Na zawsze Laurence

Na zawsze LaurenceNie przeżył jeszcze ćwierćwiecza, a wyreżyserował już trzy filmy – każdy z nich gościł na największych festiwalach na świecie, z Cannes na czele. Nazwijmy Xaviera Dolana złotym dzieckiem współczesnej kinematografii, nazwijmy go pretensjonalnym bachorem, robiącym filmy wydmuszki dla hipsterów – nieważne: chyba nikt z obecnie tworzących reżyserów nie może pochwalić się takimi osiągnięciami w tak młodym wieku. 

Paweł Świerczek: (…) Ale może już pora przestać postrzegać Dolana przez pryzmat jego metryki? Najnowszy „Na zawsze Laurence” jest wszak dziełem zdecydowanie dojrzalszym niż „Zabiłem moją matkę” i „Wyśnione miłości”. Przynajmniej na poziomie poruszanego tematu.

Natalia Kaniak: Akurat za dobór tematu i zdecydowanie się na próbę opowiedzenia tak poważnej historii dałabym po łapach. „Na zawsze Laurence” jest jak fryzura Dolana – wymaga cięcia.

Na zawsze Laurence

Patrycja Mucha: Próba zmierzenia się z tym tematem sprawia, że on sam zanika. Zostaje za to pretensjonalna opowieść o miłości ze wzlotami i upadkami. Taka, jakich wiele. Co nie zmienia faktu, że sam sposób opowiadania robi wrażenie – zdjęcia są imponujące.

P.Ś.:  Z tego, co mówicie, wynika, że najnowszy film Dolana jest jednym z tych, o których mówi się, że ma „ładne zdjęcia” i „fajną muzykę”, bo innych pozytywów odnaleźć nie można. Ja się z tym nie zgodzę. Dolanowi udała się pewna sztuka: pokazał historię miłosną dwójki ludzi. Nie kobiety i mężczyzny, nie kobiety i transgenderowej kobiety, a człowieka i człowieka. A takich historii wbrew pozorom nie jest zbyt wiele. Film zręcznie wymyka się genderowym binaryzmom, a tożsamość Laurence(‚a) pozbawiona jest stygmatyzacji. Reżyser unieważnia w swojej opowieści podziały płciowe i za to przede wszystkim należą mu się brawa. Nie za piękną stronę wizualną i świetnie dobraną muzykę –  to dla Dolana przecież standard.

Na zawsze Laurence

P.M.: Zgodzę się z filozofią miłości ludzkiej ponad podziałami. Zgodzę się z unieważnianiem stereotypów dotyczących płci. Wydaje mi się jednak, że po prostu Dolanowski styl góruje nad historią. Dlaczego film trwa prawie 3 godziny, jeśli zdarzają się w nim momenty, w których nic ważnego dla historii się nie dzieje? Pozostaje nam wtedy podziwiać obraz i muzykę. Według mnie film zyskałby, gdyby trochę go „zagęścić”.

N.K.: A ja zgodzę się z miłością ponad podziałami, ale tylko w ramach przybranej konwencji i obranej filmowej sztuczności. Problem polega na tym, że i ona się sypie. Wszystkiego w „Na zawsze Laurence” jest za dużo i nie jest to udany nadmiar, który w „Wyśnionych miłościach” był doskonałą strategią. Mam wrażenie, że widziałam szkic arcydzieła. Ale bardzo niedopracowany.Na zawsze Laurence

P.Ś.:  „Szkicowość” to słowo, które dobrze określa ten film. Ale mnie ten „brudnopis” nawet się podoba. Fakt, jest to najsłabszy z filmów Dolana, jednak wpisuje się w jego niewielki dorobek i jest krokiem naprzód. Może w nie najlepszym kierunku, ale całkiem śmiałym, interesującym i pozytywnie rokującym na przyszłość.

P.M.:  Dobrze, że Dolan eksperymentuje. Jest młody, ma dużo odwagi i przez takie działania ukształtuje swój styl, który już widzimy, ale nie jest jeszcze do końca sprecyzowany. „Na zawsze Laurence” nie jest filmem zupełnie nieudanym. Jest po prostu filmem, po którym już wiemy, co bardzo odpowiada nam w filmach Dolanowych, a co mniej. Ważne jest, że ten młody twórca tak wcześnie zbiera doświadczenia. Potencjał ma spory, więc oby tak dalej. Byleby tylko nie ograniczał się do jednej tematyki, bo w pewnym momencie widzom mogą się przejeść problemy związane z gender i homoseksualizmem.

Na zawsze Laurence

P.Ś.: Ależ, ależ! Dolan nie porusza jednej tematyki: pierwszy film był o dorastaniu i problemach z matką, drugi o zakochaniu, trzeci o dojrzewającej/dojrzałej miłości. A to, że jego bohaterowie są nieheteronormatywni, to zupełnie inna sprawa. Zresztą, moim zdaniem, mało istotna (czy też: przewrotnie istotna) w jego filmach. Orientacja czy tożsamość seksualna nigdy nie jest dla bohaterów Dolana głównym problemem. Nawet w „Na zawsze Laurence”.

N.K.: Chcesz mi powiedzieć, że miłość między bohaterami „Na zawsze Laurence” jest w jakikolwiek sposób dojrzała? Miałam wrażenie, że mam do czynienia z nastolatkami w ciele trzydziestolatków. Zupełnie jakby zostali wbici w dorosłość 5 minut temu. Ale zrzucam to na karb dialogów pisanych przez samego Dolana.

Na zawsze Laurence

P.M.: Niech będzie w takim razie, że dobrze by było, aby bohaterowie filmów Dolana nie byli charakteryzowani przez grupę tych samych cech. Chociaż nie twierdzę, że tak jest – w końcu zrealizował dopiero 3 filmy. A jeśli chodzi o dojrzewającą miłość, to zgodzę się Natalią – nie widzę dojrzałości w żadnej ze stron. Nie jest dojrzały ani Laurence, który wymaga zbyt wiele od swojej ukochanej, ani Fred, która nie potrafi stawić czoła problemom napotykanym na swojej drodze. Każdy z nich myśli tylko o sobie. Myślę, że ten film jest jednym z etapów rozwoju stylu Dolana, krokiem w stronę poważniejszych tematów, historii bardziej na serio i bohaterów o pogłębionej charakterystyce psychiki, bohaterów już nie młodych i porywczych, a dojrzałych i ukształtowanych. Zobaczymy, co pokaże następnym filmem, i przekonamy się, czy najnowsze dzieło reżysera to faktycznie szkic i zapowiedź kierunku, w którym zmierza, czy to wyłącznie jednorazowa próba.