W kilka sekund do roku 802 701

Czwarty wymiar, czyli czas. Science fiction czy rzeczywistość? Jeżeli istnieje, to logika podpowiada, że skoro możemy poruszać się w trzech wymiarach – wzdłuż, wszerz i w głąb – to dlaczego nie moglibyśmy poruszać się i w czwartym wymiarze? A zatem… dlaczego nie moglibyśmy podróżować w czasie?

Monteskiusz powiedział: „Twierdzenia matematyczne uważane są za prawdziwe, albowiem w niczyim interesie nie leży, by uważać je za fałszywe”. Parafrazując myśl Monteskiusza: Czwarty wymiar uważany jest za fałszywy, albowiem w niczyim interesie nie leży, by uważać go za prawdziwy. Bo któż z nas chciałby przenieść się tysiące lat w przyszłość, by być świadkiem upadku cywilizacji?

Ale dlaczego cywilizacja ma upaść? Przecież człowiek wciąż się rozwija, przekracza bariery i zadziwia sam siebie. Przecież science fiction karmi nas opowieściami o idealnym świecie przyszłości, którym rządzą równość, wolność i sprawiedliwość. Mimo wszystko nie wierzymy w opowieści dziadków, którzy mówią, że dawniej było lepiej. To nieprawda – dziś jest lepiej, a jutro – będzie raj.

I właśnie w tej utopijnej wizji świata kryje się największa pułapka cywilizacji. Poprzez próbę stworzenia idealnego społeczeństwa dochodzi/dojdzie do zagłady ludzkości.

W duchu tej mrocznej antyutopijności wypowiada się Herbert George Wells, autor „Wehikułu czasu”, który przenosi czytelnika do Anglii końca XIX wieku, a następnie do roku 802 701.

Gdy Podróżnik w Czasie, główny bohater książki, po raz pierwszy stanął na zielonej trawie 802 701 roku, czuł rozczarowanie: Wszak wiecie, żem zawsze sądził, iż ludzie z roku osiemset dwutysięcznego przewyższają nas niewspółmiernie pod względem wiedzy, sztuk, wszystkiego. I oto nagle jeden z nich zadał mi pytanie, które wskazywało, że pytający stoi na tym samym poziomie, co nasze pięcioletnie dzieci; spytał mnie bowiem, czym spadł ze słońca z uderzeniem piorunu!

Lecz to nie koniec niespodzianek czekających na Podróżnika w Czasie. Świat przyszłości to świat ruin, labiryntu gruzów, opuszczonych budynków i porzuconych sprzętów, których przeznaczenia ludzie przyszłości już nie znają. Co gorsza, Ziemia została podzielona – na jej powierzchni żyją Elojowie – czyli ludzie dnia, a w podziemiach królują Morlokowie – „ludzie-pająki”, czyli ludzie nocy. Elojowie sami doprowadzili do upadku swojej rasy, gdyż prowadząc dostatnie życie, które nie wymagało od nich wysiłku intelektualnego ani fizycznego, osłabili umysł i ciało. Jak zauważył Podróżnik w Czasie: My, ludzie, ostrzymy się na kamieniu szlifierskim bólu i konieczności, a tutaj doznałem właśnie wrażenia, jak gdyby ów nienawistny kamień nareszcie został skruszony. W przeciwieństwie do Elojów, Morlokowie nie zatracili się w radosnej bezczynności – ich świat składa się z gąszczu kanałów i korytarzy oraz wciąż będących w użyciu maszyn produkcyjnych. Wbrew pozorom to nie beztroski lud na powierzchni ziemi, lecz właśnie mroczny lud podziemia włada światem – oni zagrażają Elojom i budzą w nich lęk, a jednocześnie są bezpieczni w ciemnościach, gdyż ludzie dnia nie potrafią już się zbuntować. Elojowie przyjmują życie tak, jakby nie wierzyli, że cokolwiek od nich zależy, a może nie tyle, że nie wierzą, ile raczej – nie wiedzą.

Podróżnik w Czasie jest więc świadkiem upadku cywilizacji ludzkiej, zarówno pod względem umysłowym i fizycznym, ale także kulturowym i estetycznym. „Wehikuł czasu” staje się więc mitem o losie ludzkości, lecz również proroctwem mówiącym o utracie człowieczeństwa i w pewnym stopniu o powrocie do natury, przy czym to nie sielska natura z mitycznego Złotego Wieku ludzkości, a natura barbarzyńska lub inaczej – natura ludożercza. Ten powrót do natury objawia się w zezwierzęceniu człowieka – Morlokowie wyglądają jak skrzyżowanie człowieka z pająkiem i tak jak zwierzęta boją się ognia. Jednak również Elojowie powoli oddają się w ręce natury – zatarciu ulegają wyróżniające ich cechy fizyczne, stają się niejako stadem ludzi, w którym nie ma miejsca na indywidualność. Rozluźnieniu ulegają też więzi społeczne i wzajemne zależności; nie wiadomo, czy Elojowie nadal wiedzą, czym jest miłość, odpowiedzialność, uczciwość…

Jednakże Wells nie zadowala się przedstawieniem procesu zagłady człowieka. Wysyła swojego bohatera w dalszą podróż ku ostatnim chwilom planety, gdy czerwone niebo na wschodzie, ciemność na północy, martwe słone morze, skalisty brzeg rojący się od strasznych pełzających potworów, jednostajna, jadowita zieleń roślin podobnych do porostów, rozrzedzone powietrze, które drażniło płuca – wszystko to składało się na przerażającą całość, na zapowiedź ogarniających Ziemię ciemności i milczenia. Ten niepokojący obraz przyszłości Ziemi pokazuje, jak nieistotni są ludzie i jak krótko w rzeczywistości trwała ich era. Tysiące lat po odejściu ludzi ich królestwo przejmują w posiadanie olbrzymie kraby. A później nie ma już nic – natura cierpliwie czeka na zagładę. Nie ludzie, lecz przyroda jest w rzeczywistości ostatnim mieszkańcem wszechświata.

Bohaterowie powieści Wellsa bronią się przed wydawaniem jednoznacznych sądów. Podróżnik w Czasie często przyznaje się do błędów w ocenie rzeczywistości, panujących w krainie Elojów i Morloków zwyczajów, ich historii i motywów działania. Dzięki temu czytelnik ma wolną drogę do własnej interpretacji dzieła, do podróżowania drogą wytyczoną przez siebie i do popełniania błędów. Wells pozwala na snucie domysłów i to najdziwniejszych. Pozwala wierzyć, ale zgadza się także na niedowierzanie i zwątpienie. Wręcz podkreśla, że jest to uczucie niezbędne w lekturze „Wehikułu czasu”, ale również jest niezbędne w życiu. Gdyż niepewność prowadzi do pytań, do tajemnicy, do ciągłego poszukiwania odpowiedzi, a zatem broni nas przed bezczynnością. A jak udowadnia rok 802 701, bezczynność prowadzi do śmierci.

Herbert George Wells, Wehikuł czasu, Iskry 1985.