Pasja i konsekwencja. XXI Festiwal Ars Cameralis w Rondzie Sztuki – Odsłona I

Maria Jarema tu jest!

Krakowski poranek. Szczupła brunetka o urodzie chłopczycy pochyla się nad papierem w pracowni na ulicy Lea. Maluje zawsze na podłodze i tylko z rana, bo wtedy jest dobre światło. Ma krótko przystrzyżone włosy, które odgarnia za ucho, nosi spodnie (rzecz wówczas niesłychana). Przerywa  pracę i z nieco chłodną manierą zwraca się do stojącej w drzwiach młodej recenzentki, studentki historii sztuki, która właśnie przyniosła im (jej i Kornelowi) świeże bułki na śniadanie: Chyba nie będziemy sobie mówić per ty? Marysia jestem! I wyciąga rękę na powitanie.

Powojnie. Żelazna kurtyna izoluje Polskę od Europy. Socjalizm nie daje artystom nadziei na zmianę, nikt się tu jednak nie poddaje. Kapitulacja wiązałaby się z zanegowaniem siebie a straszniejsze od tego może być już tylko nieistnienie. Kilka dni temu zorganizowano wernisaż „Wystawa Sztuki Nowoczesnej” w Krakowie. To wydarzenie wstrząsnęło miastem. Motywy wystawy od razu wydały się partii zamachem na system, nikt nie poddawał dzieł analizie, ekspozycję zamknięto, na artystów nałożono ekskomunikę. Cała Grupa Krakowska spotkała się z reperkusjami. Tadeusz Kantor został wydalony z uczelni, a na pozostałych buntowników nałożono zakaz uczestnictwa w wystawach, co oczywiście przełożyło się na sprzedaż obrazów. W wyniku tego sytuacja ekonomiczna Grupy Krakowskiej była dramatyczna i przez długi okres jej członkowie realizowali mit o przymierających głodem artystach.

Maria Jarema odbija monotypię. Patrzy niepewnie na malowidło, do samego końca nie wie, co zobaczy na ilustracji. Kornel dobija się do drzwi z pytaniem o śniadanie: No i gdzie te bułki? W tamtych czasach młody gość przynosząc prowiant dosłownie ratował im życie. Jeszcze chwilkę – odpowiada Maria i zbliża papier do okna. Monotypia jest jedną wielką niewiadomą, artysta kieruje procesem twórczym poprzez nałożenie odpowiedniej grubości farby, ale efekt końcowy i tak nie jest do przewidzenia, a przecież można zrobić tylko jedną, jedyną odbitkę. To wymagająca praca, ale Jarema nie unika trudności, jeżeli ma dwie drogi, zawsze wybierze tę pod górkę. Nawet w ramach wolnego czasu projektuje stroje dla teatru Kantora Cricot II i sporadycznie występuje w jego spektaklach, bo to teatr jest jej drugim domem i źródłem inspiracji, podobnie jak rzeźba, od której przecież zaczynała i dzięki której zapadła w pamięć profesorowi Xaweremu Dunikowskiemu. Rzeźbę wymieniła na malarstwo dopiero po drugiej wojnie światowej, to właśnie malarstwo miało być już zawsze jej towarzyszem.

Jaka była Jaremianka?

Ekscentryczna, bezpośrednia, odważna, bezkompromisowa, piekielnie zdolna, bystra i nieprzewidywalna…

Co nosiła?

Wszystko, co nie przeszkadza i nie krępuje.

Co jadała?

Przeważnie placki ziemniaczane. Kornel Filipowicz pisał w swoich notatkach: Jak długo można jeść na obiad, dzień po dniu, placki ziemniaczane? Rok? Dwa? Nawet jeśli się placki ziemniaczane lubi. Ale Maria nic innego na obiad nie jadała. Tarła ziemniaki w wielkiej misce, potem smażyła je na oleju rzepakowym, który w tamtych czasach nie odznaczał się zbyt wysoką jakością, często bywał mocno przedatowany i nadawał plackom smaku przypalonego pokostu.

Teraz biały kruk awangardy rozłożył skrzydła nad Katowicami. Tytułową pasję ilustruje każda kreska na płótnie, każdy dotyk odciśnięty w gipsie. Ruch, naprężenie, dynamika i usilne zmaganie z oporną materią, by nieuchwytne petryfikować w tworzywo.

Łapała motyle. Nie, nie! To one przylatywały do niej, zapewne myślały, że jest egzotycznym kwiatem.

Obrazy Jaremianki przypominają żonglera, który najbardziej zadziwiające i ekwilibrystyczne konfiguracje wykonuje z ujmującym uśmiechem. Przedmioty zatracają swój ziemski wygląd, dematerializują się, stają się kształtami w ciągłym, zmieniającym się ruchu. Uzyskujemy w końcu jego czyste wrażenie. Pod powierzchnią tej silnie unerwionej wrażliwości kryją się trafność dowcipu, te wyczuwalne co pewien czas warstwy głębsze – dno obrazu, gdzie pulsują niepokojące pytania, gdzie przepływa czas, przestrzeń i życie ludzkie – wspominał Tadeusz Kantor.

Jaremianka tu jest, słowo! Jest między „Postaciami”, jest jedną z „Głów”, jest koniem na biegunach, modelką w stroju o nogawkach w różnym fasonie i odcieniu. Jej obecności dowodzi niewielka, pamiątkowa gablota i  zdjęcia w niej – Maria w klasie po prawej stronie profesora X. Dunikowskiego, Maria na świadectwie dojrzałości (z jednym dobrym z historii) i na pastelowym portreciku (autorstwa Erny Rosenstein), a także na drewnianym koniu na biegunach. Maria Jarema tu jest!

Załącznik: od 6 min wystawa Jaremianki w Krzysztoforach w 1962 r.

Wystawa „Jaremianka: Pasja i konsekwencja” w Rondzie Sztuki została zorganizowana w ramach XXI Ars Cameralis. Pierwszą część wystawy można oglądać do 17 lutego.