Społeczny Reflektor?

Na sam początek drobne wyznanie: prowadzenie działu jest trudne,
a konkretnie – wydaje się trudne, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że dopiero zaczyna się to robić. Samo słowo „dział” sugeruje, że jest jakaś wydzielona sfera rzeczywistości, w której redaktor prowadzący powinien być wyspecjalizowany. Zwykle temu doprecyzowaniu służą przymiotniki, jak „teatralny” albo „filmowy”, odsyłające do mniej czy bardziej usystematyzowanych dziedzin wiedzy. No właśnie – „mniej czy bardziej”. Nie da się jednak ukryć, że oczekiwania czytelników w tym względzie są nieubłagane.

Wchodzeniu do danej rubryki zawsze towarzyszy nadzieja, że umieszczone zostaną w nim artykuły odpowiadające naszym wyobrażeniom o danej dziedzinie. Nieliczni, choć bardzo cenni, czytelnicy czynią z tej niewiedzy główną strategię czytelniczą – czytają, by znaleźć coś zupełnie nieoczekiwanego. Większość jednak ma swoje prywatne definicje, działy i podziały i to nimi kieruje się przy lekturze.

Co się dzieje, kiedy „dział” łączy się z określeniem „społeczny”? To pytanie spędza sen z powiek, choć wiadomo, że definicyjne dywagacje zwykle bardziej zaciemniają obraz. Czy rzeczywiście da się wydzielić przestrzeń tylko dla spraw społecznych? Bo czym w kontekście naszego lokalnego śląsko-zagłębiowskiego środowiska jest problem społeczny? Czy próbą mierzenia się z regionalnymi stereotypami? Czy może przedstawienia alternatywnych społecznych postaw? Czy może próbą obiektywnego spojrzenia, rozrachunku z tęsknotami i wadami społecznymi? Trudno sobie odpowiedzieć na to pytanie, bo za każdą odpowiedzią idzie określony sposób myślenia o świecie. Inny punkt widzenia będzie miał bezrobotny student filozofii, pani Halinka pracująca za ladą, przedsiębiorca w średnim wieku czy zamożny młody biznesmen.

W naszym redakcyjnym gronie często powraca pytanie o to, o jakiej rzeczywistości regionu chcemy pisać? Czy historie, które opisujemy, i wydarzenia, które staramy się rozpowszechniać, są dla regionu reprezentatywne? Gdzie zaczyna się autonomiczna, własna opinia, a gdzie chęć wtłoczenia we własne słowa jakiegoś pierwiastka lokalności, w którym i czytelnik mógłby się odnaleźć. Może lepiej milcząco założyć, że wszyscy jesteśmy podobni, więc trafność komunikatu nie stanowi problemu? Ale przecież nie jesteśmy podobni na tyle, żeby jeden artykuł był w stanie objąć swą treścią wszystkie punkty widzenia.

… morze możliwości.

Iluzja obiektywizmu dziennikarskiego musi ustąpić ryzykownej, aczkolwiek chyba najbardziej sprawiedliwej ścieżce poszukiwań – pisać tyle wersji, ile możliwych do wyobrażenia opinii. Bo choć nie jestem przekonana, co prawdziwie oznacza „społeczne”, to wisi nad tym słowem jakaś niesprecyzowana aura wolności opinii, światopoglądu, stylu życia, refleksji i stanowisk. Tyle jest przecież historii wokół nas, które tylko czekają na ich uwiecznienie. Dział społeczny przypominać powinien nigdy niekończący się zbiór określeń na mieszkańca regionu i jego portret – nigdy jednak wystarczająco wyostrzony i ujęty w gruby kontur.

Nie ma jednego Śląska i Zagłębia – te pojęcia są składową poszczególnych mieszkańców, ale również i obserwatorów – przyjezdnych, odwiedzających, oceniających. Jesteśmy jednym społeczeństwem, ale to, co społeczne, musi w obrębie tak licznej grupy nabierać wartości wraz z każdą nową propozycją, nawet jeśli przydarzą się po drodze wewnętrzne sprzeczności. Nie ma chyba na świecie miejsc, w których ludzie ujednolicają się pod względem każdego aspektu ich kultury, a poszukiwanie tak idealnej struktury trzeba by traktować w kategoriach kulturoznawczej zbrodni na różnorodności kulturowej.

To, co – mam nadzieję – PRZYŚWIECAĆ będzie działowi społecznemu, zgodnie z ROZŚWIETLAJĄCYMI działaniami niniejszego magazynu, to chęć postawienia W ŚWIETLE REFLEKTORA tych wydarzeń, ludzi, inicjatyw na tle naszego publicznego, społecznego życia, które wzbudzają nasze emocje – od melancholii, radości, przez złość, gniew, frustrację. Wszystko, co choć trochę przebija się promykiem przez powszednią szarzyznę i zniechęcenie. Jak zostało wspomniane na początku, trudna jest rola redaktora, ale przyjęcie do wiadomości, że budowa społecznego obrazu regionu nigdy nie zostanie (bo nie może zostać) ukończona, trochę tę perspektywę ocieplają. Niemniej słowo wstępne poczynione, kropek nad „i” nie przewidujemy.