Nuda, banał, bezsens, czyli życie według Tołstoja

okl_o_zyciu

Literatura Tołstoja jest ponadczasowa, nie starzeje się, nie traci na aktualności. Oczywiście bywa tak z wieloma wybitnymi powieściami, ale w przypadku tych autorstwa Tołstoja uderza przede wszystkim fakt, że jego książki pozostają uniwersalne, mimo niezwykle silnego zakorzenienia w kontekście historyczno-społeczno-kulturowym. Mało tego: ich totalność ujawnia się dopiero po zanurzeniu w konkretnym, zamierzchłym już świecie. Wystarczy przywołać chociażby „Wojnę i pokój” czy „Annę Kareninę”.

Ale dla Tołstoja – inaczej niż dla wielu pisarzy – literatura nie była sprawą najważniejszą, nie była „wszystkim”. Znacznie większą wagę przywiązywał do swoich rozpraw, filozoficzno-religijnych dociekań, którym poświęcił wiele późnych lat swojego życia i które przedkładał nad świętość literackiego powołania. Najważniejsze z nich to „Spowiedź” (1879) oraz „O życiu” (1887). Ta druga ukazała się niedawno nakładem Wydawnictwa Aletheia.

Bez Boga, raju i zbawienia

„O życiu” to książka niełatwa, chociaż napisana z charakterystyczną dla Tołstoja sprężystością języka, dalece piękniejsza od znacznej większości filozoficznych traktatów. To także książka cicha, której autor nie zamierza wykrzykiwać odkrytych prawd ani próbować nawrócić nieoświeconego czytelnika, objawiając mu wąską i pełną wybojów ścieżkę dla wybrańców. To wreszcie utwór na wskroś religijny, chociaż nie ma w nim mowy o Bogu, zbawieniu ani Kościele.

Dla niezliczonych wielbicieli prozy Tołstoja „O życiu” może stanowić przede wszystkim syntezę jego myśli, poglądów, którym dawał wyraz poprzez beletrystykę. Autor przekazuje nam intrygujący zamysł nad ludzką kondycją, nad życiem, jakiego prawdziwość wykracza poza codzienność, a nawet doczesność, którego sensem jest dążenie do czegoś „poza”, chociaż Tołstoj nie sięga po proste, dostępne kategorie raju czy zbawienia. Intrygujący, bo w tym, co pisze, nie jest ani odrobinę wyrachowany – to nie chłodny, matematyczny wywód dowodzący prawdziwości obranych tez, ale raczej ożywiony monolog, prowokujący refleksje, wewnętrzną niepewność, a czasem wręcz otwarty sprzeciw.

Zachwyt czy zawód?

Niewykluczone, że podczas lektury jednych spotka rozczarowanie, a kolejne strony przyniosą przekonanie, że powieściopisarstwo Tołstoja dalece przewyższa jego talenty moralizatorskie. Inni być może odnajdą w „O życiu” świadectwo wewnętrznego bogactwa autora i jego lęku wobec bezsensu życia, trwożliwych spojrzeń rzucanych w kierunku tych, których egzystencja jest zaledwie próbą „życia jak inni”. Jedno jest pewne: trudno wobec Tołstojowskiej koncepcji przejść obojętnie, każdemu stwarza ona szansę, że po odłożeniu książki poczuje się nieco inny. I całkiem prawdopodobne, że z tym nowym, odmiennym spojrzeniem sięgnie – po raz pierwszy lub kolejny – po prozę Tołstoja, szukając potwierdzenia, uzupełnienia lub zaprzeczenia. Albo po prostu, w chwilach zwątpienia, powtarzać będzie za mistrzem, że „im dłużej człowiek żyje, tym jaśniej widzi, że rozkoszy wciąż ubywa, a nudy, przesytu, trudów, cierpień robi się coraz więcej”, znajdując jeśli nie ukojenie, to przynajmniej usprawiedliwienie.

Lew Tołstoj: „O życiu”, Wydawnictwo Aletheia, Warszawa 2013.

Klara Milc