чайка, spacer pod rękę z Czechowem

"Mewa"

Jeśli Mewa Antoniego Czechowa została wpisana w poczet najważniejszych sztuk XIX wieku, to stało się tak w dużej mierze za sprawą Konstantego Stanisławskiego, który dwa lata po absolutnym fiasku petersburskiej premiery zainteresował się tekstem, przeanalizował go w najdrobniejszym szczególe, by wreszcie porwać moskiewską publikę na dwór Sorina i rozkochać ją w jego mieszkańcach.


Nie zapominajmy jednak, że Stanisławski był wizjonerem. Ten pionierski rosyjski reżyser MChT (Moskiewskiego Akademickiego Teatru Artystycznego) w każdym geście, kroku i poruszeniu na scenie widział odbicie słów oraz emocji targających bohaterami teatralnego świata.

Gabriel Gietzky w swojej najnowszej inscenizacji zrealizowanej na deskach Teatru Śląskiego w Katowicach, 114 lat po Stanisławskim, obiera własną drogę, szukając formy, gestów, ruchów bądź spojrzeń, w które mógłby oblec aspiracje, melancholię czy wreszcie rezygnację sączące się z rozmów protagonistów Mewy.Droga, którą podąża Gietzky w swojej interpretacji, wiedzie poprzez dyskurs metateatralny, którego przedsmak widzowie otrzymują już na samym wstępie.

Jeszcze nie zgasły światła na sali, jeszcze wciąż scena i widownia tworzą całość, a przed naszymi oczami defilują aktorzy-bohaterowie Czechowskiego świata. Od początku do końca pozostaną oni w tej podwójnej roli – samych siebie i odgrywanych przez nich postaci. Zauważmy jednak, że idea „teatru w teatrze” nie wynika tylko z zamysłu reżysera, lecz zawiera się już w samym tekście Czechowa, w którym przykładowo trzykrotnie zostają odegrane fragmenty sztuki Konstantyna Trieplewa (Bartłomiej Błaszczyński)

Jego matka, Irena Arkadina, znana aktorka (w tej roli Anna Kadulska), o której akceptację i uznanie zabiega młody Konstantyn, na świat spogląda ze sceny. Jej zmanierowany sposób bycia nie pozostawia złudzeń – ta kobieta nie potrafi już rozstać się ze swoim teatralnym kostiumem i bezustannie zakładanymi maskami. Gietzky daje jej zresztą dodatkowe pięć minut. Poprzez odśpiewany z playbacku utwór Puro teatro (hiszp. czysty teatr) kubańskiej piosenkarki La Lupe (znany nam głównie za sprawą Pedra Almodovara i filmu Kobiety na skraju załamania nerwowego), Irena Arkadina daje upust swojemu cynizmowi, przypominając zarazem, że w jej życiu wszystko jest kwestią wyrafinowanej gry.

foto. Lisiak, Mewa

Tymczasem Czechow, a za nim Gabriel Gietzky pragną zająć swoje stanowisko w szerszej dyskusji dotyczącej teatru i jego miejsca we współczesnym świecie. Niestety Gietzky zabiera się za to w dość akademicki sposób, znacznie odstający od lekkości pozostałych posunięć katowickiej inscenizacji. Oto Konstantyn recytuje do mikrofonu fragmenty dzieł Hegla, Artaud czy Arystotelesa, które traktują o teatrze, by w końcu patetycznie podrzeć je w obecności Niny (Karina Grabowska nie udźwignęła tej roli i nie dość, że w kluczowych scenach praktycznie nie było jej słychać, to na dodatek postać Niny stała się w jej rękach bezbarwna, przewidywalna i nieautentyczna). Podobne powoływanie się na wielkie nazwiska po to, by wpleść kilka ustępów z filozoficzno-teoretycznych dzieł w całość, która w zamyśle autora miała być komedią, nie tylko nie przystaje do konwencji, zaburza jej harmonię, ale także sprowadza ten przewodni wątek na bezdroża. Trudno w tym wypadku winić więc Bartłomieja Błaszczyńskiego, nietuzinkowego, solidnego aktora, że nie zawrócił z tych manowców (to zaś, że przy pomocy postaci Konstantyna można zajść zupełnie gdzie indziej, udowadnia Paweł Miśkiewicz, reżyser spektaklu opartego na Mewie Czechowa, granego obecnie na Scenie Kameralnej Teatru Starego w Krakowie).

Katowicka inscenizacja ma jednak coś, co trzyma w ryzach mniej lub bardziej uzasadnione wybory reżyserskie. Jest to poezja obrazu stworzona dzięki scenografii Marii Kanigowskiej, ruchowi scenicznemu, nad którym pracował Witold Jurewicz, grze świateł, barw, cieni i nade wszystko umiejętnemu balansowaniu postaci w tej przestrzeni, jej emocjach, nastrojach wyrażanych przez kolejno zaznaczane na scenie pory roku. Nie jest to w żadnym wypadku kuglarstwo mamiące swoimi sztuczkami, ale subtelne malarstwo, jak strugi deszczu spływające smutkiem nieszczęśliwie zakochanej Maszy (wyważona Ewa Kutynia), leniwe letnie popołudnie przecinane dźwiękiem zarzucanej wędki Borysa Trigorina (wyśmienity Dariusz Chojnacki), nostalgia i zawieszenie w czasie spozierające zza zimowej białej zasłony (nawet w tej scenie zadumy trudno nie uśmiechnąć się na widok Szamrajewa – stworzony do tej roli Andrzej Warcaba). Dźwięk-bezdźwięk, ruch-bezruch, światło-cień, barwy chromatyczne-achromatyczne, perspektywa, dwuplanowość. Spektakl Gietzky’ego przesiąknięty jest obrazami i w tym tkwi właśnie jego subtelne, efemeryczne piękno. Każdy element plastycznego świata jest echem tego, co dzieje się na płaszczyźnie teatralnej. I nawet gdy z trzaskiem spada wieko płonącego fortepianu, to gasnący płomień wyraża przecież zarazem zniknięcie jednego istnienia, samobójczą śmierć Konstantyna.

foto. Lisiak, Mewa

„Świat jest teatrem, aktorami ludzie, którzy kolejno wchodzą i znikają” – powiedział niegdyś Shakespeare, a Czechow, przytakując w zamyśleniu uwielbianemu dramaturgowi, zabrał na spacer po teatralnej scenie swoich aktorów-ludzi, by tchnąć w nich miłość, zazdrość, samotność bądź rozpacz i pochylić się chwilę nad ich dramatami. Niełatwym wyzwaniem dla reżysera jest uchwycenie teatru w teatrze, ukazanie aktorów w ludziach, obnażenie ludzi w aktorach. Dzięki Konstantemu Stanisławskiemu, Moskwa wzięła pod rękę Czechowa i bez wahania wyruszyła z nim nad jezioro nieopodal dworu Sorina. W te chłodne obecnie, chwilowo bezbarwne, kapryśne majowe dni, Gabriel Gietzky wypełnia Dużą Scenę Teatru Śląskiego w Katowicach soczystą barwą, poetyckim obrazem i świeżością.

Nawet gdy czasem nie zgadzamy się całkowicie z obraną przez niego ścieżką, warto nią pójść do samego końca.

Premiera: 20 kwietnia 2012 r. Duża Scena Teatru Śląskiego
opracowanie tekstu, reżyseria i opracowanie muzyczne: Gabriel Gietzky
scenografia: Maria Kanigowska
ruch sceniczny: Witold Jurewicz
obsada: IRINA ARKADINA – Anna Kadulska, KONSTANTY TRIEPLEW – Bartłomiej Błaszczyński , PIOTR SORIN – Roman Michalski, NINA ZARIECZNA – Karina Grabowska, ILJA SZAMRAJEW – Andrzej Warcaba, POLINA – Ewa Leśniak, MASZA – Ewa Kutynia, BORYS TRIGORIN – Dariusz Chojnacki, EUGENIUSZ DORN – Andrzej Dopierała MIEDWIEDIENKO – Zbigniew Wróbel