Uchwycić nieuchwytne

Rok, kwartał lub miesiąc zamknięte w puszce. Niemożliwe? Wystarczy tylko materiał światłoczuły, znana już od lat camera obscura i to, co na co dzień niedostrzegalne, ukazuje się naszym oczom bardzo wyraźnie. Każdy, kto posiada choć dozę cierpliwości, może tego spróbować. Malowanie słońcem? I to dosłowne!

 

Solarigrafia to specyficzna technika w fotografii, znana nielicznym, ale na pewno niepozwalająca przejść obok siebie obojętnie. Solarigrafia daje dreszczyk emocji nieosiągalny przy innych rodzajach fotografii, chyba nawet większy niż ten towarzyszący wyciąganiu mokrej wywołanej kliszy z koreksu. Daje olbrzymie pole do popisu (przy konstruowaniu kamer, wybieraniu kadrów), zapewnia pewien element nieprzewidywalności i wciąż pozostaje wiele zarówno do wymyślenia, jak i do odkrycia. Pozwala rejestrować na jednym obrazie takie procesy jak budowy, rozbiórki, wzrost i więdnięcie roślin, a także wszelkiego rodzaju interakcje z procesami (np. pracę zegara, zapis podróży) – mówi Marek Jasiński, związany z tą techniką fotografii od ok. 4 lat. – Zachwyciły mnie przede wszystkim możliwości i efekty niedostępne w „normalnej” fotografii, osiągane prostymi (by nie rzec: prymitywnymi) środkami, powrót do korzeni fotografii (praktycznie ten sam mechanizm, którego używano przy pierwszych eksperymentach i fotografiach Niepce’a). Nie są konieczne żadne specyficzne środki ani narzędzia. Niepotrzebna jest ciemnia, nie potrzeba obróbki chemicznej. Jest to metoda dostępna dla każdego – opowiada o początkach swej fascynacji.

 

Checiny solar

fot. Mateusz Mazur.

Skąd w ogóle solarigrafia? Źródeł trzeba szukać w projekcie Solaris – jego celem była rejestracja śladu Słońca. Nie, nie takiego jasnego punkciku, jak na „tradycyjnych” fotografiach – chodziło o naświetlenia od przesilenia do przesilenia, czyli ukazanie wędrówki Słońca w ciągu kwartału. Ta niecodzienna forma fotografii szybko zyskała popularność także poza projektem Solaris. – Interesujące dla mnie w solarigrafii jest połączenie astronomii i sztuki. Jestem naukowcem astronomem i zajmuję się fizyką Słońca. W mojej pracy często obserwuję Słońce za pomocą teleskopów słonecznych. W solarigrafii widać ruch Słońca po sferze niebieskiej, zarówno dzienny, jak i roczny. Pociąga mnie również możliwość zarejestrowania bardzo długich procesów na jednym zdjęciu – opowiada Maciej Zapiór zajmujący się tą techniką fotografii już od 8 lat.

By wykonać tego typu zdjęcie, wystarczy niewiele. Najistotniejszym elementem jest materiał światłoczuły – zwykle jest to papier fotograficzny do fotografii czarno-białej. Zawiera on sole srebra, które ciemnieją, gdy dociera do nich światło. Pozwala to na długoterminowe ekspozycje (tydzień, miesiąc, kwartał, rok). Kolejnym (i często ostatnim) elementem jest camera obscura. Co kryje się pod tą tajemniczą nazwą? Jest to światłoszczelny, w zasadzie bliżej nieokreślony pojemnik – może nim być niemal wszystko. – Camerę obscurę można zrobić ze wszystkich pudełek, jakie się nam nawiną. Osobiście wykonywałem je z pojemników po kliszach, opakowaniu po zegarku, przerobiłem też kodaka jednorazówkę – opowiada Artur Rak, mający na swoim koncie już ok. 40 tego typu zdjęć. – Zazwyczaj robię je z plastikowych opakowań po kliszach filmowych, ale też z puszek po napojach energetyzujących, piwie, kawie, a nawet z pudełek po zapałkach mówi Marek Korzeń, kolejny fan solarigrafii. –W skrajnych przypadkach można się posłużyć na przykład wydrążoną dynią czy 200-litrową beczką po oleju – dodaje Marek Jasiński. W skrócie: chodzi o pudełko z otworkiem – światło wpada przez otworek, tworząc obraz (odwrócony i zazwyczaj pomniejszony) na papierze fotograficznym. Ważne też, by wnętrze tego pojemnika było ciemne (chodzi o to, by nie tworzyły się wewnętrzne refleksy) – ten efekt można uzyskać, wykładając wnętrze pojemnika czarnym materiałem lub używając czarnego sprayu. Zasady są generalnie bardzo podobne jak przy „zwykłej” fotografii otworkowej (jedyną różnicą jest czas naświetlania). Do zrobienia aparatu może być jeszcze potrzebna folia aluminiowa (by w niej zrobić wspomniany już wcześniej otwór). Tego typu fotografia wymaga w tej kwestii nie lada precyzji – otworki powinny zawierać się w granicach 0,1-0,3 mm, a każde uchybienie może skazać cały proces (bo jak inaczej nazwać pracochłonne wykonanie aparatu, odszukanie odpowiedniego miejsca, zamocowanie camery obscury tak, by była odporna na pogodę i inne niekorzystne czynniki, a później nieraz wielomiesięczne czekanie) na porażkę. Przydatne mogą też być igła do robienia otworków (najlepsza do tego jest ta do nakłuwaczy, które stosuje się do mierzenia poziomu cukru we krwi), taśma izolacyjna i klej. Co istotne dla osób niemających dużego doświadczenia z fotografią analogową, nie jest konieczna żadna obróbka chemiczna w ciemni tak jak przy wywoływaniu tradycyjnych zdjęć. Użyć można co najwyżej utrwalacza.

 

walec-poziom-z-baszty-pĂlĹ‚rok-2012ifot. Mateusz Mazur.

Jak zrobić swoją pierwszą solarigrafię? To bardzo proste, jednak trzeba pamiętać o kilku szczegółach. – Wewnątrz pojemnika, naprzeciwko otworka umieszczamy papier światłoczuły i mocujemy kamerę w sposób uniemożliwiający jej poruszenie – przynajmniej na kilka dni słonecznej pogody. Trzeba zwrócić uwagę na zapewnienie światłoszczelności pojemnika, pewne umocowanie i prawidłowe zamocowanie papieru wewnątrz kamery – tłumaczy Marek Jasiński. – Najczęstszym błędem jest włożenie papieru na odwrót – emulsją skierowaną do ścianek kamery, a nie w stronę otworka. Zdarza się także zaświetlenie papieru przed włożeniem go do kamery lub po wyjęciu z kamery, a także wieszanie w słoneczny dzień z odsłoniętym otworkiem (wtedy na papierze wyrysowują się chaotyczne linie przypominające ślad robaka wędrującego po emulsji wewnątrz kamery) – dodaje. – Trzeba też trochę poczytać. Bardzo pomocna jest strona solarigrafia.pl, można na niej znaleźć wiele porad, np. jak konstruować kamery. Szczególnie trzeba zwrócić uwagę, by nasza kamera nie przepuszczała światła. Należy precyzyjnie dobrać średnicę otworka do jego odległości od materiału światłoczułego mówi Jarosław Putaj, związany z nurtem solarigrafii od 1,5 roku. – Najczęstsze błędy początkujących to niewłaściwe wykonanie camery obscury – słabe sklejenie ze sobą elementów, które doprowadzą do niewłaściwego naświetlenia i zalania papieru czy nieodpowiedni rozmiar otworka, przez który wpada światło – dodaje Marek Korzeń. – Kamerę można wykonać w ciągu kilkunastu minut. Potem zaczyna się zdobywanie doświadczenia (jak budować kamery, gdzie je umieszczać, w jakim kierunku, w jaki sposób mocować, żeby nie odpadły, jak zamaskować, żeby nikt nie ściągnął, itp.). Po kilku próbach już wiadomo co i jak – podsumowuje Maciej Zapiór.

Trzeba jednak zawsze pamiętać o niesprzyjającym środowisku. Zalanie kamery to tylko jeden z możliwych scenariuszy, ale możemy się przed tym zabezpieczyć wcześniej. Inaczej jest ze zwierzętami czy… ludźmi! Taki prymitywny aparat może się stać atakiem choćby ciekawskich ptaków. Nietypowy wygląd oraz umieszczenie w równie niecodziennym miejscu (np. doczepienie do latarni lub słupa ze znakiem drogowym) stwarza duże prawdopodobieństwo zerwania i zniszczenia camery obscury przez nieświadomych przechodniów. Czasem tak niepozorny przedmiot może też narobić nie lada zamieszania! Swego czasu w Legnicy niewielką mydelniczkę przyklejoną do latarni taśmą uznano za ładunek wybuchowy. Dopiero po interwencji policji oraz saperów odkryto, że to najzwyklejszy aparat fotograficzny – część projektu Legnickiego Stowarzyszenia Fotograficznego[i].

 

pĂlĹ‚walec drzewo pĂlĹ‚rok 2012-Editfot. Mateusz Mazur.

Ile zatem kosztuje „zabawa ze słońcem”? – Koszty są niewielkie. Do konstrukcji kamer wykorzystujemy przeważnie odpady (puszki, opróżnione pojemniki, opakowania, puste pojemniczki po kliszach) i bardzo tanie materiały dodatkowe. Papier (np. FOMA) kosztuje  kilkanaście złotych za 25 arkuszy, a wystarcza na przynajmniej sto kamerek. Folia aluminiowa i taśma izolacyjna to kilka złotych za rolkę – mówi Marek Jasiński. – Sumaryczny koszt wykonania jednej kamerki (licząc z bardzo dużym zapasem) nie powinien przekroczyć złotówki, a realnie jest to prawdopodobnie kilkanaście/kilkadziesiąt groszy. Oczywiście dochodzi do tego jeszcze jednorazowy koszt zakupu skanera (ale można też poprosić o skanowanie kogoś, kto już skaner posiada) – dodaje.

Solarigrafia wydaje się techniką fotografii, na którą może sobie pozwolić dosłownie każdy. Czy na pewno? – W solarigrafii ważne jest doświadczenie i wiedza z różnych   dziedzin. Przydaje się m.in. znajomość podstaw astronomii, to, gdzie i kiedy słońce wschodzi oraz zachodzi. Wystarczy pomysłowość – mówi Maciej Zapiór. Wymagane, choć może odpowiedniejszym słowem byłoby „sugerowane”, umiejętności zdają się jednak dość niską ceną za możliwość zrobienia czegoś twórczego, niszowego, a przede wszystkim zachwycającego swą oryginalnością. To także świetna odskocznia od nieraz bezmyślnego tworzenia tysięcy zdjęć techniką cyfrową. – Solarigrafia to ciekawe, niepowtarzalne kadry z miejsc, które na co dzień wydają się nijakie, nieciekawe, obyte, a na solarce ukazują się z zupełnie innej perspektywy, nabierają nowego wyglądu – opowiada tercet fotograficzny „Solarigrafia Dębica”. I jak dodają jego członkowie: – Zawsze są pewne oczekiwania względem tego, co wyjdzie z puszki, a i tak z reguły efekt jest lepszy od zamierzonego.


[i]   http://warszawa.naszemiasto.pl/artykul/86249,legnica-camera-jak-bomba,id,t.html

zaprezentowane fotografie Mateusza Mazura zostały wykonane na półrocznym naświetlaniu.