Debiut – marzenie. Rozmowa z Edytą Ostojak

Debiut dekady, jak napisał o niej Łukasz Drewniak. Edyta Ostojak za grę w spektaklu „Korzeniec” Remigiusza Brzyka zdobywa kolejne wyróżnienia. Tym razem do jej rąk trafiła druga nagroda przyznawana za najlepszą rolę żeńską na festiwalu „Pierwszy Kontakt” w Toruniu. U nas opowiada o swoim debiucie i aktorstwie.

fot. Maciej Stobierski

Katarzyna Niedurny: Prawie, każda dziewczynka marzy w pewnym momencie o zostaniu aktorką. Niektóre są bardziej wytrwałe. Co ciebie zatrzymało przy marzeniach o teatrze?

Edyta Ostojak: Jak większość dziewczynek, chciałam być „piosenkarką albo aktorką”. Zawsze coś w duszy mówiło mi, że scena to najlepszy dla mnie scenariusz. Oczywistym było dla mnie, że zgłaszałam się do wszelkich konkursów wokalnych, recytatorskich, tanecznych, dożynek wiejskich i najróżniejszych przedstawień. Później bardziej świadomie zaczęłam podejmować decyzje, które miały mi pomóc w spełnieniu marzeń. Dwie grupy teatralne, chór, wreszcie szkoła teatralna we Wrocławiu. Kiedy byłam na trzecim roku studiów, na mojej drodze pojawił się Teatr Zagłębia.

K.N.: Jak tu trafiłaś?

E.O.: Dowiedziałam się, że dyrekcja poszukuje drobnej, śpiewającej blondynki do roli Alicji w Krainie Czarów. Przyjechałam, umówiłam się na rozmowę z panią dyrektor. W tym samym czasie Remigiusz Brzyk zaczynał próby do „Korzeńca” i również potrzebował jeszcze jednej młodej aktorki. Zaprosił mnie na czytanie tekstu, zdałam ten egzamin. Potem razem z panią dyrektor zawalczyli o to, by moja pani dziekan i profesorowie pozwolili mi na trzecim roku indywidualnie zaliczać drugi semestr. Zgodzili się i tak zostałam Ester Pławner.

K.N.: Byłam na rozdaniu nagród na festiwalu Boska Komedia. Kiedy odczytano twoje nazwisko jako zwyciężczyni kategorii „najlepsza kobieca rola drugoplanowa,” nikt nie wiedział o kogo chodzi. Dopiero jak pojawiłaś się na scenie – słychać było szepty „Ester, Ester”. To twoja pierwsza rola w teatrze i od razu tak zapada w pamięć. Jak się przygotowywałaś do tego debiutu?

 E.O: To była dość specyficzna praca. Reżyser kupił to, jak czytam tekst, a potem bardzo odwlekał moje końcowe wyjście na scenę. Zmienioną wersje mojego monologu dostałam na dwa tygodnie przed premierą. Nie często próbowałam, ponieważ, jak twierdził, nie chciał stracić świeżości, prostego sposobu mówienia tekstu. Do samej premiery bałam się, że się kompletnie zbłaźnię. Oczywiście nie było też tak, że wcale nie wychodziłam na scenę. Rola Ester buduje się w trakcie całego spektaklu. Największą jednak trudnością był jednak dla mnie monolog, w czasie którego musiałam w bieliźnie wyjść na sam dziób sceny i patrząc ludziom w oczy mówić do nich przez 15 minut. Dla debiutantki to spore wyzwanie. Praca nad tym spektaklem i jej atmosfera były absolutnie wyjątkowe. Została mi powierzona straszna historia młodej dziewczyny, w której nie ma miejsca na odgrywanie tragedii. „Korzeniec” to dla mnie (i nie tylko dla mnie) spektakl o kobietach. Pomiędzy tematami Sosnowca, kafelkarza, Polaków, powkładane są ich dramaty, odczuwane podskórnie, powiedziane w sposób nieoczywisty. Trochę się śmiejemy, trochę jest nam miło i nagle uświadamiamy sobie, ze ten świat nie jest w porządku. Opowiadanie historii na bazie kontrastów przeważnie jest w teatrze ciekawe. Może to tajemnica oddziaływania Ester na publiczność.

fot. Maciej Stobierski

K.N.:To był twój teatralny debiut. Inaczej to sobie wyobrażałaś?

E.O.: Myślę, że miałam sporo szczęścia. Nie zawiodłam się na pracy w teatrze. Trafiłam na bardzo dobrego reżysera. Wszyscy aktorzy byli zachwyceni pracą z Remikiem. Nawet ci, którzy od dawna tu pracują są zdania, że to jeden z ciekawszych, milszych reżyserów, których spotkali. Potrafił stworzyć świetną atmosferę pracy bez żadnych niesnasek, umiał przeprowadzić swój projekt nie urażając nikogo. Dokładnie wiedział co i jak chce zrobić. Mówię, że miałam szczęście, bo z tego co słyszałam, nie każdy reżyser jest sympatycznym ciepłym człowiekiem. Mam jeszcze małe doświadczenie w pracy z nimi.

K.N.: Jakie są twoje plany na przyszłość?

E.O.: Staram się koncentrować na tym, co aktualnie robię. Jestem po kolejnej udanej premierze nowej sztuki Teatru Zagłębia – „Zaćmienie”. Wiem już, że zagram w dwóch kolejnych spektaklach tego teatru, w przyszłym sezonie. Nie wiem co będzie dalej. Na razie wystarcza mi to, że mogę się rozwijać i czuję się tu dobrze.

Edyta Ostojak – studentka IV roku PWST we Wrocławiu, aktorka Teatru Zagłębia w Sosnowcu. Zagrała w czerech spektaklach: „Korzeńcu”, „Alicji w Krainie Czarów”, „Bobiczku” i „Zaćmieniu”. Za rolę Ester Pławner w „Korzeńcu” otrzymała nagrodę za najlepszą kobiecą rolą drugoplanową na festiwalu „Boska Komedia”, Złotą Maskę oraz drugą nagrodę na Festiwalu Debiutów „Pierwszy Kontakt” w Toruniu.