Mayday 2: Pomocy, jestem bigamistą!

Spektakl Mayday 2 (Caught in the net), czyli dalsze perypetie londyńskiego taksówkarza-bigamisty, jak przystało na angielską farsę, odbił się wśród publiczności głośnym, niepohamowanym śmiechem. Tym razem stało się to za sprawą zespołu z Teatru Bagatela z Krakowa, który 4 sierpnia wystąpił w Katowicach w ramach Letniego Ogrodu Teatralnego.

Co takiego jest w tej sztuce, że salwami śmiechu nieustannie, od lat, potrząsa widzami na różnych szerokościach i długościach geograficznych? Tajemnica sukcesu tkwi najprawdopodobniej w „pisaniu pod publiczność”. Ray Cooney, autor takich sztuk jak Mayday (Run for your wife), Mayday 2, Nie teraz kochanie czy Okno na parlament, znany jest ze specyficznej metody pracy, polegającej na tworzeniu pierwszej, roboczej wersji dialogów, którą prezentuje najpierw publiczności prowincjonalnego teatru (sam zazwyczaj wcielając się w główną rolę). Następnie, uwzględniając spontaniczne reakcje swoich pierwszych odbiorców, dokańcza obróbkę tekstu, nanosi poprawki, w nadziei, że końcowemu efektowi nie oprze się największy nawet ponurak.

Nie samym jednak komizmem sytuacyjnym i dialogami dąży Cooney do wyciskania u swoich widzów łez śmiechu. Jako aktor ceni sobie aktorskie rzemiosło i wyznaje przekonanie, że nawet farsie, której tak daleko przecież do głębokich refleksji, dobra interpretacja jest absolutnie niezbędna.

foto. Piotr Kubic, źródło: archiwum Teatru Bagatela

Jak temu wyzwaniu podołali aktorzy Teatru Bagatela? Wbrew pozorom niełatwym zadaniem dla aktora jest unieść ciężar farsy, nie popadając równocześnie w groteskę. Bazą teatru Cooney’a jest dramat, jednak składa się na niego taka seria qui pro quo, słownych przepychanek, zabawnych nieporozumień, że jeśli tylko mamy do czynienia z dobrym aktorstwem, nie sposób litować się nad uczestnikami tego zamieszania. A jedyną reakcją na ich perypetie pozostaje śmiech.

Dla przykładu Katarzyna Litwin w roli potulnej żonki, dla której największe szczęście przedstawia przygotowanie mężowi śniadania, zasłużyła sobie parę razy na zamknięcie w kuchni i nikt jej stamtąd nie będzie próbował współczującym spojrzeniem wydostać. Druga żona (grana przez Alinę Kamińską), zmysłowa i nieco frywolna, rozbraja swoją mimiką, gdy raz po raz w słuchawce telefonu odzywa się do niej jakiś niedwuznaczny męski jęk, wzbudzając w niej na wpół przerażenie, na wpół niezdrową ciekawość. Ich mąż (Krzysztof Bochenek) pomimo polskiej wersji tytułu Mayday, nasuwającego na myśl zbliżającą się katastrofę, całkiem nieźle radzi sobie w tym galimatiasie. Owszem, gdy skrywane przez lata podwójne życie grozi wyjściem na jaw, nieszczęsny bigamista poprosi o pomoc przyjaciela, zbyt dalekim jednak posunięciem byłoby doszukiwanie się w postaci Johna Smitha tragicznego pierwiastka.

foto. Piotr Kubic, źródło: archiwum Teatru Bagatela

Nie zapominajmy, że cały ten mały świat ograniczony do powierzchni jednego mieszkania, symbolicznie tylko obrazującego dwa domy, jest od początku do końca kuriozalny i nie chodzi w nim o stworzenie iluzji prawdopodobieństwa oglądanych sytuacji, o utożsamianie się z jego protagonistami, lecz o komiczny efekt. Dobrym narzędziem ku temu może stać się postać Stanleya. Ów, grany przez Macieja Słotę, niefrasobliwy przyjaciel głównego bohatera, stoi tymczasem (niestety) trochę w cieniu pozostałych aktorów i wartkiej akcji przedstawienia. Stwierdzenie to może wydawać się nieco krzywdzące, zrozumie je jednak publiczność śląska, która miała okazję oglądać w tej samej roli na deskach Teatru Śląskiego wyśmienitego aktora komediowego Andrzeja Warcabę. Natomiast, bez wątpienia zasłużone słowa uznania należą się jeszcze Markowi Litewce, który wcielił się w postać ojca Stanley’a. Jakże przekonujący jest on w swoim starczym zakrzywianiu rzeczywistości, kłopotach ze słuchem, pamięcią i niehamowanym pożądaniu. Bezspornie to jego zaburzona percepcja farsy, której chcąc nie chcąc staje się uczestnikiem, wzbudza największy entuzjazm wśród widowni. To również na niego sprawiedliwie spadają na koniec rzęsiste brawa.

Mayday 2, sztuka napisana 18 lat po Mayday, jest zdecydowanie słabszą kontynuacją swojej starszej siostry, a jednak śmiech i gromkie brawa niosące się echem po okolicy Placu Sejmu Śląskiego, dowodzą niezbicie, że pomimo upływu czasu zmysł obserwacji nie zawodzi Ray’a Cooney’a. W Polsce jego twórczość cieszy się od lat niesłabnącą popularnością i gości na deskach teatrów od Gdańska, poprzez Wrocław, Warszawę, Bielsko, a na Katowicach kończąc. Nic więc dziwnego, że już drugi rok z rzędu podczas LOT-u spotykamy się z Johnem Smithem i jego dwiema żonami, których perypetie wpisują się w charakter  festiwalowych wieczorów. Smakowitych, przyjemnych, teatralnych kąsków w tym ogórkowym sezonie.

Festiwal LOT potrwa do 26. sierpnia. Zapraszam do odwiedzenia oficjalnej strony ze szczegółowym repertuarem: http://letniogrodteatralny.pl/kategoria/program/

Teatr „Bagatela” im. T. Boya-Żeleńskiego, Kraków
Tekst: Ray Cooney
Przekład: Elżbieta Woźniak
Reżyseria: Marcin Sławiński
Występują: Alina Kamińska, Katarzyna Litwin, Krzysztof Bochenek, Maciej Słota, Wojciech Leonowicz, Małgorzata Piskorz, Marek Litewka