Miejsce, gdzie topi się koty

Nowa książka Masłowskiej Kochanie zabiłam nasze koty była powieścią gorąco wyczekiwaną przez setki, tysiące fanów pisarki, która za główny cel postawiła sobie opisywać własne zdziwienie światem, w którym przyszło jej żyć – Polską, gdzie ludzie, zawieszeni we własnych lękach i paranojach, wciąż na nowo odkrywają wszechobecność i totalność samotności.

Dzieło – oczami autora.

„Kochanie zabiłam nasze koty to wypadkowa, jak to zwykle bywa z powieściami, przejęcia losem ludzkości i różnych osobistych udręk. W ingrediencjach znajdą więc Państwo moje zmęczenie radioaktywnymi miastami i moje zmęczenie radioaktywną sobą. I moje urzeczenie morzem jako tworem w sposób doskonały i beztroski łączącym w sobie bezkres i ściek. Wreszcie – bezustanne zadziwienie kondycją duchową nowego człowieka. Człowieka wolnego, żyjącego poza takimi anachronicznymi, zaśmiardującymi molami kategoriami jak duchowość, religia, polityka, historia. Człowieka w związku z tym bezjęzykowego, człowieka którego mową ojczystą jest Google Translator.”

Oczami moimi – kto?

Powieść o dwóch kobietach: Joanne i Farah, które kompletnie do siebie nie pasują, nawet się chyba nie lubią, ale ochoczo trwonią razem czas w galeriach handlowych. Farah to ofiara kolorowych magazynów o modzie i urodzie – znerwicowana trzydziestolatka, obsesyjnie dbająca o figurę i higienę. Joanne wręcz przeciwnie – zdaje się, że nie myje rąk, gdy wraca z toalety, ale za to ma chłopaka. Ten może nie jest szczytem marzeń (a już na pewno nie marzeń Farah), ale to namacalny dowód na to, że Joanne nie jest sama. Obie bohaterki żyją w dziwnej komitywie, która rozpada się po rozpoczęciu związku przez jedną z nich.

Nie da się ich polubić – są sztuczne i przesadzone. Czytanie ich przemyśleń męczy i nuży – na co dzień mijamy na ulicy takich ludzi, które błądzą bez celu, a oczy mają szklane i puste. Wędrują w zastępach, na głowach mają czapki, nawet kiedy jest ciepło, w rękach kubki z kawą na wynos i obowiązkowo interesują się czymś, co jest trendy – wegetarianizmem albo uprawianiem jogi.

Oczami moimi – gdzie?

Rzecz nie dzieje się w Polsce (No ba! W kryzysie i kulturalnym upadku Ameryka nie ma sobie równych!). Rzeczywistość, którą opisuje Masłowska, to brudne przejścia na stacjach metra, ulice pełne obcych sobie ludzi, środowisko offowych wystaw, gdzie tak naprawdę galerie są tylko handlowe. Rozbudowane opisy przecinane są wstawkami o morzu, w którym pływają bohaterki. Pewnie metafora. Czego? Wolności? A może autorka lubi pływać, no przecież jej wolno.

Oczami moimi – jak?

Język Masłowskiej jest dość specyficzny (o ile może być specyficznym coś, co ma już miliony swoich kopii w innych tekstach) – z ochotą używa słów z rynsztoka, żeby „było bardziej naturalnie i przekonująco”, stroni od kropek w zdaniach, przez co zdezorientowany czytelnik zapomina o tym, co czytał na początku zdania. Masłowska wydaje się uwielbiać wszelkiego rodzaju nawiązania do innych tekstów, albo po prostu wydarzeń, które miały miejsce w przestrzeni kulturalnej. Sam tytuł w jakiś sposób jest wariacją na temat fragmentu wiersza Marcina Świetlickiego Świerszcze (Powiedziałem: znam takie miejsce, / gdzie przychodzą umierać koty).

To nie jest język nowy. To nie jest nawet język interesujący. Może gdyby ta książka wyszła w jakiś innym czasie, byłoby inaczej – na dzisiejszym czytelniku (mam taką nadzieję) byle co nie zrobi wrażenia.

Oczami cudzymi.

„Dorota Masłowska ma podstawową zaletę: umie opowiadać, niezależnie od innych zalet czy przywar pisarskiego rzemiosła”. Sławomir Mrożek

„Najśmieszniejsza powieść od czasu »Wszystko co chcielibyście wiedzieć o seksie, ale boicie się o to zapytać«”. – New York Thights

Dzieło – oczami moimi.

Umiejętność opowiadania? Chyba nie tutaj. Czytanie ciągnie się jak gumy, przylepione do podeszew butów bohaterów. Zabawna? Co jest zabawnego w opisie ludzi przegranych, których amoralność polega na braku dążenia do czegokolwiek?

Masłowska zawiodła mnie całkowicie. Byłam wściekła, kiedy skończyłam ją czytać. Po raz kolejny rozczarowała mnie dzisiejsza literatura – nie zostawiła mnie bez tchu i z milionem myśli, tylko z niesmakiem w oczach i palcach.

Można wiele wybaczyć, ale nie to, że coś jest po prostu nudne. Nawet recenzje o tej książce są nudne.

Wyżej wymieniona pozycja to, niestety, kolejna niespójna książka, która swoje niedopracowanie i mglistość przekazu może usprawiedliwiać jedynie tym, że powstała w epoce postmodernizmu, który wszystko wybacza – czy to brak przemyślanej kompozycji, czy też po prostu brak głębszego sensu.

D. Masłowska, Kochanie zabiłam nasze koty, Noir Sur Blanc, Warszawa  2012.

Nasza ocena: 2/5

Aleksandra Gepert