Gra bez zasad albo Pojedynek

Pusta scena. Trzy duże ekrany, na środku krzesło. Oto sceneria, w której toczyć ma się gra, której celem jest całkowite upokorzenie przeciwnika. O spektaklu „Pojedynek” pisze dla nas Aleksandra Niemczyńska.

Jeżeli ktoś spodziewał się prostej komedii pomyłek w stylu Cooney’a to (na szczęście) bardzo się pomylił. „Pojedynek” opiera się na precyzyjnej intrydze i (do pewnego stopnia) zaskakujących zwrotach akcji. Trzyma widza w napięciu dosłownie do samego końca. Bohaterami są: starszy ekscentryk i pisarz Andrew Wyke (Jan Peszek) oraz młodszy od niego, pewny siebie aktor Milo Tindle (Błażej Peszek). Pomiędzy nimi stoi postać Maggie, żony Andrew i kochanki Milo. Może się więc wydawać, że tytułowy pojedynek toczy się właśnie o nią. I częściowo na pewno, jednak to, co na początku było proste, z czasem zaczyna przeradzać się w szaloną grę bez zahamowań.

Grę bez zahamowań i bez reguł. A to oznacza, że zdarzyć może się niemal wszystko. Nikt niczego nie może być pewny. Dajemy się wpleść w gęstą sieć intryg i pułapek; nie wiemy, czy bohaterowie blefują, czy tym razem „grają czysto”. Jesteśmy świadkami pojedynku, u którego podstaw leży całkowite upokorzenie przeciwnika. Narastają emocje, coraz bardziej komplikują się relacje między postaciami.

pojedynek

Materiały teatru

I tak przez prawie godzinę, bo właśnie tyle trwa spektakl. Może i dobrze, bo gdyby był dłuższy, to mógłby… znudzić. W całości opierał się na humorze, który niekoniecznie wywoływał wybuchy śmiechu; raczej uśmiechy.

Intryga jest prowadzona zgrabnie, atmosfera od początku jest zagęszczona. Ciszę wypełniają głównie dialogi, czasem muzyka. Przed widzami toczy się pojedynek. To nie (jak niektórzy by chcieli) „pojedynek mistrzów”, ojca z synem. Jan Peszek i Błażej Peszek aktorsko są równorzędnymi partnerami. Stają na wysokości zadania − i dobrze, bo to oni są filarami tego dzieła. To ich (mniej lub bardziej błyskotliwe) dialogi prowadzą akcję. To oni skupiają na sobie uwagę publiczności. Scenografia ma za zadanie nie przyćmiewać aktorów. W bardzo skromny sposób zagospodarowana scena staje się kilkupiętrową willą. Pojawia się wspomniana już winda, której obecność ujawniały efekty dźwiękowe. Trzy duże ekrany, na których pojawiają się wizualizacje, wypełniają przestrzeń. Nieliczne rekwizyty, wśród nich manekin z czerwonym płaszczem; manekin, którego cień, widoczny na tle tropikalnej plaży, robi ogromne wrażenie. Ten końcowy obraz pozostaje w pamięci jeszcze na długo po wyjściu z teatru.

„Pojedynek” można by obdarzyć mianem inteligentnej rozrywki dla tych, którzy chcą spędzić wieczór miło, przyjemnie, ale nie całkiem bezsensownie. To spektakl zgrabnie zagrany, dopracowany. Jednak nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że równie dobrze mogłabym obejrzeć go w domu, na ekranie telewizora. Ot, krótka chwila oderwania od codzienności.

„Pojedynek – zabawa w detektywa”
Reżyseria i opracowanie muzyczne: Błażej Peszek
Tekst: Anthony Shaffer
Adaptacja tekstu: Błażej Baraniak
Scenografia: Mariusz Twardowski
Wstępują: Jan Peszek, Błażej Peszek
 
 
Spektakl w ramach
15. Wakacyjnego Przeglądu Przedstawień
w Teatrze Rozrywki w Chorzowie