Po spotkaniu w katowickiej Gminie Żydowskiej. Rozmowa z Piotrem Stojowskim

Często słyszy się, że żydowskie cmentarze sypią się w gruz, ponieważ to sami Żydzi nie chcą o nie dbać. O tym, dlaczego w tej obiegowej opinii jest tylko ziarno prawdy oraz tym, co Fundacja Lo Tishkach chce zasiać na śląskiej ziemi, rozmawiałam z Piotrem Stojowskim, pracownikiem Fundacji, który 29 kwietnia 2012 uczestniczył w spotkaniu dotyczącym pilotażowego projektu rejestracji i renowacji kirkutów w województwie śląskim.

 M: Jak to jest – można cmentarze żydowskie (wg prawa) porządkować, dbać o nie, czy też nie?

 P: Zasada jest taka, że nie należy wzruszać ziemi, jeśli miałaby poruszyć kości. Dlatego nie wyrywa się drzew, które mają głębokie korzenie, a jeśli macewa się zapadnie więcej niż pół metra, to się jej też raczej nie wyciąga. Nie pozwala się na niszczenie kirkutów, a mocne zarośniecie etc. niestety tym skutkuje. Mniejszym problemem niż bluszcz jest jednak walący się mur…

M: Dlaczego?

P: Mur to bardzo ważna sprawa. Co najmniej z dwóch powodów. Pierwszy: cmentarz to miejsce rytualnie nieczyste, wiec powinno być wytyczone granicami. W judaizmie kontakt z ciałem zmarłego to nieczystość, dlatego na przykład Żydzi z rodu Cohenów nie mogą kompletnie wchodzić na cmentarz, za wyjątkiem pogrzebu ojca matki, żony dzieci swoich. Stąd, na wielu kirkutach, macewy z dłońmi na górze masz tuż przy wejściu. To właśnie nagrobki Cohenów, ustawione przy bramie tak, żeby nie będąc na cmentarzu, członkowie rodu mogli je widzieć. A drugi powód: mur zapobiega kradzieżom i dewastacjom. A polskie cmentarze są w najgorszym stanie jeśli patrzeć na Europę …

M: Dlatego belgijska fundacji przyjechała do Polski, trzeciego po Ukrainie i Łotwie kraju, objętego działaniem… Powiedz coś więcej o działaniach Fundacji Lo Tishkach…

(fot. Krzysztof Krzemiński)

P: Działanie fundacji to są trzy fazy:

Pierwsza:  znalezienie cmentarzy. Wiele miejsc, które są cmentarzami żydowskimi, nie ma widocznych znaków mówiących o tym, że to miejsce spoczynku. Tak jest np. w Kłobucku, gdzie został jeden kamień, w dodatku nieczytelny. Na tym miejscu pasą się krowy a teren jest pod zabudowę mieszkalną. A należy zacząć od tego, że nie ma czegoś takiego jak były (czy też dawny) cmentarz żydowski. Jeśli w miejscu pochówku jest autostrada, to to ciągle jest cmentarz żydowski – cmentarz jest pod ziemią.

Druga: opisanie cmentarza. Osoby wychodzące w teren mają specjalne kwestionariusze, w nie wpisują tyle informacji ile tylko uda im się zdobyć. O samym kirkucie, o osobach na nich pochowanych, o społeczności żydowskiej do której należał, jak zmieniała się nazwa miejscowości (jak Chorzów – Królewska Huta – Koenigshutte), gdzie przebiega granica cmentarza i co trzeba zrobić w zakresie renowacji.

Trzecia: to właśnie renowacja i konserwacja, czyli stawianie murów, płotów, renowacja macew.

Co ważne, fundacja kładzie ogromny nacisk na edukację, dlatego jeśli kirkut jest w miejscu, którego nie ma, w sensie: są pochowani ludzie, ale to łąka, szkoła, szpital, autostrada itp., fundacja umieszcza informację, że tutaj są pochowani Żydzi, że mieszkali w tej miejscowości. Ważne, by pokazać ludziom mieszkającym tam, że przed 1942, przed 1939 rokiem, tam była społeczność żydowska, która to miejsce współtworzyła.

M: A czy w ramach tego projektu przewiduje  się spotkania edukacyjne?

Tak, spotkania, lekcje – to wszystko zależy od miejscowości. Nie można na spotkania zaciągnąć ludzi siłą. Jeśli chcą, oczywiście. Tym też zajmuje się, zaprzyjaźniona z Lo Tishkach, fundacja z Londynu, która także odwiedziła Katowice. Oni fundują stypendia w Izraelu dla nauczycieli, którzy chcą uczyć o Holokauście, szkolą też pracowników muzeów, żeby wiedzieli jak się obchodzić z eksponatami żydowskimi, żeby znali nazewnictwo itp.

M: Kto będzie zbierał te materiały? Opisywał kirkuty?

P: Najczęściej te osoby, które zajmują się tymi miejscami teraz. One znają ich historie, problemy, rozmawiają z ludźmi. Działają lokalnie i maja do tego dostęp. Gdyby przyjechał ktoś z Belgii np. to mógłby sporo przeoczyć, bo wielu kirkutów nie ma nawet na mapach. Na spotkaniu 29 kwietnia, Gmina Żydowska podziękowała osobom, które na co dzień zajmują się kirkutami. Dyskutowali wspólnie o problemach, o tym co można zrobić, co należy..

M: A to kto się kirkutami zajmuje. To Żydzi?

P: Nie, najczęściej to po prostu osoby zainteresowany kulturą żydowską. Dlatego też dostali dyplomy. Bo dla nich to nie jest micwa, żeby opiekować się kirkutami, dla Żydów jest. Oni robią to z dobrej woli. A to Żydzi powinni.

M: Więc dlaczego tego nie robią?

P: Dbają w granicach tego, co da się zrobić. Katowicka gmina to w większości starzy ludzie. Różna też jest sytuacja prawna cmentarzy, nie zawsze gmina jest ich właścicielem, wręcz najczęściej nie jest. Poza tym, to wszystko wymaga sporego nakładu finansowego.

(fot. Krzysztof Krzemiński)

 M: Co znaczy lo tishkach?

P: Lo tishkach po hebrajsku znaczy tyle co „nie zapomnij”.

M: Dlaczego Fundacja Lo Tishkach wybrała województwo śląskie na miejsce pilotażowych działań w Polsce?

P: Tego nikt nie wie. Przypuszczam, że to obrotność katowickiego Rabina.

// Osoby zainteresowane projektem Fundacji Lo Tishkach, które chciałyby pomóc (tak jako wolontariusze, jak i informatorzy, którzy chcą się swoją wiedzą podzielić), mogą kontaktować się z Piotrem Stojowskim. Mail kontaktowy: piotr.stojowski@interia.pl.

Na spotkaniu w katowickiej gminie żydowskiej uczestniczyli: Naczelny Rabin Polski Michael Schudrich, Rabin Yehoshua Ellis, władze Żydowskiej Gminy Wyznaniowej w Katowicach, przedstawiciele śląskich uczelni wyższych, władze wojewódzkie, władze miasta Katowice oraz osoby zajmujące się kirkutami.

Strona Fundacji Lo Tishkach, na której znajduje się dostępna baza danych o kirkutach. Na razie ukraińskich i łotewskich, wkrótce polskich i litewskich.

Fotografie, zamieszczone dzięki uprzejmości autora, są wyłącznie jego własnością.