Bernard Zięba, fotograf

Druga część mojego subiektywnego cyklu poświęcona jest Bernardowi Ziębie, fotografowi z Gliwic, którego poznałem parę lat temu. Spotykamy się zazwyczaj na nocnych plenerach fotograficznych. Wtedy mam przyjemność obserwować go przy pracy. Spokój i wyluzowanie, z którymi podchodzi do kadru, owocują zdjęciami, które (mimo swego rodzaju efektów specjalnych) nie są ani przegadane, ani efekciarskie.

 

Fotografia a w zasadzie sama czynność fotografowania (tzw. pstrykanie) sprawia mi bardzo dużą radość i jest to główny powód, dlaczego się tym zajmuję.

Jest dużo środków wyrazu,  którymi można pokazać siebie i co się czuje. Myślę, że najbardziej odpowiada mi robienie zdjęć. Z aparatem łatwiej ogarnąć to, co się dzieje w głowie i na zewnątrz niej. To trochę tak jakby patrzeć przez dziurkę od klucza na tajemniczy ogród. Staram się  się zaskoczyć odbiorcę moich fotografii a najbardziej samego siebie. Staram się…

Zdjęcia wykonuję od lat dziewięćdziesiątych. Brałem udział w kilkunastu wystawach razem z Gliwicką Grupą Fotograficzną „Precel”. Fotografuję analogowo, choć często zdjęcia przetwarzam cyfrowo. Bernard Zięba

 

 

Bernard łamie konwencję kadru, w którą wielu brnie z marnym skutkiem. Odejście od standardowych obiektywów na rzecz szerokiego kąta wypacza obiekt fotografowany, ale jednocześnie zbliża odbiorcę do niego. Często stojąc obok niego i patrząc w to samo miejsce, nie jestem w stanie wyobrazić sobie efektu końcowego, który powstanie na jego kliszy. Gdy fotografuje się w nocy, nieraz trzeba wyobrażać sobie to, co jest przed nami, dopowiadać miejsca, w których się znajdujemy. Musi zapaść decyzja o tym, co chcemy przekazać fotografią. Decyzja ta zapada na podstawie tego, co ledwo widać. Zdarza się ustawić aparat i naświetlać kadr przez dziesięć minut, by potem w domu, po wywołaniu kliszy stwierdzić, że to miejsce wyglądało w naszej głowie zupełnie inaczej i właściwie nie o to nam chodziło.

Warto więc doświetlić kadr przed rozpoczęciem fotografowania, by zobaczyć, co jest przed nami, a także w trakcie, dzięki czemu skraca się czas naświetlania i – co ważniejsze – rośnie ingerencja fotografa w obraz. Decyzje o tym, co i jak intensywnie oświetlić, wymagają świadomości przestrzeni i światła, wyobrażenia przestrzennego i wyczucia czasu. Światłem możemy podkreślić wybrane elementy lub dodać grozy miejscu, które fotografujemy. Łatwo tutaj o banał i tandetę, przekombinowanie wynikające z chęci powiedzenia za dużo. Dlatego widząc go przy pracy, a potem oglądając jej efekty, wiem, że jest to sztuka dojrzała i przemyślana

Epilog.

 

 

Resztę fotografii znajdziecie na blogu http://www.niewidzialniniemcy.blogspot.com/

część pierwsza:

Mariusz Partyka, poeta, fotograf.