Ellie Goulding – „Halcyon”

Elena Jane Goulding, młoda, piękna
i niezwykle utalentowana Brytyjka, podbija właśnie listy przebojów, trafiając prosto w serca tysięcy fanów swoim nowym wydawnictwem „Halcyon”. Jakie odczucia podaruje nam drugi w jej karierze krążek? Istotna wskazówka: „halcyon” to
z języka angielskiego „błogi”.

Ścieżka kariery pani Goulding nie należy do gatunku powolnych, ciągnących się w nieskończoność zmagań z wytwórniami i trudnym rynkiem muzycznym. Ellie od najmłodszych lat obcowała z klarnetem i gitarą. Z czasem rozwinęła w sobie zdolności wokalne, po drodze zaliczając również romans z teatrem. Po dwóch latach nauki na uniwersytecie w Kent postanowiła wyłożyć karty na stół: kolaborując z panami odpowiedzialnymi za projekty Starsmith oraz Frankmusik, stworzyła doskonałe popowe produkcje, ostatecznie decydując się na przyszłość jednoznacznie zespoloną z muzyką. Dalszy ciąg historii jest już bardziej przewidywalny. Kontrakt z Polydor Records, doskonale przyjęty wydany w 2010 roku krążek „Lights”, nagroda BBC Sound of 2010, podarowana od krytyków BRIT Award, trasa koncertowa podbijająca Amerykę.

Debiutancki krążek „Lights” określiłbym mianem dość jednostajnego, powtarzalnego disco-popowego wydania (z naciskiem na „disco”). Choć znajdziemy tam sporo utworów nadających się idealnie na każdy błyskający parkiet, w głosie wokalistki dawało się odczuć swoistą niepewność, brak niezbędnego do uzyskania artystycznej pełni przełamania. Wszelkie wątpliwości rozwiewa omawiany „Halcyon”. Ellie rezygnuje z nużących, lukrowanych beatów, zmierzając raczej w stronę ciągle przebojowych, lecz już znacznie bardziej przemyślanych, bogatych popowo-balladowych produkcji.

14 kompozycji składa się na bardzo zróżnicowany muzyczny kontrast. Pierwsza część krążka emanuje zdecydowanym, tanecznym klimatem, nie pozbawionym jednak artystycznej głębi. Chwała producentom, chwała wokalistce. „Don’t Say a Word” uwiedzie nas nawoływaniem syreny, zatracającej się w porywającej, mistycznej elektronice. „My Blood” pokrzepi, pomoże odzyskać spokój, nadzieję i wiarę. O wszystko zadba krystalicznie czysty, ewidentnie rozśpiewany, pop-soulowy wokal Ellie. Singiel „Anything Could Happen” z radosną, nieco zaczepną i zadziorną wymową dosłownie wyrzuci nas z domu, zapraszając do ubóstwianego przez panią Goulding wspólnego biegu w maratonie.

Szukając wzorcowego refrenu natkniemy się na „Figure 8”. Ten murowany przebój parkietów całej Europy został zapewne sklecony przez wybitnego beatowego budowlańca-złotą rączkę. Do pierwszej części, nasuwającej skojarzenia z „Lights”, zaliczyć należy również utwór „Hanging On”, w pierwotnej wersji zaśpiewany wraz z angielskim raperem Tinie Tempah. Na szczęście jednak, z całym szacunkiem dla twórczości tego pana, na krążku nie umieszczono jego wokalnego wkładu. Wspomniany utwór jest coverem uwielbianego przeze mnie artysty, ukrywającego się pod pseudonimem Active Child. Muszę przyznać, że w starciu z oryginałem Ellie ponosi porażkę, jednak ostateczną ocenę pozostawiam słuchaczom.

Druga część krążka zaprasza nas na jesienny spacer, który przez większą część czasu odbędziemy w towarzystwie ballad czy też hymnów, jak określiła je sama wokalistka. Obcujemy tutaj z muzyką bardzo orkiestrową, nastrojową, miejscami niestety zanadto patetyczną. Utwory „Joy”, „Explosions”, „I Know You Care” czy „Dead in the Water” da się w zasadzie sprowadzić do wspólnego mianownika: są to piosenki idealnie nadające się na soundtrack do romantycznego filmu o niezniszczalnych bohaterach, robotach czy innej maści wampirach, tworach i stworach. To produkcje jak najbardziej udane, świetnie zaśpiewane i wyprodukowane, mam jednak wrażenie, że brakuje im autentyczności.

Gdzie się podziały dreszcze z części pierwszej? Honor części numer dwa ratuje podbijający nasze (i nie tylko nasze) listy przebojów utwór „Lights”. Fenomenalna elektronika i jedyne w swoim rodzaju, chwytające za serce zaśpiewy Goulding łagodzą nabytą niedawno antyballadową przypadłość. Któż nie wzruszy się do głębi wsłuchując się w „And I’m not sleeping now, the dark is too hard to beat and I’m not keeping now, the strength I need to push me”?

Na „Halcyon” Ellie Goudling odsłania zdecydowanie popowe oblicze brytyjskiej sceny muzycznej. Mimo że dla wielu ludzi może być ono nieprzychylne, jestem przekonany, że piękny, oryginalny i od stóp do głów przepełniony potężnymi emocjami głos tej młodej wokalistki zaskoczy niejednego słuchacza. Brytyjka w ciągu zaledwie kilku lat zdołała pociągnąć za sobą tłumy fanów, a setki zarejestrowanych na żywo nagrań dostępnych w sieci potwierdzają jej klasę. Zapewniam, że na Adele świat się nie kończy.

Ocena Reflektora (1-5):