Tekst skazany na sukces…

Kim są ci, którzy zajmują się na co dzień babraniem w fikcyjnych biografiach? Czy życie twórców teatralnych rzeczywiście usłane jest jedynie nęcącymi skandalami? Jak bardzo naiwni muszą być ci cali „artyści”, by kurczowo trzymać się burty tonącego na mieliźnie długów, okrętu zwanego teatrem? W swoich domysłach nie pozostajemy bierni – śpimy w ich łóżkach, jemy z ich talerzy, kochamy się z ich żonami… Aktor… Reżyser… Autor… Jedna wielka banda… degeneratów! Ile w tym wszystkim prawdy, a ile krypto pruderyjnych przypuszczeń…?

Ot i prowodyrem refleksji staje się najnowsza premiera Teatru Śląskiego w Katowicach: „Komedia Teatralna” Bengta Ahlforsa w reżyserii Grzegorza Kempinskiego, która otworzyła sezon teatralny 2012/2013. Prosta i klarowna fabuła: podupadający teatr gdzieś w zapomnianej mieścinie za wszelką cenę pragnie utrzymać się na fali. Kluczem do sukcesu ma być nowa debiutancka sztuka pisarza Bengta, która za zadanie ma zdobyć uznanie zarządu, krytyków oraz widowni. Asem wyciągniętym z rękawa przez dyrektorkę Matildę jest fakt pojawienia się na scenie teatru Lindy (Bogumiła Murzyńska) – dawnej gwiazdy operowej.

I tak przetacza się przed naszymi oczyma istna lawina charakterów: zazdrośni i niedopieszczeni przez krytyków aktorzy folgujący swym felernym skłonnościom do dramatyzowania i przenoszenia wszystkich prywatnych tragedii oraz konfliktów na scenę. To z ich ust pada wiele gorzkich słów na temat realiów z jakimi muszą zmagać się dziś artyści teatru. Mity o wielkiej kasie, szybkich samochodach i pięknych kobietach szybko upadają pod ciężarem marnych pensji, kubłów pomyj wylewanych na nich przez krytyków czy kryzysów rodzinnych, będących efektem pokazowych romansów – specjalistą w tej dziedzinie jest z pewnością Harry (Bartłomiej Błaszczyński) – gwiazda teatru, która poprzez łóżkowe ekscesy o mało co nie rozwala swojego małżeństwa z Lottą (Natalia Jesionowska). Kolejno w świetle reflektorów stawiamy dyrektorkę i reżyserkę (Violetta Smolińska), starającą się heroicznie, aczkolwiek utopijnie zadowolić wszystkich dookoła. Często rozedrgana między młotem – zarządem, a kowadłem – współpracownikami zmuszona jest uciekać się do podstępów, by utrzymać machinę w ryzach. Prywatnie nieszczęśliwa kobieta – samotna matka  – do czego niewątpliwie przyczynia się fakt beznadziejnej miłości do teatru. Jest na pokładzie i pisarz Bengt (świetna, warta wyróżnienia rola Dariusza Chojnackiego), żywcem trawiony przez sztukę i proces twórczy. Zmagając się z trudem napisania ostatniej sceny w scenariuszu popada raz w amok, to znów w depresję, która wiedzie go na skraj załamania nerwowego.

foto. Lisiak.pl

Znamienne, że żadna z postaci nie potrafi zachować właściwej równowagi pomiędzy życiem i teatrem. Nieodłącznym elementem w gonitwie z czasem i realiami są stale towarzyszące bohaterom interesy prywatne, które zdają się przyćmiewać szlachetną misję krzewienia sztuki. Nikt nie jest w stanie zapanować nad żywiołem artyzmu, który często przekracza granicę prywatności i bezpieczeństwa. Teatr wlewa się do ich okien i łóżek, tak samo jak ich życie wylewa się z nich podczas pracy na deski sceny. Nawet inspicjent Oskar (znakomity Adam Baumann) starając się w sytuacjach krytycznych wykazać zdrowy rozsądek, dość szybko traci swój obiektywizm – całe jego życie rozgrywa się w tym oto podupadłym teatrze. Snuje się niepozornie z miejsca na miejsce, wspominając stale stare dobre czasy świetności,  ale gdy trzeba staje się przysłowiową „kropką nad i”, trafnie puentującą zabawne sytuacje i zbiegi okoliczności, których w dramacie nie brakuje. Wszelkie starania zespołu dążą do zdobycia uznania w oczach loży krytyków, a właściwie szyderców, których prywatnie uważa się za skończonych bydlaków i hieny nie dość, że żerujące na ich (artystów) nieszczęściu to jeszcze nie potrafiące docenić obiektywnie ich starań. Przerysowani, małostkowi i karykaturalnie przeintelektualizowani krytycy pojawiają się w scenie konferencji / konfrontacji prasowej – zdecydowanie jednej z najlepszych scen dramatu. To właśnie wówczas na jaw wychodzi dyletantyzm i brak  kompetencji pozwalających na wartościową ocenę dzieła. Brzmi znajomo? Dość ostra i jednoznaczna ocena krytyków i stereotypów w jakie obrośli podana jest jednak w otoczce humorystycznej, która łagodzi i przyćmiewa gorzki wydźwięk refleksji.

foto. Lisiak.pl

Co cenne – śmiech wśród widowni słychać bardzo często. Błyskotliwy tekst Ahlforsa nie pozostawia na postaciach suchej nitki – prosty i uniwersalny język, cięte riposty, trafne spuentowania i interesujące charakterologicznie wizerunki bohaterów wplątanych w konflikty oraz dylematy są gwarantem sukcesu pozytywnego odbioru sztuki. Komedia omyłek, powtórzeń i znanych już gagów okraszona została przez Kempinskiego dodatkowymi perełkami w postaci licznych aluzji do autentycznego życia Teatru Śląskiego. Pojawiają się tym samym częste komentarze aktorów odnośnie granych w repertuarze sztuk, miasta Katowic czy nawet swojego dotychczasowego dorobku. Dla wiernych widzów Teatru im. S. Wyspiańskiego, znających kontekst wypowiadanych wtrąceń odautorskich, jest to nie lada gratka. Wszystko to po to by dodatkowo zachwiać i tak zaburzoną już granicą pomiędzy fikcją, a prawdą. Reżyser wprowadził na scenę postaci podżegaczy/poskramiaczy tłumu (Grzegorz Lamik, Michał Piotrowski) demaskujących, a w zasadzie potęgujących proces deziluzji. Udowadnia nam, że poddani zostaliśmy procesowi istnej tresury, która wsadziła nas w ramy i konwenanse kulturowych zwyczajów, a także opakowała całym szeregiem reguł, nakazów i zakazów, uniemożliwiających wiarygodny i niczym nie skażony/sugestywny odbiór dzieła. Cały czas konsekwentnie torpedowani jesteśmy zabiegami mającymi pozwolić nam wczuć się w sytuację powstawania spektaklu, próby, w którą wpisane jest ryzyko fiaska czy omyłek: próby efektów dźwiękowych, wykrzykiwane przez dyrektorkę komendy instruujące, wprowadzenie postaci suflerki (Monika Szomko) podrzucającej aktorom tekst. Problem w tym, że zabiegi te są na tyle odegrane i wystudiowane, że trudno uwierzyć w możliwość zaistnienia realnej przypadkowości na scenie.

foto. Lisiak.pl

Warto wspomnieć również o tym, że po uszach dostaje się nie tylko twórcom. W sztuce Ahlforsa sporo miejsca poświęcono wizerunkowi widza – co istotne – widza, obok którego zasiada na widowni aktor. Zostajemy bezpośrednio wciągnięci w farsę, którą nadzoruje tajemniczy przybysz z rzekomego zewnątrz (Jerzy Głybin) – alter ego autora, a może ucieleśnienie zdrowego rozsądku, który ucina drażliwe momentami męczące kłótnie, niekończące się powtórzenia i narosłe fale personalnych frustracji.

Teatr w teatrze wymierza sobie policzek ręką Bengta Ahlforsa, który za pomocą humoru, groteski i karykatury sprawnie obnaża tajniki działania machiny, rozgrywającej się za kulisami życia i teatru. Przy tak dobrze skrojonym tekście nie ma potrzeby by silić się na kombinacje i rozbuchane zabiegi inscenizacyjne – stąd ukłon w stronę surowego i symbolicznego charakteru scenografii autorstwa Barbary Wołosiuk, naturalnie osadzonej w przestrzeni teatralnej. Prostota jest więc kluczem do sukcesu i tym samym drogą do prawdy… O ile takowa w teatrze w ogóle ma prawo bytu.

Bengta Ahlforsa „Komedia Teatralna”
Premiera:
05.10.2012 Duża Scena
Teatr Śląski im. S. Wyspiańskiego w Katowicach
reżyseria i opracowanie muzyczne:
Grzegorz Kempinsky
scenografia:
Barbara Wołosiuk
as. Reżysera: Violetta Smolińska
obsada:
Matilda, dyrektor teatru i reżyser: Violetta Smolińska;
Oscar, inspicjent: Adam Baumann;
Per, aktor: Andrzej Warcaba;
Harry, aktor: Bartłomiej Błaszczyński;
Lotta, aktorka: Natalia Jesionowska;
Linda, aktorka: Bogumiła Murzyńska;
Bengt, pisarz Dariusz Chojnacki;
Pani Jansson, pani: Alina Chechelska;
oraz: Jerzy Głybin, Maria Stokowska, Anna Wesołowska
i studenci Studium Aktorskiego: Monika Szomko, Grzegorz Lamik, Michał Piotrowski;
inspicjent:Dagmara Habryka;
sufler: Maria Krupa