High five! High school movies

Tak, wiemy, że jeszcze nie wrzesień, ani tym bardziej październik, i że jeszcze nie czas na szkołę. Ale lato to czas, kiedy często ogląda się powtórki i lekkie-łatwe-i przyjemne filmy, przy których nie trzeba za bardzo wysilać swego intelektu. A ponieważ obie redaktorki działu filmowego są fankami kina młodzieżowego to zdecydowałyśmy, że tematem niniejszego zestawienia SUPERPJONY będą high school movies. Let’s get it started!

Grease Sing-A-Long

Wiktoria Ficek kołysze się razem z Johnem Travoltą podczas oglądania „Grease”.

I got chills, they’re multiplyin’, and I’m losin’ control Cause the power you’re supplyin’, it’s electrifyin’!

Dokładnie tak mogę opisać stan, w którym się znajduję, kiedy John Travolta oraz Olivia Newton-John hipnotyzują mnie elastycznymi ruchami ciała i onieśmielają niebiańskim głosem. A do tego jak wyglądają! W oku Danny’ego od początku filmu można dostrzec buntowniczy charakter szkolnego zawadiaki. Z kolei Sandy i jej metamorfoza w dziką kocicę to istne szaleństwo, nie tylko dla Dannego, ale również dla wszystkich miłośników You’re the one that I want! Dzięki „Grease” jestem uczennicą Rydell High i śpiewam Summer Nights podczas lunchu w szkolnej stołówce. Uczestniczę w prawdziwym amerykańskim, kobiecym pidżama party, przekłuwam uszy i palę pierwszego papierosa w życiu, wzdychając do Elvisa Presleya. „Grease” to miłość, młodość i przede wszystkim muzyka, która zamieszkała głęboko w sercach każdego wielbiciela tego musicalu. Przypuszczam, że nigdy go nie opuści.

wredne dziewczyny materiały prasowe

fot./ materiały prasowe

Marta Rosół podczas piżama-party (i nie tylko) ogląda „Mean Girls”/ „Wredne dziewczyny”

Mój wybór odpowiadałby także do zestawienia „Gulity pleasure” z cyklu High Five. Jednak słysząc hasło high school, oprócz wielu seriali amerykańskich z dawnych („Beverly Hills 90210”), jak i obecnych czasów („Glee”), do głowy przychodzą mi „Wredne Dziewczyny”. Fabuła jest prosta jak budowa cepa – Cady przyjeżdża z Afryki, gdzie spędziła dzieciństwo, próbuje zaaklimatyzować się w nowym otoczeniu i z czasem, po paru perypetiach, zaprzyjaźnia się z wrednymi dziewczynami, czyli po prostu typowymi (za przeproszeniem) blacharami. Film w sposób przejrzysty ukazuje zasady, na jakich oparte jest życie w liceum, które okazuje się być podobnym do życia w dżungli. Nic w tym odkrywczego, ale na typowo amerykańskie „piżama party” – idealne. Niestety na naukę w prawdziwym amerykańskim liceum jest już za późno, ale zawsze nurtowało mnie pytanie (te z cyklu najgłupszych) – znalazłabym się w grupie „TYCH popularnych” czy „DZIWAKÓW”?

Welcome To The Dollhouse

fot./ materiały prasowe

Natalia Kaniak (jak zwykle, nieprzeciętna!) wybrała: „Welcome to the Dollhouse”/ „Witaj w domku dla lalek”

Zanim Todd Solondz zaczął gorszyć Amerykę tematami największego tabu przekonał nas, że potrafi odzwierciedlić frustrację zarówno własnego pokolenia, jak i większości ludzi dorastających na przedmieściach, miejscu niesprzyjającym innościom. „Witaj w domu dla lalek” nie porusza całkowicie licealnych dylematów. Główna bohaterka jest jedenastolatką i bardzo chciałaby mieć za sobą pierwsze objawy dojrzewania. Mieszka w New Jersey, za cicho i za daleko od Nowego Jorku, ma starszego brata, którego rodzice kochają bardziej i młodszą siostrę, której poświęcają znacznie więcej uwagi. Dodatkowo ma na imię Dawn. A na nazwisko Wiener. Nie jest pięknością, dlatego jej rówieśnicy z pełnym zaangażowaniem organizują jej czas wolny między lekcjami, zmieniając każdą wolną minutę w piekło. Drugi pełnometrażowy film Solondza znacznie odbiega od jego debiutu, „Fear, Anxiety and Depression”, stanowiąc gwarancję dalszej drogi sukcesu. Trzy lata później nakręcił „Happiness”, czego wielu do dziś nie może mu wybaczyć.

klub winowajców fot

fot./ materiały prasowe

Patrycja Mucha z sentymentem wspomina swoje doświadczenia z high school movies przy „The Breakfast Club”/ „Klub winowajców”

Klasyka gatunku. Odkąd skończyłam trzynaście lat nałogowo oglądałam amerykańskie filmy o nastolatkach, w których piękna dziewczyna miała w kość bo była: a) biedną pasierbicą usługującą swojej macosze i jej córkom („Cinderella story”), b) nie mogła kopać w piłę, bo rozwiązano jej drużynę („Ona to on”) albo c) właśnie przyjechała z Afryki i nie wie, kto to Ashton Kutcher („Wredne dziewczyny”). Minęło trochę czasu, zanim zorientowałam się, że filmy o high school’u to nie wynalazek XXI wieku. VH1 Polska wypuściło dawno temu program o młodocianych gwiazdach z lat 80’ i uświadomiło mi o istnieniu Molly Ringwald. Tak od „Dziewczyny w różowej sukience” przeszłam do „Klubu winowajców”, absolutnego hiciora, który zachwycił mnie, choć go obejrzałam mając 21 lat. Niczego tu nie brakuje i, co najlepsze, film ma MORAŁ, co się rzadko zdarza w tego typu produkcjach. Ba! Morał nie jest taki banalny jakby się mogło wydawać.  Bohaterowie tego filmu wydają się mieć trochę więcej w głowie niż tytuł królowej balu i miejsce kapitana drużyny football’owej. Dorośli dostają tu po tyłkach, i to przede wszystkim oni powinni obejrzeć ten film. Ponadto „Klub winowajców” nie jest babskim filmem o miłości dziewczyny do przystojnego piłkarza, więc faceci nie powinni się wstydzić go obejrzeć.

peggy sue wyszła na mąż materiały prasowe

Gabriela Bogaczyk przenosi się w czasie wraz z bohaterką „Peggy Sue Got Married”/ „Peggy Sue wyszła na mąż”

Gdyby tak cofnąć czas i naprawić błędy młodości? Każdy człowiek marzy o tym w którymś momencie swojego życia. Ale takie rzeczy dzieją się tylko w amerykańskich filmach. Przed taką możliwością stanęła Peggy Sue, która wyszła za mąż. Korzystając z okazji, że traci przytomność, wraca do beztroskich czasów liceum. Świadoma swoich niepowodzeń w dorosłym życiu, chce zmienić swój przyszły los. Przesypia się z kolegą z klasy, pyskuje nauczycielom, dogaduje koleżankom. Mądrzejsza o dodatkowe dwadzieścia pięć lat przepowiada loty w kosmos, odkrycie wynalazków, imiona swoich dzieci. Jednak bagaż doświadczenia przeszkadza jej w normalnym funkcjonowaniu. Pomysł banalny, ale przesłanie całkiem rozsądne. Chodzi o akceptację przeznaczenia, a nie tkliwego rozpamiętywania błędów, bo pomimo usilnych starań, nie da się zmienić biegu wydarzeń. Bo i po co? No chyba, żeby zobaczyć młodego Nicolasa Cage’a i Jima Carrey’a.