Osieckiej gawędy o filmach

Pierwsza dama polskiej piosenki. Autorka książek. Poetka. Reżyser (a może reżyserka?) teatralna i telewizyjna. To wszystko o niej już wiemy. A teraz dowiedzieliśmy się jeszcze, że Agnieszka Osiecka, multitalent polskiej kultury, zanim zdecydowała się porzucić karierę w branży filmowej (według Tomasza Raczka – autora wstępu do książki – oczywiście wielce obiecującą), pisała recenzje filmowe.

Jak widać, nie potrafimy o Osieckiej pisać inaczej, jak tylko opiewając jej wielkość i talent. Może to i dobrze. Warto mieć przecież współczesnego narodowego wieszcza (wieszczkę?), a nie tylko z nostalgią wspominać ciągle Mickiewicza. Tak czy owak, książka Filmidła. Gawędy o filmach to porządnie wydany zbiór recenzji opatrzonych plakatami autorstwa polskich artystów.

Okładka książki

To, co w recenzjach Osieckiej urzeka, a po części wynika ze specyfiki czasów ich publikacji, to indywidualne, świeże i wnikliwe spojrzenie autorki na filmy. Dziś, w dobie IMDb i Filmweba, nietrudno natknąć się na kilkaset tekstów i komentarzy będących pseudosubiektywnymi opiniami widzów. Mówię „pseudo”, bo cała rzesza ludzi wybierając się do kina (płacąc niemało, więc i wymagając), sprawdza na portalach internetowych, czy warto iść np. na nowego Batmana. Przed seansem czyta się opisy, recenzje, spogląda na ilość gwiazdek. Skutkuje to jednowymiarowym odbiorem publiczności, która kieruje się zdaniem innych, oglądając film, najczęściej powielając wypowiedziane już opinie („no, faktycznie słaby” albo „był super!”). Osiecka natomiast dostrzegała w filmach ich wielowymiarowość (o ile ona istniała), a także nieraz „rzucała pogardę” na filmy, które środowiska kinomanów szumnie obwoływały „arcydziełami”. Żadna z jej recenzji nie jest zachowawcza. Widać, że autorka miała większe aspiracje niż jednoznaczne ocenianie filmu jako „dobrego” albo „złego”.

DSC00857

Nie określiłabym jednak formuły tych tekstów gawędą. Ta, jak wiadomo, ciągnie się bez końca i bywa przynudnawa. Teksty Osieckiej – wręcz przeciwnie – są treściwe, krótkie (czasem ekstremalnie) i obywają się bez zbytecznego trybu opowieściowego. Przecież nie chodzi o to, żeby streścić fabułę, ale żeby dostrzec esencję filmu. Tym najwyraźniej kierowała się autorka, a esencji tej nie dostrzegając, robiła uwagi o popularności grzywki wśród czarownic czy życiu wiecznie uwikłanym w zakupy. Agnieszka Osiecka zawsze starała się docierać do mniej lub bardziej ukrytych treści oglądanych dzieł. A co z filmami bez głębszych treści? Na nie jeszcze za wcześnie, o kilkadziesiąt lat za wcześnie; wszak jej recenzje pochodzą z lat 1956 – 1960.

Ciekawym akcentem tego zbioru tekstów są listy czytelników „Sztandaru Młodych”, w którym Agnieszka publikowała swoje recenzje. Listy te zwykle wyrażają niepochlebne opinie o autorce, która śmiała (sic!) skrytykować film, który jest przecież taki fascynujący (a mowa o Czarownicy). Osiecka odpowiedziała na zarzuty, tłumacząc łopatologicznie, o co jej chodziło, dodając na końcu ze znaną z tekstów ironią (najwyraźniej nie dla wszystkich dostrzegalną), że stroskana pogrąża się w „autorewizjonistycznej zadumie”. Miała ci ona dowcip!

DSC00856

Książka jest ciekawa, bo w większości wspomina o filmach zapomnianych, najczęściej europejskich. Same recenzje czyta się znakomicie, bo widać w nich już poetyckość stylu Osieckiej, który w pełnej krasie jawi się w jej późniejszej twórczości. Doskonałe polskie plakaty sprawiają, że odbiór jest jeszcze bardziej przyjemny. Opatrzoną napisem „Filmidła” na początku i „The End” po ostatnim tekście książkę czyta się jak opowieść o młodej pisarce, stawiającej pierwsze kroki w branży. Porzucając film, zrobiła najpewniej krzywdę polskiej kinematografii. Ale co byśmy zrobili bez tych wszystkich piosenek? Ja tam „nie żałuję” (KLIK!) !

Patrycja Mucha