Między Orwellem a Huxleyem

gory_parnasuWielu twórców z upodobaniem zajmuje się przewidywaniem przyszłości. Dzieła literackie czy filmowe, najczęściej osadzone w konwencji science fiction, przedstawiają przyszły świat jako zepsute i zdegenerowane miejsce. Zachodniej cywilizacji wróży się nieuchronny upadek, a na jej miejscu konstruuje się zupełnie nowy porządek polityczny i społeczny.  Wystarczy wspomnieć o „Nowym wspaniałym świecie” czy „Roku 1984”, należących do kanonu literatury.  Co ciekawe, do grona twórców podobnych antyutopii zalicza się także pisarz, którego niewielu by o to podejrzewało – Czesław Miłosz.

 „Góry Parnasu” to powieść niedokończona, ponieważ – jak pisze autor – wynik byłby 1) artystycznie wątpliwy 2) niemoralny. Miłosz uważał się przede wszystkim za poetę, nigdy za prozaika (mimo dwóch wydanych powieści, pozytywnie przyjętych przez krytykę), w dodatku twierdził, że forma powieściowa przeżywa kryzys i zwiastował jej koniec. Utwór ten nie jest zresztą udany pod względem formalnym, o czym szerzej pisze Agnieszka Kosińska w „Posłowiu” do wspomnianego wydania. Miłosz nie żywił ciepłych uczuć wobec prozy, co znajduje odbicie w „Górach Parnasu”. To tekst męczący i oporny w czytaniu, pod względem języka zawiły, a równocześnie fabularnie ograniczony. Warto jednak wgłębić się w jego treść i zastanowić nad przekazem ideowym, o wiele ciekawszym i bardziej przejrzystym. 

Nowy samotny świat 

W „Górach Parnasu” Miłosz zawarł krytykę własnych czasów. Poprzez liczne odniesienia do swojej epoki (m.in. do rewolucji z roku 1968 czy papieża Jana XXIII) widzimy, z jakim niepokojem autor spoglądał w przyszłość. Bardzo krytycznie oceniał stan cywilizacji, a dziś, z perspektywy kilku dekad, możemy sami stwierdzić, na ile te oceny były trafne. 

Świat skonstruowany przez Miłosza początkowo wydaje się rajem. Ogromny rozwój technologiczny, długowieczność, spokojne życie bez potrzeby pracy i spędzanie czasu, oddając się głównie rozrywkom. Jednak sielanka jest pozorna. Wszystkie wymienione „dobrodziejstwa” zmieniają ludzkość w pozbawioną autorytetów masę, wrzuconą w wir konsumpcjonizmu i zabawy bazującej na najprostszych bodźcach. Brak wolnego czasu przestaje być problemem, ale pojawia się inny, gorszy – jego nadmiar. I mimo zaniku wszelkich niepokojów, w ludziach rodzi się poczucie bezsensu, nieumiejętność poradzenia sobie z życiem. Wszelkie próby odnalezienia we własnej egzystencji jakichkolwiek wartości są niemożliwe i dlatego w 99% przypadków kończą się w sposób najmniej wymagający – samobójstwem. 

Smutna to wizja przyszłości, bliższa przewidywaniom Huxleya niż Orwella. W „Nowym wspaniałym świecie” zawarta jest podobna przestroga; i Huxley, i Miłosz wskazują na zgubny wpływ konsumpcjonizmu oraz wiecznej pogodni za wygodnym bytem. Orwell, który dostrzegał niebezpieczeństwo  w systemach totalitarnych, nie przewidział, że łatwiej jest kontrolować ludzi poprzez przyjemności i ułatwienia niż siłę i przymus. To gorzki obraz społeczeństwa, które zyskuje wygodne życie i proste rozrywki w zamian za wolność osobistą, własne zdanie i indywidualność. 

Wątpliwa wygrana 

„Góry Parnasu” to pięć niedługich rozdziałów, zawierających razem trzy historie:  przygody Karela, testament kardynała Petra Vallergi i opowieść Lino Martineza. Opisani bohaterowie to ludzie idący pod prąd, jednak ich bunt na niewiele się zdaje wobec całego świata. Ich rozpaczliwe poszukiwanie życiowego celu to jedynie walka z wiatrakami – pozbawiona sensu wobec jednolitej masy ludzkiej, zżytej ze starymi wartościami. 

Książka Miłosza nie jest dziełem wybitnym. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że na tle dorobku noblisty nie jest nawet utworem dobrym, ale wręcz mocno nieudanym. Niemniej, jest trafnym proroctwem i przestrogą. Nam, Czytelnikom, pozostaje ocena czy zdołaliśmy uniknąć wizji Miłosza, czy niestety zaczyna się ona powoli spełniać. A może już się spełniła.

Czesław Miłosz: Góry Parnasu, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2012.

Nasza ocena: 3,5/5

Nasza ocena: 3,5/5