Poczytaj mi mamo, czyli jak długo będzie nas jeszcze bawić słowo „Sosnowiec”

Spektakl „Piąta strona świata” zapowiadany był jako adaptacja książki Kazimierza Kutza o tym samym tytule. Reżyser spektaklu Robert Talarczyk zapomniał jednak, co właściwie słowo adaptacja oznacza. Niekoniecznie jest ono synonimem recytacji z pamięci fragmentów powieści na scenie, co niestety miało miejsce w Teatrze Śląskim.

Na pustą scenę wszedł mężczyzna, który godał przez 2 godziny o historii swojego życia: zaczynając od dziadka biorącego udział w powstaniach śląskich, przez II wojnę światową, aż do czasów PRL-owskich. Opowiadał on o losach człowieka zamieszkującego wyjątkowo niespokojne terytorium, w którym wielka i nieubłagana historia daje co chwilę znać o swoim istnieniu: przesuwając granice, mieszając narody, zmuszając do emigracji i powrotów. Na tej ziemi rozgrywa się przygoda dwóch przyjaciół narratora: lekarza z ambicjami i nieśmiałego poety-amatora, których drogi niespodziewanie prowadzą w tym samym kierunku.

Wraz z rozwojem akcji na pustej początkowo scenie wyświetlane są czarno-białe animacje oparte na konturach obrazów śląskiego malarza Teofila Ociepki. Spektakl podzielony jest na serię scen, w czasie których dekoracje są wnoszone lub wysuwane. Cały świat stwarzany jest w pustce na magiczną komendę narratora, którego wspomnienia przywracają dawno zgasłą rzeczywistość. Gra aktorów podkreśla sztuczność sytuacji. Wydarzenia nie rozgrywają się naprawdę, są schematem żyjącym w głowie opowiadającego. Stale od nowa stwarzana scenografia przypomina mechanizm odtwarzania przeszłości.

Konwencja wspomnienia, umieszczenia akcji w głowie narratora motywuje schematyczność postaci. Bo skoro na scenie pojawia się murzynka, wygląda ona tak, jak może wyglądać wyobrażenie murzynki chłopaka ze Śląska, który nigdy zbyt daleko nie wyjeżdżał. Skoro gestapowiec, to ubrany w czarny płaszcz, kapelusz i utykający brat bliźniak Herr Flicka z popularnego brytyjskiego serialu „Allo, Allo!”. Zatrzymywanie akcji spektaklu na charakterystycznych utrwalonych w tradycji obrazach pokazuje, że pamiętamy tak naprawdę schematy, pojedyncze ujęcia powoli składające się w historie.

Silna plastyczność spektaklu rzuca się w oczy. Trochę w tym nawiązań do jednego z najpopularniejszych filmów śląskich – „Angelusa” Lecha Majewskiego, który budował sceny na kształt obrazów grupy janowskiej. Trochę blichtru i świecidełek. Raz po raz coś wysuwa się z podłogi, chyba jedynie po to, by pokazać, że może. Bo skoro mamy u siebie takie cudo techniki, to wykorzystajmy je jak najczęściej, zdają się myśleć twórcy spektaklu.

Wydaje mi się, że głównym problemem  „Piątej strony świata” jest to, że właściwie spektaklem nie jest. Nazwałabym to raczej miłym wieczorkiem literackim z kilkoma slajdami wspomnień i zręcznymi pomysłami na to, jak go wzbogacić. Po czasie opowieść zaczyna nużyć, a używanie słowa „Sosnowiec” jako najzabawniejszego słowa świata nie bawi. Spektakl wpisuje się w popularny ostatnimi czasy nurt sztuki regionalnej. Zastanawiam się jednak, czy jej lokalność nie powinna raczej opierać się na osadzeniu w lokalnych wątkach, a nie ograniczeniu jej widowni do miejscowej społeczności. W czasie pokazu spektaklu „Korzeniec” na festiwalu teatralnym Boska Komedia jurorzy z Japonii i Argentyny nie mieli żadnych kłopotów z odczytaniem jego znaczeń. Jak by było w wypadku „Piątej strony świata”? Czy Japończyk również roześmiałby się ze słowa „Sosnowiec”?

Spektakl do najgorszych nie należał. Wiele środków konsekwentnie pokazywało świat zniekształcony wspomnieniami. Jednak moim zdaniem największym błędem reżysera był pomysł leżący u podstaw tej realizacji, czyli wprowadzenie osoby wspominającej. Bo niestety jej opowieść stała się dla mnie bajką na dobranoc, wyczytaną w książce pana Kutza.

Piąta Strona Świata – Teatr Śląski (trailer) from siałababamak on Vimeo.

—-

„Piąta strona świata” Teatr Śląski | premiera luty 2013

Adaptacja i reżyseria: Robert Talarczyk
Scenografia, kostiumy, rysunki: Ewa Satalecka
Muzyka: Przemysław Sokół
Ruch sceniczny: Katarzyna Kostrzewa
Współpraca dramaturgiczna: Irena Świtalska
Asystent reżysera: Zbigniew Wróbel
Kompozycja i realizacja światła: Maria Machowska
Animacje: Zuzanna Szyszak

obsada:
Dariusz Chojnacki Bohater
Artur Święs Lucjan
Bartłomiej Błaszczyński Alojz, Alter ego Dziadka Wawrzka
Andrzej Dopierała Ojciec
Barbara Lubos Matka
Ewa Leśniak Marianna
Grażyna Bułka (gościnnnie) Chrobokowa
Bernard Krawczyk Dziadek Wawrzek
Alina Chechelska Babka Halźbieta
Marcin Szaforz Heniek Basista, Karlik
Agnieszka Radzikowska Adela
Katarzyna Kowalczuk Izabela Czornynoga, Ema, Śpiewająca kobieta
Ewa Kutynia Rebeka, Babka Jorga, Śpiewająca kobieta, Matka na dworcu, Alicja
Anna Kadulska Matka Buli, Matka Jorga, Śpiewająca kobieta, Matka na dworcu, Matka Alicji, Truda – żona Karlika, Sąsiadka na Weselu
Andrzej Warcaba Albin Lompa, Suchanek, Bauer Grundman, Żyd w pociągu. dr Hawranek
Adam Kopciuszewski (gościnnnie) Żyd na targu, Ksiądz Dziędziela, Ojciec Buli, Bauer, dyrygent Oficer, Chrobok
Wiesław Kupczak Powstaniec, Wallotek, Frydek Orendorz, Bauer, Sąsiad na weselu, Pacjent,
Zbigniew Wróbel Powstaniec, Tildeman, Ojciec Jorga, Bauer, Majster, Ksiądz na ślubie Lucjana
Jerzy Kuczera Żyd na targu, Lebel, Dziadek Jorga, Organista Koperniok
Michał Piotrowski (Studium Aktorskie) Niemiecki chłopiec, Alter-ego Tildemana, Jorg, Chłopak zesłany na roboty, Pacjent Grzegorz
Lamik (Studium Aktorskie) Rufus, Bula, Zawiadowca, Hubert, Chłopak zesłany na roboty, Pacjent
Marek Rachoń Żyd z Sosnowca, Ksiądz przyjaciel Alojza
Marek Andrysek (gościnnnie) Zygmunt Pniok – Akordeonista
oraz
Sebastian Krysiak
Sylwester Pozłótko
Jerzy Śpiewakowski
(statyści z zespołu technicznego)