Rozświetlenie: Chłopak z puszką, czyli camera obscura, akcja!

W okolicy można spotkać go z metalową puszką w ręku. Mówi, że piękno odnajduje w rzeczywistości i poszukuje prawdy. Część tego, co odnalazł, wystawi 22.11.2012 w Galerii Szyb Wilson. Z dwudziestoletnim Kamilem Myszkowskim rozmawiała Daria Czajka.

Daria Czajka: Twoja miłość do fotografii jest główną przyczyną naszej rozmowy. Zajmujesz się fotografią otworkową. Dlaczego wybrałeś właśnie tę technikę?

Kamil Myszkowski: Fotografia otworkowa jest dla mnie idealną formą wyrażania siebie. Dzięki tej technice mogę pokazać świat bardziej prawdziwy – taki, jakim ja go widzę. Ta wizja jest często szalona, ale dla mnie bardziej osobista. Fotografia otworkowa jest doskonałą odskocznią od masowej fotografii.

Czy są w tej dziedzinie jacyś „wielcy”, którzy są twoją inspiracją?

Przeglądam ogromne ilości fotografii otworkowych umieszczonych w sieci lub podczas wystaw, jednak nie mam żadnego guru, którym mógłbym się inspirować. Zawsze podkreślam że, fotografia otworkowa ma w sobie dużo z przypadku, a najlepsze zdjęcia wychodzą, kiedy się ich nie planuje. Inspiruję się raczej zastaną sytuacją lub tym, co spotkam gdzieś po drodze.

No właśnie, jakie drogi wybierasz, kiedy udajesz się fotografować?

Nie wybieram żadnych konkretnych dróg i raczej staram się nie organizować fotograficznych podróży. Zazwyczaj mam przy sobie chociaż jedną puszkę i zapas papieru fotograficznego, którego mogę użyć, gdy zdarzy się dogodna okazja. Fotografuję tam, gdzie akurat się znajduję.

Co najczęściej przykuwa twoją uwagę – przypadkowa osoba spotkana na ulicy, jakiś budynek, może przedmiot?

Temat moich prac jest bardzo różnorodny. Często to, czy jakiś kadr zostanie przeze mnie uchwycony, zależy od mojego nastroju lub dosłownie od pogody. Czasem faktycznie przypadkowa osoba lub jakiś widok mogą mnie zainspirować. Nieraz zdarza się, że kilkukrotnie przechodzę przez to samo miejsce, jednak dopiero po jakimś czasie decyduję się wyciągnąć puszkę. Robię zdjęcie tylko wtedy, gdy coś wyda mi się wystarczająco atrakcyjne.

Czy pracując z fotografią otworkową, czujesz czasem, że efekt ostateczny nie odpowiada obrazom, które chciałeś przekazać? Wspomniałeś o „prawdziwości fotografii”. Czym jest ona dla ciebie?

Fotografia otworkowa jest tak nieprzewidywalna, że oczywiste dla mnie jest zdziwienie ostatecznym obrazem. Czasami spotyka mnie taka myśl, że jakieś zdjęcie mógłbym wykonać lepiej, ale to jest całkowicie normalne. W takim przypadku, o ile mam taką możliwość, nie boję się ponownie wykonać danego ujęcia. Uważam, że fotografia otworkowa jest doskonałym medium odwzorowania rzeczywistości, ponieważ fotograf nie ma całkowitej kontroli nad procesem tworzenia się zdjęcia. Dzięki temu powstaje faktyczne odwzorowanie danego ujęcia, ale bogatsze o dodatkowe aspekty, pochodzące bezpośrednio z metody otworkowej.

Współpracujesz z miastem Sosnowiec. Twoje zdjęcia przedstawiają świat, który jest ci najbliższy?

Sosnowiec to miasto, w którym się wychowywałem i gdzie obecnie żyję, dlatego oczywiste było dla mnie działanie właśnie tutaj. Wielokrotnie byłem organizatorem przedsięwzięć kulturalnych i artystycznych, które przyciągają ludzi, pomagają im oderwać się od szarej rzeczywistości.

Jaki jest więc Sosnowiec i jacy są sosnowiczanie z twoich zdjęć?

Jeżeli mam skupić się wyłącznie na moim mieście, to staram się je odwzorować tak, jak sam je postrzegam. Sosnowiczanie, których fotografuję, są raczej zamyśleni, pogrążeni we własnym życiu i właśnie o taki obraz mi chodzi. Nie staram się włazić z butami do kogoś, skupiam się bardziej na powłoce, czyli na tym, co ludzie pokazują światu. Sosnowiec, jako miasto, przedstawiam natomiast przez pryzmat mojej obecności w nim. Niektóre charakterystyczne budynki czy miejsca to doskonały motyw fotograficzny. Myślę, że czasami nawet zbyt łagodnie podchodzę do tematu „moje miasto”, ale jest to spowodowane tym, że czuję się tu bardzo dobrze. Co nie zmienia faktu, że mam dość sporo fotografii przedstawiających również jego gorsze strony.

Czy jakaś sytuacja podczas portretowania ludzi i miejsc szczególnie zapadła ci w pamięć?

Kiedy robi się zdjęcia za pomocą metalowej puszki, przystając nieruchomo na kilkanaście sekund, to już jest ciekawa sytuacja. Dzięki tak niepozornym sposobie fotografowania często udaje mi się uniknąć nieprzyjemnych sytuacji, ponieważ ludzie nie są świadomi tego, co robię. Jednak muszę także przyznać, że wielu interesujących postaci nie poznałbym, gdyby nie fotografia otworkowa. Jeśli jednak miałbym przybliżyć jakąś szczególną sytuację, to mało kto wie, że aby wykonać pewne zdjęcie, wszedłem niezauważony na dach jednej z katowickich uczelni.

Wspomniałeś o organizacji przedsięwzięć i akcji. W jakiej sferze działalności, poza fotografią, możemy o tobie usłyszeć?

Jestem instruktorem Związku Harcerstwa Polskiego. Przez cztery lata prowadziłem drużynę harcerską, z którą bardzo często organizowaliśmy wydarzenia kulturalne skierowane do mieszkańców naszego miasta. Wielokrotnie realizowaliśmy spektakle teatralne, wystawy, koncerty, wycieczki tematyczne po mieście, a także konkursy dla dzieci i młodzieży. W 2010 roku udało nam się nawet wydać tom poezji „Harcerskim Piórem”. Współpracuję również z Miejskim Domem Kultury Kazimierz, gdzie pomagam w różnych przedsięwzięciach.

Jesteś jednym z pomysłodawców i współzałożycielem Grupy Fotograficznej „Poza Kadrem”, która działa przy MDK Kazimierz w Sosnowcu. Czym się zajmujecie?

Grupa „Poza Kadrem” łączy pasjonatów fotografii. Jesteśmy jednak przede wszystkim grupą znajomych, którzy lubią współpracować. Organizujemy dużo plenerów fotograficznych (kolejny już 24 listopada), które pozwalają nam się rozwijać. Wspólnie wystawiamy swoje prace. Co roku w MDK Kazimierz organizujemy Sosnowieckie Dni Fotografii. Często członkowie naszej grupy prowadzą warsztaty fotografii otworkowej.

Czy każdy zainteresowany może do was dołączyć i dzielić z wami pasje?

Chętnie przyjmiemy do naszego grona wszystkich zainteresowanych, jeżeli tylko będą oni w stanie dotrzymać nam tempa. Jesteśmy otwartą grupą. Chętnie doradzamy i pomagamy początkującym.

W wakacje w Centrum Informacji Miejskiej w Sosnowcu można było zobaczyć Twoją wystawę „W drodze do…”. Co ona przedstawiała?

Wystawa „W drodze do…” prezentowała najbliższą mi rzeczywistość, z którą stykam się na co dzień. Można było więc zobaczyć moją okolicę, przyjaciół, a także fotografie wykonane podczas pleneru Grupy „Poza Kadrem”. Wszystkie prace były skomponowane w taki sposób, że prezentowały swego rodzaju podróż, stąd tytuł. Jest to moja fotograficzna droga do przodu, droga rozwoju, droga, którą przemierzam.

Z jakimi reakcjami odbiorców miałeś okazję się spotkać?

Odbiór prac był raczej pozytywny, wielokrotnie odbiorcy zainteresowani byli samym sposobem wykonania prac, nie dowierzając, że obrazy uchwyciła puszka po przyprawie do zupy. Natomiast były również reakcje wynikające z zaskoczenia, że obraz, jaki prezentuję, odbiega od tego, jak odbiorcy sami siebie postrzegają.

W międzyczasie zrealizowałeś Projekt „Twarzysze”. Składa się on z 39 zdjęć młodych osób. Co ich łączy?

Projekt „Twarzysze” to moja najnowsza inicjatywa. Był on realizowany we wrześniu tego roku. Postanowiłem skupić się na wizerunku człowieka. Na tym, jak naprawdę go postrzegam. 39 osób, które sportretowałem, łączyła przede wszystkim wspólna pasja, ponieważ zdjęcia wykonywałem w trakcie harcerskiego zlotu Mokre Stopy. Wszystkie 39 osób pochodzi z województwa śląskiego. Ich dobór był tak naprawdę przypadkowy. Starałem się przekonać do siebie jak największą liczbę osób. Często reakcja była dość przewidywalna – ludzie nie wierzyli, że możliwe jest wykonanie fotografii za pomocą metalowej puszki. Po krótkiej rozmowie (często nadal z niedowierzaniem) pozwalali na naświetlenie ich przez 10 sekund. Jeszcze większe było zdumienie, gdy moi modele otrzymali zdjęcia w formie elektronicznej.

Powiedziałeś, że dobór osób był przypadkowy. Coś jednak musiało cię skłonić, by wybrać właśnie je – co to było?

Przede wszystkim otwartość tych osób zaważyła na tym, że są częścią projektu. Gdyby nie byli skłonni mi zaufać, to nic by nie powstało. Być może dużą rolę w tym wszystkim odgrywało zwyczajne zaciekawienie oraz sposób przedstawienia przeze mnie założenia całej akcji. Poza tym reszta to faktycznie czysty przypadek. Widziałem osobę, więc automatycznie pytałem, czy mogę zrobić jej zdjęcie. Później to już samo się potoczyło, w pewnym momencie uczestnicy sami namawiali kolejnych do pozowania.

Już niebawem, bo 22 listopada, w katowickiej Galerii Szyb Wilson odbędzie się wernisaż wystawy Projekt „Twarzysze”. Czy jest coś, co powinno zachęcić odbiorcę do odwiedzenia tego miejsca?

Na wystawę, którą zaprezentuję w Galerii Szyb Wilson, składa się cykl 39 portretów, które są wynikiem mojej refleksji nad człowiekiem. Prace są dosłownie wypalone przy pomocy światła słonecznego. Nie pokazuję tego, co możemy zobaczyć w mediach, w świecie pełnym retuszu. Prezentuję świat taki, jaki jest w rzeczywistości. Przedstawienie go w czerni i bieli pozwala całkowicie skupić się na przekazie, który jest prosty: „oto człowiek!”.

Skąd w młodym człowieku taka chęć do pokazywania rzeczywistości? Nie przepadasz za światem kreowanym?

Pokazywanie rzeczywistości to już sposób jej kreowania. Naturalne dla mnie jest własne zdanie na temat otaczającego nas świata, a mój charakter nie pozwala tłumić tego w sobie. Fotografia stała się moim językiem i ona pozwala mi się uzewnętrzniać. Każdy ma prawo swój punkt widzenia prezentować, szanuję wszystkich odważnych, którzy nie ograniczają się tylko do chowania swych prac do szuflady.

Z Kamilem Myszkowskim rozmawiała Daria Czajka.

TWARZYSZE | Galeria Szyb Wilson, Katowice, 22.11.2012 | start: 18.00

Chętnych odsyłamy na facebookowy profil Kamila:  http://www.facebook.com/kaem.photography