Leniwe impresje – „Wszystko poza tym” Mateusza Hajmana w Rondzie Sztuki

Chuck Palahniuk pisał, że nagość jest najnudniejszą rzeczą na świecie, może dlatego analogowe fotografie Mateusza Hajmana wystawiane od czwartku w Rondzie Sztuki nie są wojerystycznym uniesieniem, choć przecież mogłyby.

Mateusz Hajman. Fot. Marcin Deniusiuk

Mateusz Hajman w obiektywie Katarzyny Bochnackiej

Mateusz Hajman wchodzi do mieszkania, ustawia modelkę, mamrocze coś pod nosem, wydaje niejasne komunikaty, a w konsekwencji i tak skupia się na świetle wpadającym przez okno, układzie talerzy rozrzuconych na stole, zgięciach w pościeli. Nagość jest dla niego czymś prawie zwyczajnym, kolejnym „obiektem” do sfotografowania. Wykorzystując wskrzeszone polaroidy i pierwsze cyfrowe kodaki, podejmuje się karkołomnej próby robienia 10-15 zdjęć na godzinę, przy tym nie skupia się na precyzji wykonania ani najnowszym modelu obiektywu. Świadomie ignoruje nieskazitelność osiągalną dzięki technice, co w połączeniu ze stylistyką mieszkań daje efekt realistycznego cofnięcia w czasie. Łatwiej zrobić zdjęcie analogiem, bo od razu ma w sobie duszę i się wyróżnia, ale jednocześnie technicznie jest to dużo trudniejsze, nie ma możliwości późniejszej korekty, a ograniczone zasoby filmu każą dokładnie przemyśleć każde ujęcie.

Przeczytaj też: Wywiad z Mateuszem Hajmanem

 

268_mateuszhajman

Temat aktu, mocno eksploatowany w sztuce, sprawia wrażenie braku miejsca dla swobodnej kreacji, ale Mateusz Hajman z niezwykłym wyczuciem odnajduje w tym ścisku przestrzeń dla swojego laboratorium percepcji, budując mistrzowsko oś spójną łączącą zwyczajną obsceniczność z artyzmem. Od początku tworzy narrację. Każda fotografia jest osobną opowieścią, kolejnym rozdziałem niedopowiedzianej historii. Pozorna przypadkowość świadczy o kunszcie budowania scenerii, pewnej lirycznej otoczki, wokół której rozgrywa się akcja (brak akcji). Urodziwe modelki zerkające ukradkiem ze zdjęć nie są już lolitkami Nabokova, a świadomymi swej cielesności kobietami w sytuacji aktu, lecz nie w sposób nachalny. Dlatego tym trudniej uwierzyć, że obecność fotografa, która zaznacza się jedynie pozostawionym na stoliku obiektywem, nie jest przypadkowa. Właściwie można uwierzyć, że wcale go tam nie ma. Jest opowiadaczem, podglądaczem przez dziurkę od klucza, a one tylko znużonymi muzami w obojętne popołudnie. Ten chaos nie jest stworzony na potrzeby zdjęć. Są to mieszkania wynajmowane przez moich znajomych. Wszystko jest ułożone dokładnie w taki sposób, jaki zastałem po przyjściu na miejsce, tylko modelki są upozowane – mówi artysta.To właśnie owe zastanie i możliwość przełożenia go na materiał światłoczuły fascynują go najbardziej, do tego stopnia, że kiedy coś umyka uwadze aparatu, domalowuje to olejami na płótnie, dlatego jego obrazy i fotografie tworzą jedną spójną całość, dopełniają się.

W rozglądaniu za drugim dnem nasuwają się słowa Francis Picabi, że w sztuce nagości nie należy doszukiwać się głębszej treści, lecz nie u Hajmana. Szczera naturalność, jaką udało mu się uchwycić, przytrzymuje oko widza na dłużej, bo poza zachwytem, jaki wzbudzają, zdjęcia są również bodźcem do przemyśleń. Podświadomą próbą zmierzenia się z wyidealizowanym wizerunkiem ludzkiego ciała. Widzowie prowadzeni nastrojowością prac oddają się tęsknocie za czymś w pewnym sensie utraconym. Te prace brzmią jak muzyka puszczana z adaptera i to jest w nich najpiękniejsze…

Wszystko poza tym” w Galerii + Ronda Sztuki potrwa do 25 sierpnia