Ars Independent: Grecko – francuski wieczór konkursowy.

W poniedziałkowy wieczór w Rialcie odbyły się pierwsze konkursowe projekcje w ramach Ars Independent. Spośród filmów ubiegających się o statuetkę Czarnego Konia, mogliśmy obejrzeć dwa obrazy: „Miasto dzieci” greckiego reżysera Yorgosa Gkikapeppasa oraz francuski „Atomowy wiek” Hélény Klotz. 

Ateny. Sam środek kryzysu. Frustracja rośnie z każdym dniem. Załamuje się nie tylko gospodarka, ale wraz z nią rozpadają się relacje międzyludzkie.
Kilka historii, których punktem wspólnym jest oczekiwanie na mające przyjść na świat dzieci. Różne są okoliczności, różne sytuacje matek, które spodziewają się potomstwa. Ale pytania, na które trzeba udzielić odpowiedzi, brzmią podobnie.

„Miasto dzieci” to obraz trudny. Nie jest wolny od niedociągnięć, być może miejscami niepotrzebnie pozbawiony dynamiki. Ale autentyczny w swojej wymowie, nieugrzeczniony, nie stroniący od podejmowania trudnej tematyki.
To historia tu i teraz. Nie mogłaby wydarzyć się w innym miejscu, ani w innym czasie – zagmatwane losy bohaterów Gkikapeppas opowiada w sposób niemal reportażowy. Ale ma rację, kiedy mówi, że to kino – nie statystyka. I pozostawia widzowi wiele miejsca na uczucia.

„Miasto dzieci” – choć być może nie wprost – jest także próbą krytyki społeczeństwa greckiego, zagubionego w dobie kryzysu, do którego same doprowadziło. Społeczeństwa, w którym wszyscy są dziećmi. Nieodpowiedzialnymi, nie potrafiącymi się odnaleźć w obecnej, trudnej rzeczywistości. Ale również dziećmi potrzebującymi wsparcia, obecności bliskich, troski. Do tego, na szczęście, nie potrzeba pieniędzy.

„Atomowy wiek” jest debiutem fabularnym Hélény Klotz.
Oniryczny, hipnotyczny, lepki. Dziwny film o byciu chłopcem, o byciu wpół drogi.
Victor i Rainer w paryskim klubie szukają emocji. Victor – dziewczyny, Rainer – bliskości przyjaciela. Pulsująca muzyka, migające kolorowe reflektory, nieprzystające do sytuacji dialogi sprawiają wrażenie obcości i nierealności.
Noc nie chce się skończyć, wszystko zdaje się snem. I przypadkowe spotkania, mijania się. I rozmowy, które nic nie znaczą. To tylko słowa, słowa, słowa…
Wszystko zdaje się pozbawione treści.


Obraz naszego społeczeństwa? Rzeczywistość młodych ludzi? Samotność i wyobcowanie w atomowym wieku? Jeśli taki był zamysł reżyserki, to mnie nie przekonał. Bo komu nie przytrafiła się taka bezsensowna, niepokojąca noc? Ale w świetle dnia wszystko wygląda inaczej.

 „Miasto dzieci”, Grecja 2011, reż. Yorgos Gkikapeppas
„Atomowy wiek”, Francja 2012, reż. Héléna Klotz

W ramach MFF Ars Independent „Miasto dzieci”  obejrzeć można jeszcze we wtorek (25.09) o godz. 14.00, a „Atomowy wiek” o godz. 16.00. 

Bernadeta Prandzioch