Burza w mózgu // Grzegorz Kempinsky

Między ludźmi sceny a ludźmi bez sceny (tzw. widownią) istnieje sztuczny podział. My widzowie-obserwatorzy oglądamy, inspirujemy się, czytamy, zachwycamy. Oni tworzą. Jednak zawsze, obojętnie czym się zajmujemy, stajemy się w końcu ludźmi bez sceny, którzy chłoną rzeczywistość. W każdej głowie czasem dokonuje się tytułowa „Burza w mózgu”. Na pytanie: „co cię ostatnio zainspirowało?” odpowiada reżyser Grzegorz Kempinsky.

fot. Paweł Szałankiewicz

Fragment fotografii Pawła Szałankiewicza

Wcale nie jest tak łatwo odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ mnie ciągle i wszędzie inspiruje mnóstwo najróżniejszych rzeczy. Tak jak kiedyś powiedziałem: „Reżyseria to nie zawód, to stan ducha i percepcji świata” – dlatego moje zmysły ciągle są otwarte na nowe doznania, od zapachów i smaków zaczynając, a na literaturze, filmie i teatrze kończąc.

Oczywiście inspiracje są różne i różnego natężenia – np. dziś do ugotowania dzisiejszego obiadu zainspirowały mnie kolory i zapachy na stoisku warzywnym w hipermarkecie – i mógłbym szybciutko się wywinąć z kłopotliwego pytania, podając wam przepis na zapiekankę z makaronem penne, mozarellą i cukinią, a’ la Kempinsky, ale ponieważ traktuje takie zapytania poważnie, sięgnę głębiej do inspiracji, która zostawiła trwalszy ślad i zmieniła w pewnym sensie moje życie…

Mam nadzieję, że wytrzymacie jeszcze kilka chwil, kiedy spróbuję Wam to opisać.

Rzecz zaczęła się bez mała 10 lat temu, kiedy to po długoletnim flircie z kinem i telewizją, miałem tak serdecznie dość maksymy „im głupiej, tym lepiej” jaką stosowali wszyscy producenci, i doszedłem do punktu w swoim życiu, kiedy musiałbym sobie zrobić silikonowy implant mózgu, żeby kontynuować pracę w tej branży.

Decyzję podjąłem na planie serialu „Czego się boją faceci, czyli seks w mniejszym mieście”
z Czarkiem Pazurą w roli głównej, a polegała ona na tym, że wysiadłem z tego komercyjnego wyścigu szczurów.

Mój ówczesny producent powiedział, że popełniam artystyczne samobójstwo, ale ja wiedziałem, że dłużej już nie dam rady, że jeszcze chwila i stanę się stworzeniem kompletnie pozbawionym wrażliwości na prawdziwą sztukę.

Odszedłem nie mając żadnego pomysłu na przyszłość, ale był to pierwszy z kroków, który zaprowadził mnie do świata teatru, gdzie w pewnym sensie narodziłem się na nowo. W skrócie – ostatnie dziesięć lat były najszczęśliwszymi latami w moim życiu zawodowym.

Niemniej jednak od czasu do czasu, z różnych źródeł powracało, jak bumerang pytanie, czy nie chciałbym zrobić filmu, a ja zawzięcie i z pełnym przekonaniem odpowiadałem zawsze tak samo,: że nic nie jest w stanie mnie odciągnąć od teatru, w którym się spełniam całkowicie…

Aż nie przeczytałem „Nielegalnych” Vincenta V. Severskiego. Ta książka zainspirowała mnie tak mocno, że natychmiast zadzwoniłem do mojego producenta filmowego i przekonałem go, żeby nabył prawa do ekranizacji tej fantastycznej powieści.To było w maju zeszłego roku.Teraz, ponad rok później, kończę już adaptację „Nielegalnych” i moja fascynacja tą książką nie osłabła ani o trochę, a wręcz przeciwnie – nawet się wzmogła i nie mogę się doczekać, kiedy ruszy cała machina produkcyjna naszego polskiego Jamesa Bonda.

To dopiero nazywa się Inspiracja, przez duże I!

Wydaje mi się, że niniejszym odpowiedziałem na zadane pytanie, a wszystkim zainteresowanym moimi innymi inspiracjami i postępami nad „Nielegalnymi” polecam mojego bloga – www.kempinsky.pl

Grzegorz Kempinsky – reżyser filmowy, teatralny, telewizyjny. Trzykrotny laureat Złotej Maski za najlepszą reżyserię w 2006 roku („Oskar i pani Róża” i „Push-up 1-3. Ostatnie piętro” w Teatrze Śląskim), w 2008 („Sinobrody – nadzieja kobiet” w Teatrze Śląskim i „Bóg” w Teatrze Zagłębia) oraz 2010 („Łysa śpiewaczka” w Teatrze Zagłębia). Został uhonorowany Orderem Ministra Kultury – Zasłużony dla Kultury Polskiej. W tym roku odbyła się premiera reżyserowanej przez niego sztuki „Peggy Pickit widzi twarz Boga” w krakowskim Teatrze Ludowym.

KOLEJNY ZAINSPIROWANY JUŻ ZA NIEDŁUGO !