Z nocnego stolika #11

fot. Agnieszka Młynarczyk

fot. Agnieszka Młynarczyk

Literatura zatrzymuje. Zachowuje to, co bezpowrotnie znika i odchodzi w niebyt. Nie zawsze to przełomowe momenty, wyjątkowe zdarzenia, niezapomniane przeżycia. Czasem to zwykłe gesty, spojrzenia, chwile, doceniane dopiero z perspektywy czasu. Po wielu latach w życiu okruchy te stają się cennymi wspomnieniami, w literaturze – świadectwem przeszłości. Tym razem zabieramy Was w podróż powrotną do czasów dzieciństwa, na wędrówkę po miejscu, którego nie ma, na przechadzkę po prowincjonalnych ścieżkach wiktoriańskiej Anglii oraz na trudną ścieżkę w głąb pękniętej rzeczywistości.

Orwo. Antologia | 2011 

Powrót do czasów dzieciństwa – jak bardzo wyeksploatowany to motyw w literaturze! A jednak twórcom antologii „Orwo” udało się tchnąć w niego nieco życia. Dwunastka świetnych polskich pisarzy (m. in. Justyna Bargielska, Inga Iwasiów, Adam Wiedemann, Janusz Rudnicki) razem z dwunastką najlepszych ilustratorów stworzyła książkę, która idzie z duchem czasu i samą siebie nazywa linkiem, którego nie kliknąłeś od lat.

Autorzy wzięli na warsztat ulubione bajki z dzieciństwa i opowiedzieli ich własną wersję. Jednak niech nie zwiedzie czytelnika fakt, że w bibliotecec antologię można znaleźć na półce tuż obok „Dzieci z Bullerbyn” czy „Przygód Franklina” – nie najmłodsi, ale starsi czytelnicy powinni sięgnąć po „Orwo”.

Kamila Buszka

Charlotte Brontë: Dziwne losy Jane Eyre | 1847

Powieść najstarszej z sióstr Brontë doczekała się licznych reinterpretacji, z których najwnikliwsze przeprowadziły badaczki spod znaku feminizmu. W niewielkim jednak stopniu świadczy to o tym, że „Dziwne losy Jane Eyre” stanowią wdzięczny i bogaty materiał badawczy. Przyczynę szczególnego zainteresowania dziełem Charlotte Brontë dostrzegam przede wszystkim w niezwykłej sile oddziaływania tej wiktoriańskiej powieści, która nie słabnie mimo upływu ponad 150 lat od jej powstania i rozkwitu wszelkiej maści -izmów – zarówno na gruncie badań, jak i samej literatury. Można zwrócić uwagę na wskazane podczas dogłębnych analiz opozycje binarne widoczne w postaciach Jane Eyre i Berty Mason, przywołać teorię écriture féminine albo wykorzystać aparat, jaki daje postkolonializm. Można… Ale tym, co wysuwa się podczas lektury na plan pierwszy, jest ogromna przyjemność, jakiej dostarcza zanurzenie się w mroczną atmosferę powieści, ponure realia epoki wiktoriańskiej, umysł i serce niezwykłej głównej bohaterki i w jej doprawdy przedziwne losy.

Hanna Colik

Justyna Bargielska: Obsoletki | 2010

„Obsoletki”, to bez wątpienia lektura poruszająca tematy trudne, które stojąc na marginesie kultury masowej zaprzeczają możliwości wpisania się w to, co popularne, powszechne, a zarazem nowe. Kim lub czym są zatem tytułowe „Obsoletki”? Tytuł można rozumieć trojako. Po pierwsze są to dzieci, które zmarły przed momentem urodzenia, po drugie ich matki, które muszą uporać się z poczuciem nieodwracalnej straty i porażki. W ostatnim ujęciu „Obsoletki”, to nazwa dla krótkich opowiadań, w których Justyna Bargielska umieściła swoje tragiczne bohaterki. Czy warto przeczytać? Warto, jednak lektura nie powinna być automatyczna, szybka i pozbawiona refleksji, gdyż problemy, które autorka porusza, bez wątpienia istnieją, choć często przemilczane. A to wystarczający powód, by pomyśleć i przemyśleć temat, zapisując go w swojej świadomości.

Anna Muschiol

Filip Springer: Miedzianka. Historia znikania | 2011

Najpierw obserwujemy rozwój. Rozkwit. Zachwycamy się. Kibicujemy. Pięknieje w oczach, a my jesteśmy oczarowani, wierzymy, że przed nią świetlana przyszłość. Ale nagle przychodzi wojna. Coś zmienia, nieodwracalnie, choć z początku wydaje się niemal niezauważalna. Nie sposób jednak tego zatrzymać: rzeczywistość rozpada się, nowe wypiera stare. A ona już nigdy nie będzie taka sama. Szarzeje, traci siły, zapada się. Aż wreszcie znika całkowicie. Pozostają po niej jedynie nieliczne wspomnienia.

Miedzianka.

Miasteczko, którego nie ma. A jednak istnieje – w umysłach wielu osób – dlatego właśnie, że Filip Springer pewnego dnia postanowił, niczym archeolog, odtworzyć jego kształt, piękno, historię – wszystko. Opowiedział nieskończenie smutną historię miejsca, które udało się zetrzeć z mapy z Dolnego Śląska, ale którego nie udało się wykorzenić ze świadomości jego mieszkańców.

I ocalił Miedziankę: od zapomnienia.

Bernadeta Prandzioch