Biologiczna miłość

Kiedy kobieta czuje, że nadchodzi „ten czas”, wszystko wokół przestaje mieć znaczenie. Pragnienie dziecka, wzbudzone wszechogarniającym instynktem macierzyńskim, jest tak silne, że nie pozwala racjonalnie myśleć i prawidłowo funkcjonować w codziennym życiu. Zdesperowana sięga więc po wszelkie możliwe środki, które pomogą jej w osiągnięciu wymarzonego celu. Czy jednak jest świadoma konsekwencji swoich decyzji?

Odpowiedzi na to pytanie możemy szukać w intrygującej sztuce Mirko Stiebera, w reżyserii Karola Suszki Proszę… zrób mi dziecko, której premiera odbyła się (uwaga!) 4 grudnia 1999 roku. Dlaczego cieszy się niesłabnącym powodzeniem aż do dnia dzisiejszego?
Po pierwsze: dotyka problemu radykalnych feministek, które widzą w mężczyźnie doskonały „materiał na zapłodnienie”. Po drugie: możemy odnaleźć w ukazanych tu interakcjach, na podłożu kobieta-mężczyzna, cząstkę samych siebie i wzajemnego niezrozumienia płci.

Co łączy kryjącą się za wielkimi, masywnie zbudowanymi okularami, telefonistkę Marię o przezwisku „Grube Szkło” i zapijaczonego, utykającego kasjera dworcowego Antoniego? Właściwie nic, tylko (a może aż?) samotność. Sztuka określona została jako komedia, jednak cała jej aranżacja oparta jest na dramacie kobiety. Maria, nie widząc sensu życia, postanawia urodzić dziecko, aby „mieć coś swojego”. Wybór partnera pada na przypadkowo spotkanego, leżącego pod uliczną latarnią, wstawionego Antoniego. Możemy przypuszczać, że nagły impuls jest tylko czysto teoretyczną, chwilową zachcianką nieco zwichrowanej starszej pani. Gdy jednak oglądamy dalsze sceny, jesteśmy już niemal pewni, że czyny tych dwojga prowadzą do zamierzonego skutku – spłodzenia dziecka.

"Proszę, zrób mi dziecko"

Wydaje się to dość odrzucające i niemoralne. Dlaczego nowe życie ma się zrównać z upragnionym przedmiotem, takim jak samochód, nowy telewizor czy laptop? Maria wszystko doskonale zaplanowała – z wyrachowaniem opowiada Antoniemu o wzroście, wadze, płci dziecka, a nawet jego przyszłych osiągnięciach. Początkowo zaszczuty jej obecnością i nieco skołowany szalonym pomysłem mężczyzna, stopniowo zaczyna dostrzegać pozytywne aspekty „tego, co będą robić”. Obserwujemy ich nieporadne, łóżkowe poczynania, śmiejąc się po cichu i delikatnie współczując.

Instynkt macierzyński jest chyba najsilniejszą siłą świata.
(
Richard Paul Evans, Podarunek)

Mając na względzie temat przedstawienia i mocno zaakcentowany, dość obcesowy, bezpruderyjny tytuł, na próżno będziemy tu poszukiwać niesmacznych żartów czy obraźliwych, słownych zaczepek. Całość jest doskonale skomponowana, a poszczególne kwestie zawsze dzieli ta sama melodia. Prosty język bohaterów pozwala nam idealnie wpasować sztukę w obraz codziennych wydarzeń i, przeważnie trudnych, relacji damsko-męskich. Nagminnie używana przez aktorów forma grzecznościowa „Pan/Pani” mocno zaznacza fakt, że są to obcy sobie ludzie, nie mający żadnej wspólnej przeszłości, ani też pewnej przyszłości. Sam bohater, Antoni, skłonny do refleksji i rozważań filozoficznych, mówi: „określenie czegoś to przejście z bytu do świadomości”. Obserwując spektakl ma się wrażenie, że niewiarygodne perypetie dwojga ludzi wikłane są właśnie w ich pełnej świadomości.

"Proszę, zrób mi dziecko"

Bo choć jesteśmy różne, mamy odmienne usposobienia, marzenia, nawyki, to jedną rzecz posiadamy wspólną – kobiecą psychikę. Pogodzenie się z jej istnieniem może budować mury, tworzyć feministyczne manifesty i fanatyczne mowy, jednak jednocześnie buduje naszą odmienność względem mężczyzn i daje na nią przyzwolenie. Instynkt macierzyński, tak mocno zaakcentowany w osobowości Marii, jest wspaniałym przymiotem, charakterystycznym dla naszej płci. Jednak nawet my, kobiety, dzielące z Marią (przynajmniej statystycznie) silną potrzebę posiadania potomka, czy jesteśmy w stanie wybaczyć jej irracjonalne, macierzyńskie zapędy, których źródłem jest chęć posiadania?

Konsekwentnie wyodrębniona różnica między „naszym światem” (kobiet)
a „ich światem” (mężczyzn) jest niezwykłym dialogiem obyczajowym, kreującym rzeczywistość współczesnego świata, w którym jednak brakuje głębszych uczuć. Choć w recenzowanej sztuce te emocje pojawią się od końca i na opak, Stieber uzyskuje w ten sposób niezwykle sugestywny efekt – w każdej chwili, w dowolnym momencie, miłość między dwojgiem ludzi może się narodzić. Wystarczy spróbować.

Biologiczna miłość to związek nierozerwalny – człowiek jest jednością duszy i ciała, a nasze pierwotne instynkty bardzo mocno wpływają na uczucia, często całkowicie odmieniając nasze dotychczasowe życie.

 

Tytuł: Proszę…zrób mi dziecko
Gatunek: Komedia
Premiera:  04.12.1999 r.
Autor: Mirko Stieber
Przekład:  Karol Suszka
Reżyser:  Karol Suszka
Obsada:  Guzińska Barbara jako Maria Vrchlicka, Czapla Kazimierz jako Antoni Błaha
Scenografia:  Karol Suszka