Bat for Lashes – „The Haunted Man”

Nowości ciąg dalszy. Sezon rozpoczął się w bardzo melancholijnym nastroju i nic nie zapowiada większych zmian. Pierwsza rzecz, która przyciąga do tego albumu to okładka – kto nie lubi nagich kobiet? Druga to doświadczenie – jeśli poprzednie kompozycje artystki nie zawiodły, dlaczego ta ma być gorsza? Przedstawiamy trzeci album Bat for Lashes – „The Haunted Man”.

Natasha Khan od początku swojej kariery roztaczała wokół siebie aurę tajemnicy. Przy pierwszym albumie, „Fur and Gold”, było to jak leśna nocna przygoda, przy „Two Suns” panowała atmosfera ponętnego wieczoru. Natomiast album „The Haunted Man” jest, jak tytuł wskazuje, nawiedzony, a jednocześnie bardzo kobiecy.

W aranżacji utworów znajduje się jeden wspólny wykładnik: wysunięty zawsze na pierwszy plan i otoczony pogłosem wokal. O ile na poprzednich albumach dominowały brzmienia naturalne, tj. żywe instrumenty, tutaj Natasha zdecydowała się raczej na subtelne elektroniczne akcenty niż plemienne zaśpiewy. Od delikatnych „Lilies”, poprzez „Oh Yeah” o trochę patetycznym wybrzmieniu, aż do horrorystycznego „Rest Your Head” – elektroniki aż po brzegi. Nie brak słodkich, nostalgicznych ballad, gdzie poznajemy kolejne kobiece bohaterki przedstawione na tle fortepianu – „Laura” czy „Marilyn”. „All Your Gold” jako najbardziej radiowy utwór ma w sobie coś z „What’s a Girl to Do?” – żywiołowość i taneczne zacięcie.

Wszystko zbalansowane, wyważone co do pojedynczej pauzy, jednak po kilku utworach zaczyna nam być tęskno do Bat for Lashes, które już dobrze znamy – małą wiedźmę, wywołującą duchy z lasu. Ponoć przy tworzeniu “The Haunted Man” Khan zainspirowała się swoim drzewem genealogicznym i rodzinnymi historiami. Pogodziła się ze swoją przeszłością i spontanicznie pozwoliła swojemu instynktowi kierować swoją twórczością, bo tak właśnie wyzwala się ‘playful energy’, która prowadzi za rękę do tworzenia rzeczy wielkich i małych. Let it sing through you.

Bat for Lashes zapewnia nam prywatne minidisco w słuchawkach. Bo nie da się ukryć, iż utwory biją echem lat 80. czy Björk jeszcze z czasów Sugarcubes. Artystycznie dojrzała 33-letnia wokalistka i kompozytorka prezentuje słodko-przejmujący album pełen małych muzycznych niuansów i smaczków, a wszystko w harmonijnych współbrzmieniach.

„The Haunted Man” nie jest tak przebojowy jak poprzednie nagrania, jest za to albumem z electrokickiem, definiującym styl brytyjskiej gwiazdy jako dream pop z dystansem, gdzie wszystko się może zdarzyć.

Bat for Lashes – “The Haunted Man”; Echo Label Ltd, EMI Records Ltd, 2012

Ocena Reflektora (1-5):

Iza Kierzek