przygodach ogonek się znajduje a Kłapouchy przez chwilę wydaje się uśmiechnięty, to osiołek powraca wreszcie do swego depresyjnego status quo. I to w nim jest najlepsze: smutek wydaje się sprawiać, że Kłapouszek jest… szczęśliwy.