Niezależne i brudne filmowe Katowice

Już w tę środę (12.06.2013) rusza 9. edycja Festiwalu Filmów Niezależnych KilOFF. O zasadach i programie Festiwalu, o filmowej amatorskości i profesjonalności, a także o tym, co może znaczyć „off”  przeczytacie w wywiadzie Marty Rosół z Rafałem Gralakiem – nowym dyrektorem Festiwalu. Więcej do zobaczenia na wideo.

Marta Rosół: Widoczna zmiana w Festiwalu to możliwość udziału w konkursie „filmowców”, czyli ludzi z zapleczem edukacyjnym, wykształceniem filmowym.

Rafał Gralak: Dokładnie. Jest to akcent na wspieranie ludzi z jakąś wiedzą i doświadczeniem. Chcemy, żeby w konkursie startowały osoby, które traktują kino jako swoją pasję.Wydaje mi się, że szkoły filmowe nie stawiają wyraźnej cezury między tym, co można zrobić samemu, a tym, co trzeba robić, będąc studentem. W regulaminie pojawia się warunek, że film zgłoszony nie może być filmem „szkolnym”. Niezależność, indywidualność to cechy pożądane. Jeżeli ktoś ma na tyle energii i chęci, żeby robić kino, na którym mu po prostu, prywatnie zależy, to takich ludzi też chcielibyśmy zapraszać.

Jaki film jest pana faworytem w głównym konkursie Festiwalu? Są już jacyś wygrani w głowie?

Mam ich, ale nie chcę zdradzać. Zmieniliśmy trochę zasady funkcjonowania jury. W tym roku chcieliśmy, żeby festiwal miał uczestnictwo w wydawaniu samego werdyktu. Zaprosiliśmy Łukasza Maciejewskiego i zdobywcę nagrody z zeszłego roku – Nikodema Wojciechowskiego – do rozmowy o tym, co w ramach kina niezależnego się dzieje. Chcemy razem wybrać to, co dla nas, akurat w tym roku, będzie stanowiło najbardziej wartościową pozycję. To są zawsze trudne zadania.

 

laura kozik

fot. Laura Kozik/ zdjęcia pochodzą z fanpage’a festiwalu na Facebook’u

W programie pojawiają się warsztaty filmowe, które mają na celuedukować młodych amatorów-filmowców. Czy chcąc profesjonalizować kino niezależne, kino amatorskie nie traci się wartości, która zawarta jest właśnie w jego pewnej „ułomności”?

Przez profesjonalizację chodziło nam o zdjęcie parawanu bezpieczeństwa, którym otaczane jest kino niezależne, off’owe, czy kino młodych twórców, a który pozwala na tworzenie filmów bez namysłu nad jego artystycznymi wartościami, tu pewien profesjonalizm jest wymagany. Nie chodzi o użycie odpowiedniej kamery, która kosztuje „tyle a tyle”, chodzi o profesjonalne podejście do swojej twórczości.

W programie pojawiają się warsztaty, w których młodzi twórcy dowiedzą się jak mogą korzystać z udogodnień stworzonych przez nowe media, aby zdobyć fundusze na swoje projekty, często od indywidualnego odbiorcy.

Model crowdfundingowy warto promować w Polsce, na całym świecie działa on w bardzo dynamiczny sposób. To ciekawa idea, szczególnie, że dzisiaj każde kino potrzebuje „jakiegoś” marketingu. Dobrze jest, kiedy twórca robi kino ciekawe, interesujące, które jest dziełem o artystycznej wartości, natomiast fajnie jest też umieć o tym opowiadać i próbować zainteresować ludzi. Crowdfunding stwarza kontakt już podczas samego procesu budżetowania filmu. Są to bardzo złożone kwestie, ale warto poruszać tematy z nimi związane, warto próbować robić coś w tym kierunku.

181210_10150898683546855_371005570_n

fot. Sławek Kruk/ zdjęcia pochodzą z fanpage’a festiwalu na Facebook’u

Zna Pan jakieś filmy, które powstały na tych zasadach?

Podczas Festiwalu odbędzie się przegląd filmów, które zostały na takiej zasadzie zrealizowane w Polsce.

Gdzie istnieje granica pomiędzy kinem niezależnym, a komercyjnym? Czy w ogóle stawianie granic nie jest czymś sztucznym i wymuszonym?

Granice są bardzo niewyraźne. Nie chciałbym poruszać się w obszarze wyznaczania ścisłych granic pomiędzy kinem niezależnym a komercyjnym. Te rzeczy inspirują się wzajemnie. Kino mainstreamowe czerpie z tego, co wydarza się w ramach awangardy, czy szerzej pojętego offu. Nie jestem zwolennikiem stawiania bardzo wyraźnej granicy. Natomiast, mam też wrażenie, że filmy znane z komercyjnych kin mają zawsze obliczony target, muszą być opłacalne. To nie jest myślenie oparte na wolności. Są oczywiście artyści, którzy mogą sobie pozwolić na większą dowolność twórczą, ale to wyjątki.

Czyli „off” oznacza dla Pana swobodę? Brak przymusu do spełniania oczekiwań? Po prostu chęć tworzenia filmu dla samego tworzenia?

Może tak być. Jeżeli wychodzi z tego ciekawe kino, to nie mam nic przeciwko.

Na stronie internetowej Festiwalu pojawia się cytat Quentina Tarantino, który, jak wiemy, nie ma wykształcenia filmowego, a sztuki tej uczył się, oglądając filmy w wypożyczalni kaset wideo. Jednak jego postać, w tym momencie, trudno jest zaliczyć do off’u, jest to kultowość, popularność, komercja w czystej postaci – nie twierdzę tym samym, że złej. Czy takiej kariery życzycie sobie dla ludzi, którzy biorą udział w konkrusie Waszego Festiwalu?

Być może tak. Tarantino to przykład osoby, która stała się wielkim i rozpoznawalnym filmowcem. Jeżeli ktoś chce obrać taką drogę i dąży do takiego celu, jego wola. Przestrzeń kina jest na tyle szeroka, że stawianie swojej osoby na świeczniku nie musi być jedyną opcją. Można być kimś wielkim w kinie, niekoniecznie królując w box office’ach.

575280_10150899156706855_392192421_n

fot. Laura Kozik/ zdjęcia pochodzą z funpage’a festiwalu na Facebook’u

Jednym z przeglądów na Festiwalu jest ten o nazwie „Brudne filmy”. Ich brud polega na prezentowaniu trudnych, niewygodnych tematów, czy może objawia się w ich wykonaniu? A może filmy te, poprzez prezentację idei kina jako rejestratora rzeczywistości, oczyszczają?

Szczerze mówiąc, nie jestem kuratorem tej sekcji, sformułowaniem zagadnienia zajmował się Piotr Gacek. Brud filmu… Podszedłbym do tego w ten sposób, że pójście w kierunku dokumentu, a także pewnej niedbałości filmowej, pozwala nam w sposób bardziej intymny zbliżyć się do bohaterów. To właśnie jest podstawową ideą tego przeglądu. Prywatnie zauważyłem, że sposobem na zbudowanie wiarygodności, na wzbudzenie ufności widza, może być i często jest, niedbałość – roztrzęsiona kamera, niedopracowane zdjęcia. Takich narzędzi można używać w zróżnicowany sposób, ale trzeba pamiętać o jednym – intymność wymaga przede wszystkim autentyczności.