Szukanie śląskiej formy. „Lajerman” Aleksandra Nawareckiego

Na tle innych, wydanych w ciągu ostatnich kilku lat książek traktujących o Śląsku, „Lajerman” wyróżnia się tym, że opowiada o nim w sposób, który nie boli, pokazuje, że doświadczanie i przeżywanie śląskości nie musi wcale być trudne. Aleksander Nawarecki wydobywa ze Śląska to, co piękne, co mądre, co wzniosłe – nawet w swojej prostocie. Z tej narracji wyłania się kraina nieco arkadyjska, ale przy tym wciąż bliska, znajoma, dostępna na wyciągnięcie ręki.

Jak pisze sam autor w posłowiu „Lajerman nie jest ani traktatem, ani autobiografią, ani zbiorem esejów, ani tym bardziej postmodernistyczną bryją-hybrydą”. To prawda, żadne określenie nie oddaje bogactwa, które skrywa w sobie „Lajerman”. Ale każdy z tych elementów jest w nim obecny. I przez pryzmat tych określeń, które Nawarecki z premedytacją odrzuca, chciałabym mu się przyjrzeć.

Lajerman – traktat

„Lajerman” nie jest może nazbyt obszerny, ale o Śląsku traktuje w sposób, któremu powagi i naukowości nie można odmówić. Jest przecież Nawarecki naukowcem, filologiem, bada więc śląskiego ducha patrząc nań z perspektywy filozoficznej, kulturowej, językowej. Wystarczy przyjrzeć się tytułom niektórych esejów: „Moczka. Z fenomenologii śląskiego ducha” czy „Hałda. Teologia resztek”, by nabrać przekonania, że choć autor podejmuje tematy niezwykle mu bliskie, to nie należy zapominać, że eseje im poświęcone wygłaszał często – dosłownie – ex cathedra.

Lajerman – autobiografia

Jeśli nie o samej treści, to z pewnością o charakterze książki przesądziła biografia autora. A w pierwszej kolejności to, że – jak Nawarecki sam o sobie mówi – jest mieszańcem, na wpół jedynie Ślązakiem, co sprawia, że Śląsk jest dla niego jednocześnie swojski i obcy. Może więc spoglądać na to, co „własne” ciekawym okiem, nieco z zewnątrz, z dystansu. Dla Nawareckiego Śląsk może być – i jest, przynajmniej na czas pisania tej książki – „ojczyzną z wyboru”, ziemią ukochaną. I nie jest to wcale miłość bezwarunkowa. Za to na pewno taka, która pozwala przekuwać słabości w coś wartościowego, poszukiwać sensu tam, gdzie inni widzą tylko „kupę pustych kamieni”.

To właśnie autor „Lajermana” czyni. Przygląda się hałdom, klopsztangom i ryczkom, a więc elementom, bez których trudno sobie Śląsk wyobrazić. Ale w jego rozważaniach nie ma nic oczywistego. Wyrusza w sentymentalne podróże gdzieś w okolice Bierunia, do krainy dzieciństwa rozciągającej się u stóp Klemensowej Górki, do zielonej śląskiej Arkadii, ale błądzi także – być może razem z duchem porzuconej narzeczonej Hessego – po współczesnych ulicach Chorzowa. I znajduje: ducha muzyki, geniusz poezji, tajemniczy, piękny, wciąż żywy świat.

Lajerman – zbiór esejów

W eseju poświęconym moczce pisze o niej autor, że „przyjmie wszystko (…) cierpliwie i życzliwie. (…) Niby bezforemna, monotonna i kleista, ale mieści w sobie cały kosmos. Znać tu nadmiar i oszczędność, wyrachowanie i fantazję”. Tak samo jest z „Lajermanem”. Bo przecież tylko szolka, ryczka, wodzionka. Czemu nie żur, wgnieciona od łokci poduszka na parapecie czy kredens?… Bo Katowice, bo Chorzów, a gdzie reszta?… Bo autor wybiera tematy trochę chaotycznie, a z pewnością intuicyjnie, z konieczności wybiórczo traktując niektóre sprawy. A jednak ostatecznie: wszystko tu jest, cały Śląsk. Cały kosmos opowiedziany z perspektywy klopsztangi.

Lajerman – postmodernistyczna bryja-hybryda

Być może nie da się w ogóle mówić o Śląsku inaczej niż postmodernistycznie, bo Śląsk był postmodernistyczny na długo zanim powstało to pojęcie. Aleksandra Kunce napisała w eseju „Puzzle gliwickie”, że „zawodzi wszystko w odniesieniu do Śląska. Każda wiedza… Ale prawdą jest też, że i wszystko pozostaje”. I Nawarecki wydaje się wychodzić temu naprzeciw, przyjmuje chętnie prawdę o tym, że nic na Śląsku nie jest oczywiste, nic nie jest takie, na jakie wygląda na pierwszy rzut oka, nic nie jest proste. Ale też, co niezwykle ważne, nic nie jest pozbawione sensu. I właśnie te ukryte sensy autor „Lajermana” wydobywa, odczytuje je, zaglądając do miski z moczką czy wsłuchując się w rozbrzmiewające u stóp Himalajów pytanie „Kaj my to som?”.

Lajermański trud

Wszystko to razem stanowi chyba dostateczny dowód na to, że „Lajerman nie jest ani traktatem, ani autobiografią, ani zbiorem esejów, ani tym bardziej postmodernistyczną bryją-hybrydą”. Nie jest także apologią Śląska, próbą uchwycenia śląskości czy wyznaniem Ślązaka. Czym zatem jest? Nie wiem. I może nie warto wcale próbować odpowiedzieć na to pytanie, może to tylko próżny, lajermański trud…

 Aleksander Nawarecki, Lajerman, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2010.

Nasza ocena: 5/5

Bernadeta Prandzioch