Sztuka udomowiona

Kiedy tata Katarzyny Lamik – studentki ASP – wyjechał na wakacje, ta wspólnie z Mateuszem Hajmanem oraz Marcinem Kosakowskim – kolegami z liceum – wyremontowała jedno z pięter kamienicy rodziców i zaprezentowała światu gotową przestrzeń wystawienniczą. Tak powstała prawdopodobnie najbardziej domowa galeria na Śląsku.

– Żeby dostać się do znanej galerii, trzeba albo mieć znajomości, albo wytrwale czekać w kolejce. Proces rekrutacji jest dosyć długi – odpowiada dziś Katarzyna Lamik na pytanie o motywy powstania galerii. – My nie chcieliśmy czekać.

Bo i na co? I po co? Leżakowanie sprzyja dobrym winom, ale raczej nie młodym adeptom sztuki. Uznali więc, że moment, w którym prace przestają mieścić się za szafą, to odpowiedni czas, by oznajmić światu swoją sztukę.

Jak wyglądał proces powstawania tego miejsca?

Katarzyna Lamik: Mieliśmy gotowy materiał, który chcieliśmy zaprezentować i z którym chcieliśmy iść gdzieś dalej. Nagle okazało się, że nie za bardzo mamy gdzie te prace wystawić. Początkujący artyści bez tytułu licencjata nie mają po co zgłaszać się do galerii. Chciałam zrobić wystawę w swoim mieście, ale do tego trzeba mieć albo znajomości, albo wytrwale czekać w kolejce. Zależało nam na tym, żeby była to wystawa, która odbędzie się teraz, w tym momencie, żeby zakończyć pewien etap i móc pójść dalej.

Mateusz Hajman: Podczas jednej z domówek wpadliśmy na pomysł: dlaczego by nie zrobić galerii w tym miejscu?

K.L.: To było totalnie niewykorzystane piętro. Kiedy mój tata wyjechał, stwierdziliśmy, że mamy dwa tygodnie, więc wzięliśmy się do pracy. Decyzję ogłosiliśmy na Facebooku miesiąc wcześniej. Potem zrobiliśmy remont – właściwie nie remont, to za duże słowo – jedynie odmalowaliśmy ściany, wynieśliśmy graty, zrobiliśmy oświetlenie, kosmetyczne zabiegi.

Jak pomysł został przyjęty przez „publikę”?

K.L.: Na wernisaż przyszło naprawdę mnóstwo osób i to podczas sesji. Zdziwiła nas taka frekwencja, szczególnie że pojawili się nie tylko znajomi.

Jak to miejsce funkcjonuje?

K.L.: Początkowo galeria miała działać jedynie podczas wernisaży. Z czasem jednak zmieniłam koncepcję i teraz można oglądać wystawione prace przez cały miesiąc. Po raz ostatni jednak prezentowaliśmy obrazy na piętrze, wkrótce bowiem przenosimy się do piwnicy, gdzie mamy ciekawą i przestronną przestrzeń do zaaranżowania, przystosowaną do przyjęcia większej liczby osób. Obecnie jesteśmy na etapie pozyskiwania środków finansowych na przeprowadzkę. Właśnie wczoraj otrzymałam odmowną wiadomość w sprawie Stypendium Marszałka, z którego mieliśmy sfinansować toalety oraz system wystawienniczy. Są to naprawdę duże koszty. Dodatkowo jest potrzebne także oświetlenie, ale nie poddajemy się.

Bytom to miasto kultury, istnieje w nim spora konkurencja dla kameralnej galerii, a i tak interesujący się sztukami wizualnymi ściągają do was…

K.L.: Absolutnie nie mam odwagi do traktowania naszej galerii jako konkurencji dla już istniejących świetnych placówek. Po prostu jesteśmy nakierowani na zupełnie inną grupę odbiorców i mamy zupełnie inne założenia. Klimat jest bardziej swobodny i nieoficjalny. W końcu imprezy u nas to wernisaże połączone z domówkami. Ludzie przynoszą swoje jedzenie, jest muzyka na żywo. Drzwi są otwarte absolutnie dla wszystkich, bez wyjątku.

Galeria w Domu mieści się w Bytomiu na ul. Krakowskiej 10. O aktualnych wystawach i projektach dowiecie się na stronie: www.facebook.com/galeriawdomu

Rozmawiała: Ana Miler